21.01.2026, 18:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2026, 08:18 przez Gabriel Montbel.)
– Tak, byłem bardzo zaskoczony, gdy zobaczyłem tę rezydencję po raz pierwszy. Niby taki konserwatywny dwór, a jednak posiadłośc w samym centrum niemagicznego Londynu. Wygląda to jak pewna śmiała deklaracja, choć pytanie, czy dotyczyła tylko przodków, czy przeszła z krwią na dzieci. – Rozejrzał się po fasadzie budynku, ale to ogród, to oranżeria ściągała jego wzrok. Fontanna.
– Afekt afekt... A może jednak chłodna kalkulacja? Jesteśmy tak nawykli do cudów i wykwitów magii tam, gdzie nie powinno jej być, że powszednieją nam takie zjawiska jak to. Nie ślady dłoni. Nie doniczka. Czarne kwiaty, których boją się wróżki o mózgu nie większym niż fasolka grochu. Czy zarządczyni ogrodu była już przesłuchiwana? Są tu w ziemi poukrywane dziwaczne fiolki, ktoś sprawia nieprzyjemne psikusy, na mój nos nie wygląda to na poltergeista, a całkiem... celowe, intencjonalne działania. Jestem też ciekaw, zawsze jestem ciekaw, na ile te kwiaty i ich magia, jak mogą się przełożyć na eliksiry i wywary z nich czynione. Kadzidła. Hydrolaty. Maści. Być może patrzymy na zbrodnię, która się jeszcze nie odbyła. Nieświadomi. Bierni. Wodzeni za nos, przez osobę stojącą za tym zjawiskiem. Za tym... kwiecistym wynaturzeniem. – trochę konfabulował, trochę - a właściwie całkiem mocno - wczuwał się w rolę prywatnego detektywa, który musiał być noir ponieważ tylko noir pozwalała mu funkcjonować. – Ciekaw jestem. Bardziej niż dziecka w fontannie. Ludzie przychodzą i odchodzą. Ale kwiaty... Nie mogą opowiedzieć nam swojej historii, jak duchy. Ich choroba, ich stan. To jest tajemnica, zbyt cicha, by zauważyć ją w tym gwarze. – Szerokim gestem wskazał za siebie, na gaworzące i tańczące pary. Rozczarowany ludzkością? Nigdy nie miał wobec niej większych nadziei. Może lepiej. Jeszcze by amatorzy zagadek zadeptali to co zostało nieskażone.
– Afekt afekt... A może jednak chłodna kalkulacja? Jesteśmy tak nawykli do cudów i wykwitów magii tam, gdzie nie powinno jej być, że powszednieją nam takie zjawiska jak to. Nie ślady dłoni. Nie doniczka. Czarne kwiaty, których boją się wróżki o mózgu nie większym niż fasolka grochu. Czy zarządczyni ogrodu była już przesłuchiwana? Są tu w ziemi poukrywane dziwaczne fiolki, ktoś sprawia nieprzyjemne psikusy, na mój nos nie wygląda to na poltergeista, a całkiem... celowe, intencjonalne działania. Jestem też ciekaw, zawsze jestem ciekaw, na ile te kwiaty i ich magia, jak mogą się przełożyć na eliksiry i wywary z nich czynione. Kadzidła. Hydrolaty. Maści. Być może patrzymy na zbrodnię, która się jeszcze nie odbyła. Nieświadomi. Bierni. Wodzeni za nos, przez osobę stojącą za tym zjawiskiem. Za tym... kwiecistym wynaturzeniem. – trochę konfabulował, trochę - a właściwie całkiem mocno - wczuwał się w rolę prywatnego detektywa, który musiał być noir ponieważ tylko noir pozwalała mu funkcjonować. – Ciekaw jestem. Bardziej niż dziecka w fontannie. Ludzie przychodzą i odchodzą. Ale kwiaty... Nie mogą opowiedzieć nam swojej historii, jak duchy. Ich choroba, ich stan. To jest tajemnica, zbyt cicha, by zauważyć ją w tym gwarze. – Szerokim gestem wskazał za siebie, na gaworzące i tańczące pary. Rozczarowany ludzkością? Nigdy nie miał wobec niej większych nadziei. Może lepiej. Jeszcze by amatorzy zagadek zadeptali to co zostało nieskażone.