Atreus uśmiechnął się do mężczyzny grzecznie, chociaż kryło się za tym pewne rozbawienie. Oh, kiedy mówiło się o tym w ten sposób, brzmiało to bzdurnie, oczywiście. Może zwyczajnie szukał wymówek dla tego czemu w ogóle Lestrange'owie i inne rodziny decydowały się na takie posunięcie i życie wśród mugoli, bo przecież na Horyzontalnej stał taki moloch jak dla przykładu The Globe. Ale z drugiej strony? Jeśli ktoś nie chciał mieć fasady szerokiej na dwa centymetry, mógł mieć już problem. Kiedy patrzyło się na rezydencję nadwornych rozdawców pigułek, widać było już na pierwszy rzut oka z kim miało się do czynienia. No właśnie, ten cholerny pierwszy rzut oka - Lestrange'owie mieli pełno pieniędzy, żeby opłacić wszystkich możliwych specjalistów od magii powiększającej wnętrza. Mogli schować się w wąskiej kamieniczce i żyć jak królowie. Ba, mogli nawet sobie ten ogród wbudować w ten dom, w parter, piętro czy piwnicę i wszystko wyglądałoby jak należy, ale jeśli była jakaś rzecz wspólna dla mugoli i czarodziejów, którzy żyli ponad resztą społeczeństwa, to był to fakt że kochali się chwalić swoim bogactwem. I on sam bywał rozrzutny, tak samo jak podobała mu ilość pieniędzy które posiadał, ale chyba sam fakt że jego rodzina była strażnikami tajemnic, jakoś utemperował jego zapędy do wielkich posiadłości pełnych rozmachu. To on był gwiazdą, a nie jego parcele czy wciśnięte w nie mebelki.
- To by dopiero było. Gdyby Czarny Pan postanowił osobiście się tu pojawić i rozedrzeć im te bariery - prychnął, wodząc spojrzeniem po ogrodzie. - Wpisywałby się w aktualny nastrój. Czarne szaty, czarne róże. A do tego wszędzie maski. Kto wie, kto tego wieczoru się za nimi kryje - myślał o tym już na samym wejściu do posiadłości, kiedy sprawdzano zaproszenia, a teraz te przemyślenia znowu do niego wracały, ale kiedy osiadały na alkoholowej mgiełce, były o wiele bardziej rozbawione.
- Kiedyś pewnie tak. Teraz? Teraz te czarne róże bledną w obliczu tego, co wydarzyło się tak niedawno. Kiedy ktoś rzuca na połowę kraju ognistą burze, to kwiaty w jednym z ogrodów nie wydają się aż tak istotne. Prędzej to dzieło jakiegoś przypadkowego szaleńca, a nie jednego ze śmierciożerców. Może zbuntował im się jakiś ogrodnik? A może za miesiąc okaże się, że wszyscy którzy stali w tych ogrodach zostali przeklęci i zostaną zesłani do limbo - pokręcił głową z niedowierzaniem, bo to byłaby niesamowita impreza. - Podoba mi się pana tok myślenia, chociaż po prawdzie całkiem sporo domostw się uchowało. A może Czarny Pan kocha ogrody? A może zwyczajnie Lestrange'owie mieli takie samo szczęście jak Ministra? - uśmiechnął się delikatnie, chociaż gdzieś pod skórą domyślał się dlaczego ta konkretna posiadłość stała. Dlaczego stały domy Borginów i parę innych miejsc na mapie. A za tymi podejrzeniami znajdowały się te same fakty, od których on usilnie odsuwał się przez wszystkie lata przyjaźni ze swoimi kolegami.
- Czego prawo nie widzi, tego sercu nie żal - zaśmiał się zwyczajnie. Jego oczy, co do praworządności względem kradzenia doniczek, były dzisiaj całkowicie ślepe. W sumie na co dzień też by się tym niezbyt przejął, bo ile niby takie róże mogły być warte? Pięć galeonów?
- Prywatny detektyw, no proszę. Kiedy byłem mały, czytywałem książki o prywatnych detektywach. Zawsze podobały mi się artykuły, który wydają Archiwa Brygady. Cykl zapomnianych, nierozwiązanych nigdy spraw... - może przesadzał z tym czytaniem, bo chyba zdarzyło mu się jedną, ale to wystarczyło że uznał za intrygujące życie prywatnego detektywa. - Zawsze wydawało mi się, że ta ścieżka kariery wiąże się z dużą ilością swobody, a na pewno większą niż ta, którą posiadają stróżowie prawa. Tożsamość natomiast, ah, to dopiero ciężka sprawa, w końcu wszyscy jesteśmy tutaj by kryć się za niewiadomą, podsycać tajemnicę i kokietować tym co niewypowiedziane, prawda? - i całkiem się Atreusowi podobało rozmawianie, kiedy ciążyła na nim pewna doza anonimowości. - Ale może los specjalnie postawił nad pod jedną kolumną? Gdyby powiedział mi pan, gdzie można pana znaleźć, albo pańską agencję, nawet nie nazwisko, to może miałbym dla pana kolejną zagadkę związaną z zawodem. Albo dla pana współpracowników, bo skoro mam przed sobą pasjonata ogrodów, to może faktycznie przyjemnie byłoby się razem pochylić nad ich zagadkami?
- Skandale raczej dzieją się za zamkniętymi drzwiami. Pewnie nawet i teraz, kiedy sobie tutaj rozmawiamy. Tak to już jest ze starymi rodzinami, że fasada jest dla nich najważniejsza, prawda? Zdradzone narzeczone, niechciani goście, nieproszone przepowiednie... Nieślubne dzieci też pewnie by się znalazły.