24.01.2026, 10:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2026, 10:26 przez Brenna Longbottom.)
To że Dora nie zajmowała się pracą zawodową, w oczach Brenny nie usprawiedliwiało zrzucania na nią zbyt wiele. Pomagała w Księżycowym Stawie, pomagała w Warowni, pomagała tutaj, wyszukiwała dla nich informacje i zajmowała się eliksirami.
Sama raczej ostatnio biła się z myślami, że być może powinna z pracy zrezygnować.
I miała trochę wyrzutów sumienia, zwłaszcza że wciąż niepokoiło ją, czy ktoś nie spróbuje się tu włamać. Nie powinna wracać tak późno, ale w Ministerstwie było tysiąc jeden rzeczy do ogarnięcia…
– Taaak, sprzedał konkretnie dwa, rozglądałam się za nim, ale znikł jak kamfora… Zapewniał, że pochodzą z kosmosu. Widziałam bardzo podobne do twojego i faktycznie ptak, który się z niego wykluł, miał takie czarne pióra. Moje włożyłam w ściółkę, i wykluł się… bardzo cichy pisklak. Na razie jest w Stawie. Mówisz, że mogą pochodzić ze wschodu? – Wiedziała o przyrodzie dość, aby znaleźć informacje, jak te jaja potraktować i była w stanie wykarmić ptaka, którego zostawiła póki co w Księżycowym, uznając, że tam będzie bezpieczniejszy, przynajmniej dopóki nie podrośnie. Ale nie miała pojęcia, skąd pochodzą te okazy i czy ich pióra do czegoś mogłyby się przydać (nie żeby zamierzała oskubać ptaka, chyba nie potrafiłaby się na to zdobyć, ot co najwyżej sprawdziłaby, gdyby jakieś pióro zgubił).
– Nie krępuj się, tylko jak po niego wrócisz, nie zostawaj tu proszę jutro na noc sama, dobrze? To miejsce jest za słabo zabezpieczone, a ja pewnie będę długo w pracy – zgodziła się bez protestów, zabierając się za wyciąganie z opakowania obiecanych ciastek i nastawianie wody na herbatę.
– Wiesz, gdzie je kupił ofiarodawca?
Bo chciała jednak upewnić się, że nikt nie będzie biegał po mieście i nie zaoferuje kolejnych tego typu jaj mugolom. Choć zaczynała podejrzewać, że tamten człowiek wepchnął im je, bo po prostu rozpoznał czarodziei. I niestety, było za wiele innych poważniejszych spraw, aby faktycznie uganiać się za takim handlarzem.
Sama raczej ostatnio biła się z myślami, że być może powinna z pracy zrezygnować.
I miała trochę wyrzutów sumienia, zwłaszcza że wciąż niepokoiło ją, czy ktoś nie spróbuje się tu włamać. Nie powinna wracać tak późno, ale w Ministerstwie było tysiąc jeden rzeczy do ogarnięcia…
– Taaak, sprzedał konkretnie dwa, rozglądałam się za nim, ale znikł jak kamfora… Zapewniał, że pochodzą z kosmosu. Widziałam bardzo podobne do twojego i faktycznie ptak, który się z niego wykluł, miał takie czarne pióra. Moje włożyłam w ściółkę, i wykluł się… bardzo cichy pisklak. Na razie jest w Stawie. Mówisz, że mogą pochodzić ze wschodu? – Wiedziała o przyrodzie dość, aby znaleźć informacje, jak te jaja potraktować i była w stanie wykarmić ptaka, którego zostawiła póki co w Księżycowym, uznając, że tam będzie bezpieczniejszy, przynajmniej dopóki nie podrośnie. Ale nie miała pojęcia, skąd pochodzą te okazy i czy ich pióra do czegoś mogłyby się przydać (nie żeby zamierzała oskubać ptaka, chyba nie potrafiłaby się na to zdobyć, ot co najwyżej sprawdziłaby, gdyby jakieś pióro zgubił).
– Nie krępuj się, tylko jak po niego wrócisz, nie zostawaj tu proszę jutro na noc sama, dobrze? To miejsce jest za słabo zabezpieczone, a ja pewnie będę długo w pracy – zgodziła się bez protestów, zabierając się za wyciąganie z opakowania obiecanych ciastek i nastawianie wody na herbatę.
– Wiesz, gdzie je kupił ofiarodawca?
Bo chciała jednak upewnić się, że nikt nie będzie biegał po mieście i nie zaoferuje kolejnych tego typu jaj mugolom. Choć zaczynała podejrzewać, że tamten człowiek wepchnął im je, bo po prostu rozpoznał czarodziei. I niestety, było za wiele innych poważniejszych spraw, aby faktycznie uganiać się za takim handlarzem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.