22.01.2026, 08:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2026, 11:02 przez Christopher Rosier.)
– Oczywiście, że będziemy – obruszył się Christopher, bo najpierw Victoria rzucała mu pewnego rodzaju wyzwanie, a teraz Atreus ośmielał się wyrażać powątpiewanie. Rosier powziął więc mocne postanowienie, że owszem, będą, nawet jeżeli kolejnego dnia będzie pragnął tylko jednego: umrzeć.
Obrzucił Atreusa podejrzliwym spojrzeniem, bo w porządku, nie miał Victorii za sztywniaczkę, za którą mogła pewnie uchodzić, jeśli znało się ją bardzo słabo, ale nie bardzo potrafił uwierzyć w to, że lubiła, żeby podrzucać ją wysoko nad głowę.
– W sukni, którą ma na sobie? Wyglądam, jakbym chciał ją zabić? – spytał, bo jednak doskonale wiedział, do czego nadaje się jaki strój, a suknia balowa z długimi połami, i do tego buty na wysokim obcasie, nie stanowiły najlepszego materiału do takich ekscesów, nawet gdyby oboje byli sportowcami. - Przemyślę to. Dawaj tego papierosa - zażądał, częstując się, bo może i nie był uzależniony, i nie powinien palić po Spalonej Nocy, ale w sumie to jak tu już stali... Istniała też całkiem dobra szansa na to, że Atreus faktycznie będzie miał szansę pojawić się na jakimś plakacie, bo Christopher nie miał nic przeciwko nepotyzmowi, póki ten wpisze się w projekt. A gdyby zdjęcia nie wyszły, mogli łatwo wrzucić je do kosza.
Słuchał całej tyrady Atreusa z mieszaniną niedowierzania, rezygnacji i pewnej irytacji, zrodzonej konkretnie z tych uwag, które brzmiały, jakby nie potrafił sobie zupełnie radzić z kobietami. No naprawdę, jakby w tej kwestii potrzebował jego porad. Odpalił jednak papierosa i milczał, grzecznie czekając na koniec, podejrzliwy trochę, bo część wypowiedzi brzmiała absolutnie konfundująco, a znał Bulstrode na tyle, by móc odgadnąć, że ten równie dobrze może go wkręcać, jak wyciągać sobie część prawdy, tę która najbardziej zbija z tropu.
Wyłapał jednak po pierwsze, że miał rację i Victoria faktycznie Sauriela lubiła, sytuacja była tu jakąś dziwna, i grunt grząski, i że najwyraźniej Rookwood był nie tylko zabijaką, ale kimś kogo Atreus uważał za potencjalnie niebezpiecznego.
- Jeśli kiedykolwiek zobaczysz mnie gdzieś z Avery, możesz uznać, że albo to metamorfomag, albo rzucono na mnie urok. Uważaj, jest na balu - rzucił i obejrzał się przez ramię, jakby spodziewając się, że ujrzy nadciągającą Cressidę. Z dwoma kieliszkami szampana, by móc po jednym wylać każdemu z nich na głowę.
- Dzięki za porady, miałem zamiar zabrać ją do budki z mugolskim jedzeniem albo poudawać niedostępnego, bo może sama zacznie za mną biegać, ale jak tak mówisz, to może zmienię zdanie - rzuciła ironicznie, wydmuchując kłąb dymu. - Ma dziś na sobie mój projekt. Dałem nawet suknię jej siostrze, bo o to poprosiła. I zaprojektował tę, uszył w pośpiechu, osobiście, by miała faktycznie coś rzadkiego, w dodatku bez konsultacji z samą Prim, czego zwykle nie robił, i nie wystawił rachunku. W sumie to nawet zrobił to z czystej sympatii, bo wtedy raz był tak zajęty, że w ogóle nie myślał o żadnych dziewczynach w innym kontekście niż pracownic, a i zakladał, że Victoria wciąż spotyka się z Saurielem. Uważał, że należały się mu za to dodatkowe punkty. - Myślę, że robi też inne rzeczy niż dawanie się prawie mordować, a jeżeli tym mnie chcesz zniechęcić, to sam omal nie zginąłem czystym przypadkiem. Nie zamierzam się przejmować.
Siedział po prostu w domu, ten zaczął płonąć, a gdy wyszedł i wpadł w czarną chmurę duszącego dymu, autentycznie sądził, że zginie. Życie nie przelatywało mu przed oczyma: myślał jedynie o tym, że to koniec, zanim wreszcie słaniając się przedostał się na drugą stronę. Minuta, a straciłby przytomność i rano zabraliby z ulicy jego ciało. Nie widział powodów, by zamartwiać się na zapas niebezpieczną pracą Victorii, zwłaszcza że teraz ciężko było powiedzieć, że ktokolwiek jest bezpieczny.
Obrzucił Atreusa podejrzliwym spojrzeniem, bo w porządku, nie miał Victorii za sztywniaczkę, za którą mogła pewnie uchodzić, jeśli znało się ją bardzo słabo, ale nie bardzo potrafił uwierzyć w to, że lubiła, żeby podrzucać ją wysoko nad głowę.
– W sukni, którą ma na sobie? Wyglądam, jakbym chciał ją zabić? – spytał, bo jednak doskonale wiedział, do czego nadaje się jaki strój, a suknia balowa z długimi połami, i do tego buty na wysokim obcasie, nie stanowiły najlepszego materiału do takich ekscesów, nawet gdyby oboje byli sportowcami. - Przemyślę to. Dawaj tego papierosa - zażądał, częstując się, bo może i nie był uzależniony, i nie powinien palić po Spalonej Nocy, ale w sumie to jak tu już stali... Istniała też całkiem dobra szansa na to, że Atreus faktycznie będzie miał szansę pojawić się na jakimś plakacie, bo Christopher nie miał nic przeciwko nepotyzmowi, póki ten wpisze się w projekt. A gdyby zdjęcia nie wyszły, mogli łatwo wrzucić je do kosza.
Słuchał całej tyrady Atreusa z mieszaniną niedowierzania, rezygnacji i pewnej irytacji, zrodzonej konkretnie z tych uwag, które brzmiały, jakby nie potrafił sobie zupełnie radzić z kobietami. No naprawdę, jakby w tej kwestii potrzebował jego porad. Odpalił jednak papierosa i milczał, grzecznie czekając na koniec, podejrzliwy trochę, bo część wypowiedzi brzmiała absolutnie konfundująco, a znał Bulstrode na tyle, by móc odgadnąć, że ten równie dobrze może go wkręcać, jak wyciągać sobie część prawdy, tę która najbardziej zbija z tropu.
Wyłapał jednak po pierwsze, że miał rację i Victoria faktycznie Sauriela lubiła, sytuacja była tu jakąś dziwna, i grunt grząski, i że najwyraźniej Rookwood był nie tylko zabijaką, ale kimś kogo Atreus uważał za potencjalnie niebezpiecznego.
- Jeśli kiedykolwiek zobaczysz mnie gdzieś z Avery, możesz uznać, że albo to metamorfomag, albo rzucono na mnie urok. Uważaj, jest na balu - rzucił i obejrzał się przez ramię, jakby spodziewając się, że ujrzy nadciągającą Cressidę. Z dwoma kieliszkami szampana, by móc po jednym wylać każdemu z nich na głowę.
- Dzięki za porady, miałem zamiar zabrać ją do budki z mugolskim jedzeniem albo poudawać niedostępnego, bo może sama zacznie za mną biegać, ale jak tak mówisz, to może zmienię zdanie - rzuciła ironicznie, wydmuchując kłąb dymu. - Ma dziś na sobie mój projekt. Dałem nawet suknię jej siostrze, bo o to poprosiła. I zaprojektował tę, uszył w pośpiechu, osobiście, by miała faktycznie coś rzadkiego, w dodatku bez konsultacji z samą Prim, czego zwykle nie robił, i nie wystawił rachunku. W sumie to nawet zrobił to z czystej sympatii, bo wtedy raz był tak zajęty, że w ogóle nie myślał o żadnych dziewczynach w innym kontekście niż pracownic, a i zakladał, że Victoria wciąż spotyka się z Saurielem. Uważał, że należały się mu za to dodatkowe punkty. - Myślę, że robi też inne rzeczy niż dawanie się prawie mordować, a jeżeli tym mnie chcesz zniechęcić, to sam omal nie zginąłem czystym przypadkiem. Nie zamierzam się przejmować.
Siedział po prostu w domu, ten zaczął płonąć, a gdy wyszedł i wpadł w czarną chmurę duszącego dymu, autentycznie sądził, że zginie. Życie nie przelatywało mu przed oczyma: myślał jedynie o tym, że to koniec, zanim wreszcie słaniając się przedostał się na drugą stronę. Minuta, a straciłby przytomność i rano zabraliby z ulicy jego ciało. Nie widział powodów, by zamartwiać się na zapas niebezpieczną pracą Victorii, zwłaszcza że teraz ciężko było powiedzieć, że ktokolwiek jest bezpieczny.