- Jeśli dalej będziemy się tak często spotykać, to myślę, że stanie się to całkiem szybko.- Zauważyła delikatne zawstydzenie u swojego towarzysza, mrugnęła do niego porozumiewawczo. Nie miała wobec niego żadnych parszywych planów, jeśli o to chodzi, naprawdę dobrze się czuła w jego towarzystwie, choć minęło już trochę lat od kiedy skończyli edukacje. W tym przypadku upływ czasu w ogóle nie miał wpływu na te znajomość.
- Krucjata obrońców praw zwierząt trwa od lat, ale oni tylko głośno krzyczą.- Jakoś nikt nie palił się do tego, żeby załatwić ten konflikt inaczej i nie spodziewałaby się, żeby miało się to zmienić. Odetchnęła głęboko i wpatrywała się w Longbottoma, czy powinna o tym z nim rozmawiać? Nie chciała wyjść na osóbę, która się boi, jednak ostatnio trochę się zastanawiała nad tym wszystkim, nie do końca wiedziała, czy i tym razem poradzi sobie zupełnie sama. Powinna się uczyć mówić o tym wszystkim i przestać polegać tylko na sobie. - Pamiętasz mojego brata? - Zapewne nie mogło być inaczej. Theon był jej wrzodem na tyłku już w Hogwarcie. - Zaczął mi sugerować, że powinnam zmienić towarzystwo.- Te sugestie zaczęły się już kilka lat temu, ale ostatnio stały się dużo bardziej natarczywe. - Nie do końca wplątałam, po prostu zadaję się z nieodpowiednimi ludźmi.- Tak się jej wydawało, w końcu mieszkała z Thesem, a on był pół krwi, do tego teraz zaczęła się spotykać z Thomasem, który w ogóle w hierarchii jej rodziny był naprawdę nisko. - Oni nie lubią, kiedy tacy jak my mieszamy się z tymi gorszymi w ich mniemaniu.- W końcu powinna dbać o to, żeby jej krew nadal była czysta jak łza, a nie bratać się z tymi nic nie wartymi mugolakami.
Geraldine wiedziała, że nie będzie mogła wiecznie lawirować pomiędzy stronami. Nieubłaganie nadchodził moment, w którym powinna wybrać jedną. Nie było to takie łatwe, gdy cała jej rodzina stała po tej, której ona nie do końca chciała. Była czarną owcą, objawiło się to już w dzieciństwie, w końcu jako jedyna trafiła do Gryffindoru. Poznała tam całą masę dzieciaków, która nie miała tak długowiecznego rodowodu magicznego i wcale jej to nie przeszkadzało. Już wtedy rodzice sugerowali jej, że powinna bardziej dbać o to z kim się zdaje. Gerry miała to gdzieś i zostało tak do dzisiaj. Teraz jednak nie tylko jej rodzice mogli się tym zacząć interesować. Wiedziała, że poplecznicy Voldemorta mogą chcieć pokazać innym czystokrwistym, jak kończą osoby, jak ona, które sympatyzują z mugolakami, a może nawet łączy ich coś więcej. Najłatwiej było wystraszyć czarodziejów dając im przykład, jak to się może skończyć. Czyż taka Geraldine nie byłaby idealnym przykładem?
- Dziękuję Erik, Twoje słowa wiele dla mnie znaczą.- Dobrze było wiedzieć, że są gdzieś jeszcze osoby, które życzą jej dobrze. Pewnie nawet nie skorzystałaby z ich wsparcia, ale sama świadomość, że ma taką możliwość podnosiła ją na duchu.
- Martwić? Myślisz, że jestem osobą o którą można się martwić?- Bycie w relacji romantycznej z panną Yaxley na pewno nie należało do najprostszych. Jej praca nie należała do szczególnie bezpiecznych i druga połówka nie miała innego wyjścia, jak pogodzić się z tym, że czasami wraca do domu nieco poturbowana. Starcie z Erikiem Longbottomem na pewno nie było takie straszne jak to z nundu, czy buchorożcem. One to dopiero potrafiły poturbować człowieka. - Dlaczego zakładasz, że to ktos obcy?- Przyglądała się uważnie Erikowi. - Nie musisz się martwić, jakby coś, nie jest obcy i Tobie.- Powiedziała, żeby go uspokoić, może dzięki temu będzie mniej się bał konsewkencji tego pojedynku. - Spokojnie, zadbamy o to, żeby szczególnie nie uszkodzić Twojego drogocennego ciała.- Zaśmiała się w głos słysząc, jakie ma obawy. To zabawne, że taki duży chłopak, a boi się reakcji siostry, tego się nie spodziewała.
Nie było żadną niespodznianką to, że różdżka Geraldine nie chciała współpracować. Erik robił na niej takie wrażenie, że za każdym razem zaliczała jakieś niepowodzenia. Przewróciła jedynie oczami niezadowolona z takiego obrotu sprawy. Zapewne Longbottom to wykorzysta i szybko rzuci w jej stronę zaklęcia. Miała trochę racji, bo próbował, Gerry już miała rzucać tarczę, tyle, że nie było po co. Erik też był nieco rozkojarzony... Nie czekała więc długo. Machnęła różdżką i powiedziała pod nosem zaklęcie, chciała żeby ono odepchnęło Longbottoma do tyłu, może i by się dzięki niemu przewrócił?
Slaby sukces...