25.01.2026, 17:25 ✶
Nareszcie.
Wdzięczny towarzyszce za zrozumienie, odpowiedział jej malutkim, ledwie dostrzegalnym uśmiechem, westchnął i zgarbił się nieco, na moment poddajac się znużeniu. Po chwili jednak wyprostował na powrót plecy i podszedł do Ceolsige, która w pełnym balowym rynsztunku przeglądała się po raz ostatni w lustrze. Stanął obok i zmierzył jej odbicie wzrokiem.
- Wyglądasz pięknie - powiedział płasko, jakby stwierdzał fakt. Perspektywa rychłego zakończenia zakupów, papierosa i uwolnienia się od brzęczących jedwabników dodała mu sił.
- Nie otrzymałem instrukcji, co do górnej granicy wydatków - wzruszył lekko ramionami, chociaż wizja min współpracowników, gdyby usłyszeli, że budżet na materiały biurowe padł ofiarą sartorialnych wybryków Shafiqa i jego balowej towarzyszki była zabawna.
W czasie, kiedy Ceolsige przebierała się po raz ostatni, sięgnął po książeczkę czekową i wypisał czek na odpowiednią sumę z udostępnionej mu przez Anthony’ego skrytki. Gdy czarownica wyłoniła się z przymierzalni, ekspedientka zapakowała zakupy i po chwili Lazarus trzymał w dłoniach elegancki pakunek. Bez słowa skinął głową na propozycję wyboru ich kolejnego celu. Zerknął na zegar.
- Założyłem swoją całodzienną nieobecność w biurze, a pora jest odpowiednia na lunch - rzucił w wyraźnie lepszym humorze, kierując ich do wyjścia - Po drodze minęliśmy parę kawiarni, może usiądziemy w którejś?
Nie wiedział, jak Burke, ale jemu na pewno przydałoby się odpocząć i ochłonąć po tej wyprawie zdecydowanie poza jego strefę komfortu.
Wyszli na obsadzoną drzewami aleję. Lazarus nie miał co prawda żadnego planu, ale szybko zdecydował się na niemal pusty lokal ze stolikami zarówno od ulicy, jak i w podwórzu, w otoczeniu bujnej roślinności. Tu rolę tła dźwiękowego pełniły ciche dźwięki spokojnej melodii i plusk fontanny - ulga po jednostajnym odgłosie owadzich skrzydełek.
Organizm Lazarusa wołał o papierosa, ale teraz, kiedy możliwość zaspokojenia tej potrzeby była w zasięgu ręki, czarodziej rozmyślnie odsunął ją w czasie, studiując menu i składając zamówienie. Dopiero wtedy, masochistycznie powoli wydobył paczkę papierosów i zapalił.
Pierwsze zaciągnięcie się niemal sprawiło, że przymknął oczy z zadowoleniem. Opanował jednak ten odruch i w milczeniu spojrzał na Ceolsige. Sytuacja była kojąco znajoma. Papieros i fajka, dzielący ich stół w kawiarni, w pubie, w jej sklepie na Nokturnie albo w jego mieszkaniu. Żadnych masek - a przynajmniej żadnych, na jakie nie byliby u siebie wzajemnie gotowi.
- Długo już współpracujemy, ale nigdy bym się nie spodziewał, że będę musiał iść z tobą na zakupy odzieżowe - uśmiechnął się trochę swobodniej, jakby przestawiał się z trybu pracownika Ministerstwa wykonującego zadanie służbowe na tory ich typowych przyjazno-zawodowych interakcji - Mój psychiatra będzie miał pole do popisu na następnej wizycie. Mam nadzieję, że moje poświęcenie nie pójdzie na marne i wyciśniecie z tej imprezy ile się tylko da - powiedział, mając na myśli zarówno Ceolsige, jak i Shafiqa.
Wdzięczny towarzyszce za zrozumienie, odpowiedział jej malutkim, ledwie dostrzegalnym uśmiechem, westchnął i zgarbił się nieco, na moment poddajac się znużeniu. Po chwili jednak wyprostował na powrót plecy i podszedł do Ceolsige, która w pełnym balowym rynsztunku przeglądała się po raz ostatni w lustrze. Stanął obok i zmierzył jej odbicie wzrokiem.
- Wyglądasz pięknie - powiedział płasko, jakby stwierdzał fakt. Perspektywa rychłego zakończenia zakupów, papierosa i uwolnienia się od brzęczących jedwabników dodała mu sił.
- Nie otrzymałem instrukcji, co do górnej granicy wydatków - wzruszył lekko ramionami, chociaż wizja min współpracowników, gdyby usłyszeli, że budżet na materiały biurowe padł ofiarą sartorialnych wybryków Shafiqa i jego balowej towarzyszki była zabawna.
W czasie, kiedy Ceolsige przebierała się po raz ostatni, sięgnął po książeczkę czekową i wypisał czek na odpowiednią sumę z udostępnionej mu przez Anthony’ego skrytki. Gdy czarownica wyłoniła się z przymierzalni, ekspedientka zapakowała zakupy i po chwili Lazarus trzymał w dłoniach elegancki pakunek. Bez słowa skinął głową na propozycję wyboru ich kolejnego celu. Zerknął na zegar.
- Założyłem swoją całodzienną nieobecność w biurze, a pora jest odpowiednia na lunch - rzucił w wyraźnie lepszym humorze, kierując ich do wyjścia - Po drodze minęliśmy parę kawiarni, może usiądziemy w którejś?
Nie wiedział, jak Burke, ale jemu na pewno przydałoby się odpocząć i ochłonąć po tej wyprawie zdecydowanie poza jego strefę komfortu.
Wyszli na obsadzoną drzewami aleję. Lazarus nie miał co prawda żadnego planu, ale szybko zdecydował się na niemal pusty lokal ze stolikami zarówno od ulicy, jak i w podwórzu, w otoczeniu bujnej roślinności. Tu rolę tła dźwiękowego pełniły ciche dźwięki spokojnej melodii i plusk fontanny - ulga po jednostajnym odgłosie owadzich skrzydełek.
Organizm Lazarusa wołał o papierosa, ale teraz, kiedy możliwość zaspokojenia tej potrzeby była w zasięgu ręki, czarodziej rozmyślnie odsunął ją w czasie, studiując menu i składając zamówienie. Dopiero wtedy, masochistycznie powoli wydobył paczkę papierosów i zapalił.
Pierwsze zaciągnięcie się niemal sprawiło, że przymknął oczy z zadowoleniem. Opanował jednak ten odruch i w milczeniu spojrzał na Ceolsige. Sytuacja była kojąco znajoma. Papieros i fajka, dzielący ich stół w kawiarni, w pubie, w jej sklepie na Nokturnie albo w jego mieszkaniu. Żadnych masek - a przynajmniej żadnych, na jakie nie byliby u siebie wzajemnie gotowi.
- Długo już współpracujemy, ale nigdy bym się nie spodziewał, że będę musiał iść z tobą na zakupy odzieżowe - uśmiechnął się trochę swobodniej, jakby przestawiał się z trybu pracownika Ministerstwa wykonującego zadanie służbowe na tory ich typowych przyjazno-zawodowych interakcji - Mój psychiatra będzie miał pole do popisu na następnej wizycie. Mam nadzieję, że moje poświęcenie nie pójdzie na marne i wyciśniecie z tej imprezy ile się tylko da - powiedział, mając na myśli zarówno Ceolsige, jak i Shafiqa.