Dorze nie przeszkadzało w najmniejszym stopniu, że tego dnia akurat musiała sobie poradzić sama. Oczywiście, było trochę strasznie, szwędać się tak samotnie po całkowicie pustej kamienicy, ale oprócz tego? Nie raz, nie dwa, sama łapała za miotłę i porządkowała czy to Warownię czy to Księżycowy Staw. Większość przecież była zajęta pracą, albo raczej - miało poważne życie zawodowe, podczas gdy ona... była. Mogła czytać książki, mogła stać nad kociołkiem, ale nie mogła robić tego cały czas i bez przerwy, chociażby dlatego że brakowało momentami ku temu materiałów.
- Nic nie szkodzi - odpowiedziała, rozwijając papier i przyglądając się jajku, które się pod nim znalazło. Było ciemne, w sumie to czarne i trochę nieregularne. Obróciła je w dłoniach, mimowolnie zerkając czy przypadkiem nie brudziło palców, ale na to nie wyglądało. - Oh nie, dostałam. Czy mam przez to rozumieć, że ktoś faktycznie rozdawał te jajka? Sprzedawał znaczy. Albo że ktoś myślał że są z kosmosu? - z pewnym powątpiewaniem zważyła swoje w dłoni. - Mam wrażenie że coś o tym czytałam w jakiejś książce? A może coś słyszałam jak ktoś rozmawiał w antykwariacie cioci Tessy... - urwała, jakby się trochę spłoszyła że zaraz zostanie zapytana kiedy tam była i czy uważała. - Wygląda jak coś z bloku wschodniego. Eksperymentowali tam trochę, czy coś takiego. Mają się z tego wykluwać ptaki które są ładne, chociaż oprócz tego brak im jakichś konkretniejszych magicznych właściwości. W sensie nie nadadzą się na surowce. Całe szczęście dla nich. Wydaje mi się, że to konkretne trzeba wrzucić do ognia. Jest w końcu takie czarne. Jak zwęglone. Mogę to zrobić tutaj? Niby już posprzątałam kominek, ale i tak trzeba na nowo rozpalić, bo robi się zimno...
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.