26.01.2026, 10:02 ✶
Chociaż Garrick nie skomentował pierwszej części jego wypowiedzi, pokiwał głową z pełnym zrozumieniem. Widać było, że mimo wszystkiego co działo się wokół, różdżkarz był w stanie Samuela słuchać – do tego robił to w sposób aktywny: usiadł blisko, nie gubił kontaktu wzrokowego, ani nie zamyślał się. Obecność Samuela stała się stabilnością, o którą mógł się oprzeć, żeby nie myśleć o tym, co działo się za zatrzaśniętymi drzwiami.
Moment spokoju w chaosie dzisiejszej nocy nie był jednak czymś na tyle stałym, aby na jego fasadzie nie pojawiły się pęknięcia.
– Nie wiem – powiedział, o wiele za szybko. Powinien to najpierw przemyśleć, ale przez to jak mało miał zrozumienia dla takich działań, z jego ust wymsknęła się nieprawda. Łatwo więc było wyczytać z jego twarzy, że żałuje tego co powiedział. Zacisnął oczy, wyglądał trochę, jakby go to zabolało, ale przecież takie rzeczy nie zadawały fizycznego bólu. Nie poprawił tego na wiem, na wiem, jedynie ściągnął wargi w prostą linię i wiadomo było, że coś powie, tylko musiał najpierw zważyć słowa.
– Wydaje mi się – niczego przecież nie był już pewny, nawet po niemal 60 latach ciężkiego, wyniszczającego życia – że chodzi w tym wszystkim o kontrolę. Chcą mieć władzę nad cudzym losem i nie widzą, że tracą w tym wszystkim własną podmiotowość. Pycha zaprowadza ludzi w miejsce, w którym zatracają swoje człowieczeństwo. Zostają im tylko idee.
I gdyby ktoś śmiał go o to zapytać, Garrick powiedziałby, że uważa to za smutne. Niebywale smutniejsze niż zginąć jako ofiara tego ognia i wrócić do cyklu. Co czekało dusze przeżarte arogancją i potrzebą kontroli? Nie był w stanie wyobrazić sobie czerpania przyjemności z bycia odpowiedzialnym za innych ludzi. To był... ciężar. Taki, który dawał satysfakcję – nie potrafił przecież myśleć źle o Septimie – kochał córkę ponad wszystko i zamartwiał się wielce, ale... to było trudne. Ollivander był prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby przywdziać strój sędzi Wizengamotu.
Mimowolnie zmarszczył brwi.
– Może to jest w jakiś sposób w nas wpisane. Śmierciożercy – ściszył głos mówiąc to – nienawidzą mugoli za krzywdy wyrządzone innym. Za to, że dzielili inne kontynenty palcem królowej przesuwającym się po mapie, chociaż nigdy nie postawiła tam swojej nogi. Przeoczyli moment, w którym stali się im podobni, a później... – nie wiedział jak dokończyć tę myśl, bezradnie rozłożył ręce – zrobiło się za późno.[b][/b]
Moment spokoju w chaosie dzisiejszej nocy nie był jednak czymś na tyle stałym, aby na jego fasadzie nie pojawiły się pęknięcia.
– Nie wiem – powiedział, o wiele za szybko. Powinien to najpierw przemyśleć, ale przez to jak mało miał zrozumienia dla takich działań, z jego ust wymsknęła się nieprawda. Łatwo więc było wyczytać z jego twarzy, że żałuje tego co powiedział. Zacisnął oczy, wyglądał trochę, jakby go to zabolało, ale przecież takie rzeczy nie zadawały fizycznego bólu. Nie poprawił tego na wiem, na wiem, jedynie ściągnął wargi w prostą linię i wiadomo było, że coś powie, tylko musiał najpierw zważyć słowa.
– Wydaje mi się – niczego przecież nie był już pewny, nawet po niemal 60 latach ciężkiego, wyniszczającego życia – że chodzi w tym wszystkim o kontrolę. Chcą mieć władzę nad cudzym losem i nie widzą, że tracą w tym wszystkim własną podmiotowość. Pycha zaprowadza ludzi w miejsce, w którym zatracają swoje człowieczeństwo. Zostają im tylko idee.
I gdyby ktoś śmiał go o to zapytać, Garrick powiedziałby, że uważa to za smutne. Niebywale smutniejsze niż zginąć jako ofiara tego ognia i wrócić do cyklu. Co czekało dusze przeżarte arogancją i potrzebą kontroli? Nie był w stanie wyobrazić sobie czerpania przyjemności z bycia odpowiedzialnym za innych ludzi. To był... ciężar. Taki, który dawał satysfakcję – nie potrafił przecież myśleć źle o Septimie – kochał córkę ponad wszystko i zamartwiał się wielce, ale... to było trudne. Ollivander był prawdopodobnie ostatnią osobą, która mogłaby przywdziać strój sędzi Wizengamotu.
Mimowolnie zmarszczył brwi.
– Może to jest w jakiś sposób w nas wpisane. Śmierciożercy – ściszył głos mówiąc to – nienawidzą mugoli za krzywdy wyrządzone innym. Za to, że dzielili inne kontynenty palcem królowej przesuwającym się po mapie, chociaż nigdy nie postawiła tam swojej nogi. Przeoczyli moment, w którym stali się im podobni, a później... – nie wiedział jak dokończyć tę myśl, bezradnie rozłożył ręce – zrobiło się za późno.[b][/b]
no rain,
no flowers.
no flowers.