- Powiedziałbym ci, że nie mogę kontrolować pogody i żebyś się ubrała, a co innego miałbym zrobić? - uniósł brew, no bo serio, na co ona liczyła? Że jej płaszcz odda? O co to, to nie. Mogła sobie łyknąć fiolkę rozgrzewającego eliksiru na drogę. Mogła pomyśleć. On też mógł, ale nie o to w tym teraz chodziło.
- Może i tak. Chociaż i tak to nie brzmi aż tak foolproof. Na bank by wtedy jakiś dorosły i tak przypadkowo padł ofiarą tej bombki - zastanowił się. I co wtedy? Czemu ktoś taki by się nie teleportował do domu? I tu znowu pojawiały się kolejne schody, bo może faktycznie sprawca się zabezpieczył jakimś zaklęciem usypiającym, albo była to droga do miejsca z którego wyjść już się nie dało. Albo wyteleportować w tym kontekście. - Eh, pewnie się znowu okaże że to jakiś spryciarz który się naczytał teorii magii i rzucił trzy zaklęcia, które jakoś sprytnie się ze sobą zazębiały i to tyle było z tej imprezy. Zero polotu... ale tak jest prawie zawsze. Myślisz sobie, że o, coś ciekawego, jakieś unikatowe zagranie, a potem rozczarowanie. Dzieci szkoda, oczywiście, tu się nie sprzeczam - ale machnął tą ręką tak, jakby akurat na tych dzieciach to mu najmniej zależało. Było oczywiście inaczej, ale był Atreusem, on zawsze wyglądał jakby najmniej mu zależało na rzeczach najważniejszych, a najbardziej na tych co powinny znajdować się na dalszym planie.
Atreus klął, dzieciaki biegały, a on te dzieciaki z kolei chciał chyba zamordować. Niestety nie mógł, bo oblodzony chodnik i pierdziawa którą w nich rzucili, robiła swoje. Nie wiedział czy bardziej się skoncentrować na próbach wstania, czy może tym by zasłonić twarz, bo zwyczajnie chciało mu się rzygać, szczególnie że w parterze zapach wydawał się szczególnie intensywny będąc tak blisko przedmiotu z którego wystrzelił. Wreszcie jednak, gazowa zaczęła się przerzedzać, podmuchy świeżego powietrza dotarły do nosów i przyniosły ulgę. Bulstrode nawet zdążył z pleców przekręcić się na kolana, co ułatwiło mu wstawanie. Pierwsze co zrobił, zaraz po kolejnej kurwie i ciężkim sapnięciu, to odchrząknięcie i splunięcie w bok, bo czuł jakby całe gardło miał obłożone tym obrzydliwym zapachem.
- Kurwa, zajebały mi różdżkę - oznajmił wściekle, rozglądając się dookoła, za jakąś zagubioną dziecięcą sylwetką, którą można by pogonić. - Aurorowi, kurwa, różdżkę.