25.01.2026, 08:25 ✶
-Żadne oburzenie - powiedział pomiędzy kęsami. -Po prostu podziw dla twoich zdolności kulinarnych, którymi nie chwalisz się aż tak często. I nie marszcz się tak, bo zostanie ci taka mina.
Szkoda, tylko że dowód kulinarnych zdolności jego mamy postanowił spróbować ją udusić. Sytuację na szczęście udało się szybko opanować i kiedy Charlotte przestała już kaszleć i odzyskała zdolność mówienia, co udowodniła, zadając mu kolejne pytania, Jasper usiadł przy szczekającym Benjim, żeby go uspokoić. Machnięcie ręką Charlotte niewiele dało, żeby przerwać psie szczekanie, ale kilka głasków i parę uspokajających słodów już wystarczyło, żeby psiak, zamiast szczekać, zaczął popiskiwać, a i to zaraz się skończyło.
-Mam na myśli wampira, który gdyby był trochę przystojniejszy, mógłby robić za bliźniaka wujka Anthony'ego, jeśli kiedykolwiek go widziałaś - odpowiedział na pierwsze pytanie, nawet nie patrząc na mamę. -I co mam na myśli przez "przyjaźnienie"? - tu już odwrócił się do Charlotte. -Jeśli dobrze pamiętam słownikową definicję, "przyjaźń" oznacza "dobrowolną, bliską więź emocjonalną opartą na wzajemnym zaufaniu, szczerości, lojalności i życzliwości, która zapewnia wsparcie w trudnych chwilach i radość w sukcesach". Nie wiem, czy wujek Jonathan faktycznie darzy tego gościa zaufaniem i lojalnością, ale nie wyglądał, jakby miał skoczyć do kuchni po czosnek i drewniany kołek, kiedy ten koleś przyszedł - a wszedł do posiadłości Jonathana prawie, jak do siebie.
Westchnął cicho, podniósł się z podłogi i oparł łokciami o kuchenny blat, sięgając po drugiego pierniczka.
-Spotkałem go ostatnio, kiedy byłem z Hannibalem u wujka. Pamiętasz Hannibala, prawda? Kuzyn wujka. Był ze mną na jednym roku w Hogwarcie. W każdym razie byliśmy u wujka, a ten facet po prostu sobie przyszedł i zaczął narzekać na wujkowy barek. Zanim będziesz chciała wysyłać jakieś wyjce do wujka- nie, nie wiedział, że on przyjdzie. Wszyscy byliśmy zdziwieni.
I on pewnie bardziej, niż sami Jonathan i Hannibal, bo wyszły wtedy sprawy, które były zupełnie przeciwne do tego, co wcześniej zostało Jasperowi powiedziane, przez co był troszkę zirytowany. Ale tylko troszkę.
Szkoda, tylko że dowód kulinarnych zdolności jego mamy postanowił spróbować ją udusić. Sytuację na szczęście udało się szybko opanować i kiedy Charlotte przestała już kaszleć i odzyskała zdolność mówienia, co udowodniła, zadając mu kolejne pytania, Jasper usiadł przy szczekającym Benjim, żeby go uspokoić. Machnięcie ręką Charlotte niewiele dało, żeby przerwać psie szczekanie, ale kilka głasków i parę uspokajających słodów już wystarczyło, żeby psiak, zamiast szczekać, zaczął popiskiwać, a i to zaraz się skończyło.
-Mam na myśli wampira, który gdyby był trochę przystojniejszy, mógłby robić za bliźniaka wujka Anthony'ego, jeśli kiedykolwiek go widziałaś - odpowiedział na pierwsze pytanie, nawet nie patrząc na mamę. -I co mam na myśli przez "przyjaźnienie"? - tu już odwrócił się do Charlotte. -Jeśli dobrze pamiętam słownikową definicję, "przyjaźń" oznacza "dobrowolną, bliską więź emocjonalną opartą na wzajemnym zaufaniu, szczerości, lojalności i życzliwości, która zapewnia wsparcie w trudnych chwilach i radość w sukcesach". Nie wiem, czy wujek Jonathan faktycznie darzy tego gościa zaufaniem i lojalnością, ale nie wyglądał, jakby miał skoczyć do kuchni po czosnek i drewniany kołek, kiedy ten koleś przyszedł - a wszedł do posiadłości Jonathana prawie, jak do siebie.
Westchnął cicho, podniósł się z podłogi i oparł łokciami o kuchenny blat, sięgając po drugiego pierniczka.
-Spotkałem go ostatnio, kiedy byłem z Hannibalem u wujka. Pamiętasz Hannibala, prawda? Kuzyn wujka. Był ze mną na jednym roku w Hogwarcie. W każdym razie byliśmy u wujka, a ten facet po prostu sobie przyszedł i zaczął narzekać na wujkowy barek. Zanim będziesz chciała wysyłać jakieś wyjce do wujka- nie, nie wiedział, że on przyjdzie. Wszyscy byliśmy zdziwieni.
I on pewnie bardziej, niż sami Jonathan i Hannibal, bo wyszły wtedy sprawy, które były zupełnie przeciwne do tego, co wcześniej zostało Jasperowi powiedziane, przez co był troszkę zirytowany. Ale tylko troszkę.