25.01.2026, 14:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2026, 14:20 przez Brenna Longbottom.)
Brenna też była Gryfonką, ale wiedziała, że odwaga często smakuje strachem, a brak tego ostatniego bywa raczej głupotą i nieostrożnością niż śmiałością. A choć bywała głupia czy zbyt nieostrożna, teraz, kiedy ten człowiek polował na Roberta, ona zaś próbowała poskładać rozsypane myśli i fragmenty wspomnień, umykające w tym śnie jak kolorowe rybki przed dłonią wsuniętą do akwarium, bała się. O niego. Bała się, że zawiedzie. Krew na jego ubraniu dobitnie pokazywała, że sprawa już zaszła zbyt daleko.
Nie wolno jej było jednak okazać tego lęku. Wyraz twarzy kobiety pozostawał więc niewzruszony, kiedy rozglądała się, w poszukiwaniu zagrożenia, i tylko palce zaciskała na różdżce trochę mocniej
– Podobało mi się twoje wystąpienie, Robercie – powiedziała, niemal miękko, zanim Crouch zaczął iść, a ona ruszyła u jego boku. Nie wysuwała się ani na przód, ani nie zostawała z tyłu, niepewna, z której strony może nadejść zagrożenie, trzymając jego boku, nie pozostawiając między nimi więcej niż parę centymetrów przestrzeni.
A mimo to, mimo całej tej czujności, nie zobaczyła i nie usłyszała mordercy.
Gdy Roberta poderwało w górę, gdzieś w jej głowie coś zaskoczyło: jakby nagle przypomniała sobie, że…
…to tylko sen.
Nie. Nie tylko. Obrażenia ze snu przeniosą się do rzeczywistości. Jeśli Robert tu umrze, umrze prawdopodobnie także na jawie.
Nie odpowiedziała, bo nie było czasu na słowa: poderwała różdżkę, rzucając dwa zaklęcia, jedno na drugim, próbując uciąć najpierw sam sznur, a potem całą gałąź, na której rozsiadł się ten przedziwny człowiek, sprowadzający koszmary.
kształtowanie
Lina pękła, sprawiając, że Robert upadł na ziemię, a sekundę później z trzaskiem odpadła także gałąź. Ciemnowłosy mężczyzna też spadł, przetoczył się po liściach i z zaskakującą szybkością jak na kogoś o jego posturze, runął pomiędzy krzaki. Brenna posłała za nim zaklęcie, ale spudłowała: i po raz wtóry zwalczyła chęć pognania za nim.
Jeśli to zrobi, da szansę na dopadnięcie Croucha.
- Robert! - zawołała, padając przy nim na kolana, spoglądając na sznur na jego szyi, rozluźniony, ale wciąż z niej zwisający, tak że odsłaniał czerwony ślad. - To sen. Musisz się obudzić.
Nie wolno jej było jednak okazać tego lęku. Wyraz twarzy kobiety pozostawał więc niewzruszony, kiedy rozglądała się, w poszukiwaniu zagrożenia, i tylko palce zaciskała na różdżce trochę mocniej
– Podobało mi się twoje wystąpienie, Robercie – powiedziała, niemal miękko, zanim Crouch zaczął iść, a ona ruszyła u jego boku. Nie wysuwała się ani na przód, ani nie zostawała z tyłu, niepewna, z której strony może nadejść zagrożenie, trzymając jego boku, nie pozostawiając między nimi więcej niż parę centymetrów przestrzeni.
A mimo to, mimo całej tej czujności, nie zobaczyła i nie usłyszała mordercy.
Gdy Roberta poderwało w górę, gdzieś w jej głowie coś zaskoczyło: jakby nagle przypomniała sobie, że…
…to tylko sen.
Nie. Nie tylko. Obrażenia ze snu przeniosą się do rzeczywistości. Jeśli Robert tu umrze, umrze prawdopodobnie także na jawie.
Nie odpowiedziała, bo nie było czasu na słowa: poderwała różdżkę, rzucając dwa zaklęcia, jedno na drugim, próbując uciąć najpierw sam sznur, a potem całą gałąź, na której rozsiadł się ten przedziwny człowiek, sprowadzający koszmary.
kształtowanie
Rzut W 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 37
Sukces!
Sukces!
Lina pękła, sprawiając, że Robert upadł na ziemię, a sekundę później z trzaskiem odpadła także gałąź. Ciemnowłosy mężczyzna też spadł, przetoczył się po liściach i z zaskakującą szybkością jak na kogoś o jego posturze, runął pomiędzy krzaki. Brenna posłała za nim zaklęcie, ale spudłowała: i po raz wtóry zwalczyła chęć pognania za nim.
Jeśli to zrobi, da szansę na dopadnięcie Croucha.
- Robert! - zawołała, padając przy nim na kolana, spoglądając na sznur na jego szyi, rozluźniony, ale wciąż z niej zwisający, tak że odsłaniał czerwony ślad. - To sen. Musisz się obudzić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.