- Sprawdź. Weź sobie jedną - zachęciła Keyleth do drobnej kradzieży, wierząc że i tak nikomu tutaj nie przyda się aż tyle gruszek. Z resztą, sama miała nadzieję że nieco ich potem zostanie, tak na potem, bo miała ochotę ale nie teraz.
- Mesjasz. Śmieszne słowo - mruknęła, przyglądając się jednak Flynowi uważnie znad cząstki pomarańczy w którą się właśnie wgryzła, sadowiąc się na blacie w kącie kuchni. Wyglądał trochę, jakby właśnie zobaczył ducha, albo miał zwyczajnie atak paniki. Kuchenne zapachy, zaduch i ścisk, skutecznie pewnie przykrywały zapach który musiał się teraz za nim ciągnąć, ale Sena i tak kontrolnie spojrzała na drugą dziewczynę w towarzystwie, bo w końcu to ona miała tutaj najwrażliwszy nosek.
Ludzie znali Edge'a pod wieloma imionami. Dla jednych był Flynnem Bellem, dla innych był niesamowitym The Edge, który zawsze trafiał nożami do celu, a dla innych nosił miano Crowa, które sprawiało że człowiekowi przechodziły po plecach ciarki. Senka natomiast nigdy nie kwestionowała, dlaczego Tarp w ogóle postanowił wcielić go do swojej ferajny, głównie dlatego że wtedy musiałaby zacząć kwestionować swoje własne miejsce tutaj, ale swego czasu znała Podziemne Ścieżki. Nigdy nie rozumiała dlaczego ktoś zostawał w miejscu, które go nie miało mu nic do zaoferowania, a tylko brało. Wiedziała że tak robiono, oczywiście, w końcu jej rodzeństwo wciąż roiło się w dobrych łaskach Fenrisa, ale to było co innego. Crow był cieniem i morowym powietrzem, które roztaczała dookoła siebie Fontaine.
Dlatego odchyliła się do tyłu i otworzyła okno, wpuszczając nieco świeżego, Nokturńskiego powietrza.
- Oddychaj, Edge - rzuciła spokojnie, kiwając na niego palcem w geście by się zbliżył, a następnie klepiąc miejsce obok siebie. Koło źródła powietrza powinno mu być lepiej.
Blood is rare and sweet as cherry wine