26.01.2026, 10:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2026, 10:33 przez Brenna Longbottom.)
Brenna poderwała się, z różdżką w ręku i też zajrzała do Sali – choć prawda była taka, że nie mogła przecież wiele zrobić, bo o egzorcyzmach wiedziała tyle, ile nauczyła się obserwując Sebastiana… a że on odczytywał je w jakimś dziwny języku, którego zdecydowanie nie zdołała opanować dzięki przysłuchiwaniu się, to było tyle, co nic. Spojrzała na Heather, szukając obrażeń, ale zobaczyła tylko bladą skórę i niemal fioletowe wargi. Nie miała żadnego okrycia, które mogłaby jej ofiarować, machnęła więc tylko różdżką dwa razy, próbując po pierwsze otoczyć je falą ciepłego powietrza – bo sama też czuła na skórze chłód – po drugie wyczarować koc. Może i zaraz zniknie, ale jeśli by się udało, to choć trochę ogrzałoby przemarzniętą Wood.
Chciałaby ją stąd zabrać i zapakować pod koce, ale wciąż nie wiedziały, gdzie znajdowała się Dora. A że umysłem Brenny też coś bawiło się, gdy wyszła na korytarz – o ile to nie była jakaś dziwna strata kontroli nad widmowidzeniem – bała się, co mogło tę spotkać.
– Chodź, musimy znaleźć Dorę. I obudzić resztę. Skoro duchy wciągają nas w takie gierki, obawiam się, że odpoczynek będzie musiał poczekać – zdecydowała, chwytając lekko Heather za ramię, jakby się bała, że jakiś duch zaraz spróbuje ją porwać i wciągnąć gdzieś w zaświaty.
Gdyby to były kwintopedy, mogliby z nimi przynajmniej walczyć. Były zdumiewająco odporne na magię, trudne do pokonania, o czym świadczył choćby fakt, że wysiłki Ministerstwa ku sprowadzeniu jednej z nich na badania do klątwołamaczy, spełzały na niczym. Ale dało się je zranić. Można było próbować. Duchy? Z duchami sprawa stawała się dużo bardziej skomplikowana.
– Co miałaś na myśli mówiąc, że zaprosiła cię na zabawę? – spytała, już gdy szły korytarzem, a Brenna rozglądała się po ciemnych kątach.
W poszukiwaniu śladów Dory, duchów albo potworów.
Kształtowanie
Ciepłe powietrze owiewało je, chroniąc chwilowo przed zimnem, które wniknęło w ściany szkockiego zamku, a na ramiona Heather Brenna narzuciła koc.
Chciałaby ją stąd zabrać i zapakować pod koce, ale wciąż nie wiedziały, gdzie znajdowała się Dora. A że umysłem Brenny też coś bawiło się, gdy wyszła na korytarz – o ile to nie była jakaś dziwna strata kontroli nad widmowidzeniem – bała się, co mogło tę spotkać.
– Chodź, musimy znaleźć Dorę. I obudzić resztę. Skoro duchy wciągają nas w takie gierki, obawiam się, że odpoczynek będzie musiał poczekać – zdecydowała, chwytając lekko Heather za ramię, jakby się bała, że jakiś duch zaraz spróbuje ją porwać i wciągnąć gdzieś w zaświaty.
Gdyby to były kwintopedy, mogliby z nimi przynajmniej walczyć. Były zdumiewająco odporne na magię, trudne do pokonania, o czym świadczył choćby fakt, że wysiłki Ministerstwa ku sprowadzeniu jednej z nich na badania do klątwołamaczy, spełzały na niczym. Ale dało się je zranić. Można było próbować. Duchy? Z duchami sprawa stawała się dużo bardziej skomplikowana.
– Co miałaś na myśli mówiąc, że zaprosiła cię na zabawę? – spytała, już gdy szły korytarzem, a Brenna rozglądała się po ciemnych kątach.
W poszukiwaniu śladów Dory, duchów albo potworów.
Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Ciepłe powietrze owiewało je, chroniąc chwilowo przed zimnem, które wniknęło w ściany szkockiego zamku, a na ramiona Heather Brenna narzuciła koc.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.