- Dwa, dziewięć, zero... - zaczął mruczeć pod nosem, ustawiając kolejne cyfry wspomnianego przez nią kodu. - Jeden, pięć, dwa. No dobra, powinno działać. Znaczy nie powinno. Wszystko ustawione, gotowe, działa bez dwóch zdań. Możesz wyjść i wejść, jeśli chcesz - otworzył jej nawet drzwi przed nosem, gdyby faktycznie chciała sprawdzić czy wszystko działa tak, jak zostało jej obiecane.
- Całe szczęście, że skrzat może podołać, bo nie wiem co bym innego z nim zrobił. Znaczy co ja gadam, przecież wiem doskonale, bo oddałbym go Laurentowi jak wszystko co jest problematyczne i należy do królestwa zwierząt - na przykład w ten sposób Laurent opiekował się jednym z urodzinowych prezentów Atreusa, czyli Abraksanem. Karmić tego ptaszora Bulstrode i dałby radę, ale po pierwsze musiał chodzić do pracy, a po drugie to pewnie by mu się znudziło po trzech razach, a takie maluchy należało chyba karmić nieco częściej. Był więc świadom swoich ograniczeń i jak sobie z nimi radzić.
- Czyli co, jajko wrzucone, herbata zrobiona, przekładnie założone - kucnął, klekocząc przyrządami, które zaczął chować do torby, w której jej tu przytaszczył. Nie mógł ich przecież zostawić ot tak, żeby walały się jej po domu. Znaczy mógł, ale też zawsze mogły mu się przydać w najmniej oczekiwanym momencie. - Został ten twój rytuał. Rozstawiamy świeczki?