21.01.2026, 19:04 ✶
Plecy jako skóra pokrywająca mięśnie, te przyczepione do kości, wprawiające je w ruch. To nie był dla Gabriela widok nieznajomy, z koronką, bez koronki, ze skórą, bez skóry, z mięśniami...
Kości wciąż gdzieś były złożone, w podziemnej jamie Poisy, na terenie jego posiadłości, którą pozostawił za sobą. Bielące się, zaplątane w gęste różane sploty, otulające tak szczątki dawnych ofiar, jak ofiarną ławeczkę i pusty marmurowy postument.
Uśmiechnął się, a jego uśmiech wyrażał głód i nostalgię, myśl krótką, acz krwawą czerwienią płynącą w cienkich wstążkach płynących wewnątrz aktora rzek ambrozji. Zapomnienia. Chwilowego poczucia, że wewnętrzna pustka została wypełniona.
Uniósł lewą rękę i palcami sięgnął do czerwonych koralików. Bez trudu oderwał jedną z nitek, po czym bezceremonialnie zawiązał na Hannibalowym nadgarstku. Karminowy sznureczek zdobny był nieregularnymi węzełkami i rubinami, przywodząc na myśl czerwone wstążki pozostawiane przy nowonarodzonych, aby nie dopuścić do młodych duszek demony. Ta jednak była podarowana przez tegoż właśnie, istotę, która piła z wielu, ale nie była tak stara, aby nie pamiętać jak smakuje młokos.
– Udanego w takim razie występu. Będziemy słuchać – zapowiedział, zimnymi opuszkami muskając skórę nadgarstka, poprawiając ułożenie prowizorycznej bransoletki "na szczęście", która przez wzgląd na szlachetne kamienie, wcale nie była takim tanim, bezmyślnym podarkiem. Gabriel - wbrew pozorom - pamiętał lojalność młodzieńca sprzed tygodnia, nie zamierzał więc szczędzić mu swojej wykrzywionej wiekiem życzliwości.
Kości wciąż gdzieś były złożone, w podziemnej jamie Poisy, na terenie jego posiadłości, którą pozostawił za sobą. Bielące się, zaplątane w gęste różane sploty, otulające tak szczątki dawnych ofiar, jak ofiarną ławeczkę i pusty marmurowy postument.
Uśmiechnął się, a jego uśmiech wyrażał głód i nostalgię, myśl krótką, acz krwawą czerwienią płynącą w cienkich wstążkach płynących wewnątrz aktora rzek ambrozji. Zapomnienia. Chwilowego poczucia, że wewnętrzna pustka została wypełniona.
Uniósł lewą rękę i palcami sięgnął do czerwonych koralików. Bez trudu oderwał jedną z nitek, po czym bezceremonialnie zawiązał na Hannibalowym nadgarstku. Karminowy sznureczek zdobny był nieregularnymi węzełkami i rubinami, przywodząc na myśl czerwone wstążki pozostawiane przy nowonarodzonych, aby nie dopuścić do młodych duszek demony. Ta jednak była podarowana przez tegoż właśnie, istotę, która piła z wielu, ale nie była tak stara, aby nie pamiętać jak smakuje młokos.
– Udanego w takim razie występu. Będziemy słuchać – zapowiedział, zimnymi opuszkami muskając skórę nadgarstka, poprawiając ułożenie prowizorycznej bransoletki "na szczęście", która przez wzgląd na szlachetne kamienie, wcale nie była takim tanim, bezmyślnym podarkiem. Gabriel - wbrew pozorom - pamiętał lojalność młodzieńca sprzed tygodnia, nie zamierzał więc szczędzić mu swojej wykrzywionej wiekiem życzliwości.