22.01.2026, 13:13 ✶
Możliwe, że dla niej nie miało znaczenia. Jednak Alexander, zimny, zamknięty w sobie, rzadko kiedy łapał z kimś prawdziwy kontakt. Na palcach można było policzyć osoby, które zdawały się go rzeczywiście rozumieć. Anastazja, Yelena; chcąc czy nie chcąc znała go jak własną kieszeń, zawsze wiedziała gdzie nadusić, aby zabolało, Brenna, no i teraz dochodziła jeszcze Victoria. Zapewne kogoś pominął w tej krótkiej wyliczance, ale to nie miało teraz znaczenia. Chodziło o to, że Alexander dużo mówił, dużo robił, ale to o czym myślał zawsze siedziało gdzieś tam schowane i ukryte. No i w końcu przychodziła taka Brenna, co gadała tyle... że Alexander musiał wchodzić jej czasem w słowo, żeby coś wyjaśnić, a mimo to znali się już jakiś czas i zdawała się go rozumieć bez zbędnych słów. Teraz z drugiej strony pojawiła się Victoria, której nie znał z żadnej strony. A ta też zdawała się siedzieć mu w głowie, jednak w trochę innym znaczeniu.
-W zasadzie to masz rację. Nie musisz znać się z kimś, aby się z nim zgadzać. - w porę jednak ugryzł się w język, aby nie dodać czegoś głupiego do swojej wypowiedzi. Szczerze mówiąc Alexander nie wiedział jak ma się zachowywać. Czuł się przy niej wyjątkowo swobodnie, jednak wiedział, gdzieś tam w głębi duszy, że nie powinien się z nią spoufalać. Przyszedł tutaj przecież w jednym celu, nie może dawać się tak łatwo rozpraszać. Może powinien uciąć te pogawędki i skupić się tylko i wyłącznie na interesach, które mieli poprowadzić? Może sam za dużo opowiadał. Może sam za bardzo, zupełnie niepotrzebnie, otwierał się przed Victorią? Westchnął więc, sam do siebie, przesuwając dłonią po swojej twarzy.
-Kim są ludzie, jeśli nie zwierzętami? Wszyscy mamy pierwotne instynkty, niektóre należy tłumić, inne ratują życie. - bo w końcu strach nie jest tylko i wyłącznie nabyty. Przenosimy go w genach i gdyby nie ten strach nie bylibyśmy w stanie zajść tak daleko jako ludzie. No i co z miłością? Czy miłość też nie była poniekąd instynktem? Chęcią znalezienia swojego partnera? Jak wiele zwierząt związywało się ze sobą na całe życie? Papugi, pingwiny, łąbędzie, a nawet wcześniej wspomniane wilki. Nie wszystko co zwierzęce było złe. Ale skoro tak przeszkadzało to Victorii, to Alexander uszanuje jej prośbę. Pokiwał tylko głową. -Koniec więc z porównywaniem do zwierząt.
Na jej słowa Alexander tylko zaśmiał się. Póki co. Więc jednak zamierzała go karać. Tylko jeszcze nie teraz. Chyba, że sama przeczyła swoim słowom, ale to już raczej Alexandra nie interesowało, bo jego myśli powędrowały do tego gdzie jest granica. Skoro póki co nie mu za to nie groziło, to gdzie był ten moment aż zacznie mu coś grozić? Może więc powinien nie obserwować jej tak uważnie? Albo patrzeć tylko jednym okiem? A może minutę patrzenia na nią, a trzydzieści sekund gdzieś w przestrzeń?
-Bezpieczeństwo? Bezpieczeństwo gdzie? W Radzieckiej Rosji? Na czarnym rynku znikało się tylko jak nie spłacało się długów. To normalnie na ulicy można było rzeczywiście zniknąć. - odparł Alexander beznamiętnym tonem, jakby takie sytuacje były na porządku dziennym. Zacisnął wolną dłoń, którą przed chwilą przesuwał po twarzy, w pięść, aż zbielały mu knykcie. Ile zniknięć było spowodowanych tylko tym, że ktoś miał jakieś przypuszczenia. -Nie, Victorio. Jeśli nie masz tam znajomości to znikasz w mgnieniu oka. Zwłaszcza jak jesteś zza granicy. - po tych słowach Alexander wzruszył ramionami, ale widać było, że coś nie dawało mu spokoju. Że zostało więcej do powiedzenia, niż rzeczywiście Aristov mówił.
Bo przecież tam każdy kogoś stracił. Każdy miał jakiś żal. Każdy miał coś na sumieniu. Więc i prawdopodobnie i on miał coś czego nie mówił nikomu. Bo może, tylko może, Alexander zatracił tam samego siebie.
-Krew, łzy, ślina pewnie też. Zastanawia mnie jak pierwsi czarodzieje sprawdzali te substancje, próbując się dowiedzieć o nich czegoś. - powiedział po chwili zastanowienia, ale chyba jednak nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie. O których rzeczach może lepiej było nie myśleć. Jednak skoro już wspomniała o łzach feniksa. -Czy łzy Feniksa, jako remedium, nie leczyłby również z tego całego zadurzenia amortencją?
Głos Alexandra nosił rzeczywiste zainteresowanie tym tematem. Podejrzewał, że łzy są trudniej dostępne niż zwykłe remedium, co za tym idzie są i droższe, więc taka kuracja raczej mijała się trochę z celem i była nieopłacalna, ale gdyby jednak miał przy sobie łzy feniksa, a nie mógł czekać dwóch tygodni na przygotowanie remedium...
-Pieniądze akurat nie grają tutaj roli. Bardziej martwi mnie ten czas. Myślę, że uda mi się jakoś... zapanować nad tą sytuacją, kiedy będziesz przygotowywać antidotum. - powiedział Alexander ze spokojem. W końcu to i tak był, od początku do końca, biznes. Biznes i nic więcej. Odstawił powoli swoją szklankę, już pustą zresztą i uśmiechnął się do Victorii uprzejmie. To chyba oznaczało, że ich spotkanie dobiegło końca. I może to nawet lepiej. Choć Alexander miał ochotę zostać z nią tam, porozmawiać z nią dłużej to nie miał najmniejszego zamiaru narzucać jej swojej obecności. Wstał, powolnymi ruchami, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło. -Dziękuję za tak mile spędzony czas, Victorio. W ramach tego podziękowania podzielimy się po połowie, pieniędzmi otrzymanymi od mojego przyjaciela. To będzie po dziewięćdziesiąt galeonów na osobę. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
-W zasadzie to masz rację. Nie musisz znać się z kimś, aby się z nim zgadzać. - w porę jednak ugryzł się w język, aby nie dodać czegoś głupiego do swojej wypowiedzi. Szczerze mówiąc Alexander nie wiedział jak ma się zachowywać. Czuł się przy niej wyjątkowo swobodnie, jednak wiedział, gdzieś tam w głębi duszy, że nie powinien się z nią spoufalać. Przyszedł tutaj przecież w jednym celu, nie może dawać się tak łatwo rozpraszać. Może powinien uciąć te pogawędki i skupić się tylko i wyłącznie na interesach, które mieli poprowadzić? Może sam za dużo opowiadał. Może sam za bardzo, zupełnie niepotrzebnie, otwierał się przed Victorią? Westchnął więc, sam do siebie, przesuwając dłonią po swojej twarzy.
-Kim są ludzie, jeśli nie zwierzętami? Wszyscy mamy pierwotne instynkty, niektóre należy tłumić, inne ratują życie. - bo w końcu strach nie jest tylko i wyłącznie nabyty. Przenosimy go w genach i gdyby nie ten strach nie bylibyśmy w stanie zajść tak daleko jako ludzie. No i co z miłością? Czy miłość też nie była poniekąd instynktem? Chęcią znalezienia swojego partnera? Jak wiele zwierząt związywało się ze sobą na całe życie? Papugi, pingwiny, łąbędzie, a nawet wcześniej wspomniane wilki. Nie wszystko co zwierzęce było złe. Ale skoro tak przeszkadzało to Victorii, to Alexander uszanuje jej prośbę. Pokiwał tylko głową. -Koniec więc z porównywaniem do zwierząt.
Na jej słowa Alexander tylko zaśmiał się. Póki co. Więc jednak zamierzała go karać. Tylko jeszcze nie teraz. Chyba, że sama przeczyła swoim słowom, ale to już raczej Alexandra nie interesowało, bo jego myśli powędrowały do tego gdzie jest granica. Skoro póki co nie mu za to nie groziło, to gdzie był ten moment aż zacznie mu coś grozić? Może więc powinien nie obserwować jej tak uważnie? Albo patrzeć tylko jednym okiem? A może minutę patrzenia na nią, a trzydzieści sekund gdzieś w przestrzeń?
-Bezpieczeństwo? Bezpieczeństwo gdzie? W Radzieckiej Rosji? Na czarnym rynku znikało się tylko jak nie spłacało się długów. To normalnie na ulicy można było rzeczywiście zniknąć. - odparł Alexander beznamiętnym tonem, jakby takie sytuacje były na porządku dziennym. Zacisnął wolną dłoń, którą przed chwilą przesuwał po twarzy, w pięść, aż zbielały mu knykcie. Ile zniknięć było spowodowanych tylko tym, że ktoś miał jakieś przypuszczenia. -Nie, Victorio. Jeśli nie masz tam znajomości to znikasz w mgnieniu oka. Zwłaszcza jak jesteś zza granicy. - po tych słowach Alexander wzruszył ramionami, ale widać było, że coś nie dawało mu spokoju. Że zostało więcej do powiedzenia, niż rzeczywiście Aristov mówił.
Bo przecież tam każdy kogoś stracił. Każdy miał jakiś żal. Każdy miał coś na sumieniu. Więc i prawdopodobnie i on miał coś czego nie mówił nikomu. Bo może, tylko może, Alexander zatracił tam samego siebie.
-Krew, łzy, ślina pewnie też. Zastanawia mnie jak pierwsi czarodzieje sprawdzali te substancje, próbując się dowiedzieć o nich czegoś. - powiedział po chwili zastanowienia, ale chyba jednak nie chciał znać odpowiedzi na to pytanie. O których rzeczach może lepiej było nie myśleć. Jednak skoro już wspomniała o łzach feniksa. -Czy łzy Feniksa, jako remedium, nie leczyłby również z tego całego zadurzenia amortencją?
Głos Alexandra nosił rzeczywiste zainteresowanie tym tematem. Podejrzewał, że łzy są trudniej dostępne niż zwykłe remedium, co za tym idzie są i droższe, więc taka kuracja raczej mijała się trochę z celem i była nieopłacalna, ale gdyby jednak miał przy sobie łzy feniksa, a nie mógł czekać dwóch tygodni na przygotowanie remedium...
-Pieniądze akurat nie grają tutaj roli. Bardziej martwi mnie ten czas. Myślę, że uda mi się jakoś... zapanować nad tą sytuacją, kiedy będziesz przygotowywać antidotum. - powiedział Alexander ze spokojem. W końcu to i tak był, od początku do końca, biznes. Biznes i nic więcej. Odstawił powoli swoją szklankę, już pustą zresztą i uśmiechnął się do Victorii uprzejmie. To chyba oznaczało, że ich spotkanie dobiegło końca. I może to nawet lepiej. Choć Alexander miał ochotę zostać z nią tam, porozmawiać z nią dłużej to nie miał najmniejszego zamiaru narzucać jej swojej obecności. Wstał, powolnymi ruchami, jakby nigdzie mu się nie śpieszyło. -Dziękuję za tak mile spędzony czas, Victorio. W ramach tego podziękowania podzielimy się po połowie, pieniędzmi otrzymanymi od mojego przyjaciela. To będzie po dziewięćdziesiąt galeonów na osobę. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.