27.01.2026, 12:36 ✶
Tak naprawdę nie mieli czasu. Potrzebowaliby kilkunastu zmieniaczy czasu, aby być w stanie ogarnąć wszystko, co na to ogarnięcie czekało, odpowiednio wcześnie czyli: teraz. Zawsze ten, kto się bronił, był na gorszej pozycji niż atakujący, zwłaszcza kiedy jeszcze musiał ochraniać innych. Śmierciożercy atakowali, oni próbowali reagować i zapobiegać, a to oznaczało, że zostawali z tyłu – i właściwie jedyną ich nadzieją było to, że uda się złapać kogoś naprawdę ważnego i wyciągnąć z niego informacje.
Gdyby to była normalna sytuacja, doszłoby do tego już dawno. Ale Voldemort nie był zwykłym czarnoksiężnikiem. Wszyscy tyrani upadali prędzej czy później, tyle że niestety czasem trwało to lata całe: i wyglądało na to, że tym razem będzie jeszcze gorzej niż za czasów powstania Grindewalda.
– Niektórzy w obliczu katastrof odkładają niektóre sprawy, inni dla odmiany zaczynają czuć, że nie ma co odwlekać pewnych rzeczy – stwierdziła, lustrując wzrokiem bywalców kotła. Ledwo wczoraj czytała w gazecie zawiadomienie o ślubie, i chociaż nie znała młodych, to gdy oszacowała ich daty urodzenia, wyszło jej, że mają po osiemnaście lat. Heather i Cameron też byli bardzo młodzi. Brenna patrząc na nich widziała niemalże dzieci, choć pewnie nie powinna. Byli w końcu dorośli. Pracowali. Jedno narażało życie i zdrowie, drugie je ratowało w szpitalu. – Może ich najbliżsi przyjaciele wiedzieli więcej.
Lubiła Geraldine, ale przy tym, czym ta się zajmowała też ciężko było nie zachowywać pewnej ostrożności, a i po prostu to, na ile Brenna była zajęta w ciągu ostatnich dwóch lat, nie sprzyjało bardzo częstym spotkaniom. Czasem wciąż trenowały razem szermierkę… ale od Spalonej Nocy chyba żadna z nich nie miała na to czasu. Może Millie albo przyjaciele Ambroisa dowiedzieli się o planowanym weselu wcześniej?
– Pomyśl proszę, tak wstępnie, jak ty byś to widziała, a potem się zobaczy, czy uda się wciągnąć w to jeszcze kogoś… Olivia na razie musi urządzić sobie nowe lokum, no i mają problem z zakładem, ale Dora pewnie będzie zainteresowana – stwierdziła, a potem posłała Norze uśmiech. – Jasne, zorientujemy się, co i jak.
Nie chciała, żeby Nora czuła, że traktuje się ją, jakby nie miała pieniędzy, bo klubokawiarnia pięknie się rozkręciła… ale też Brenna przecież nie mogła stanąć z nimi nad kociołkami. Mogła co najwyżej spróbować pomóc w pozyskaniu składników.
– A tak poza tym, pomijając eliksiry i wszystkie katastrofy, spadające nam na głowy, co u ciebie, Nora? W klubokawiarni wszystko w porządku? Jak się trzymasz?
Gdyby to była normalna sytuacja, doszłoby do tego już dawno. Ale Voldemort nie był zwykłym czarnoksiężnikiem. Wszyscy tyrani upadali prędzej czy później, tyle że niestety czasem trwało to lata całe: i wyglądało na to, że tym razem będzie jeszcze gorzej niż za czasów powstania Grindewalda.
– Niektórzy w obliczu katastrof odkładają niektóre sprawy, inni dla odmiany zaczynają czuć, że nie ma co odwlekać pewnych rzeczy – stwierdziła, lustrując wzrokiem bywalców kotła. Ledwo wczoraj czytała w gazecie zawiadomienie o ślubie, i chociaż nie znała młodych, to gdy oszacowała ich daty urodzenia, wyszło jej, że mają po osiemnaście lat. Heather i Cameron też byli bardzo młodzi. Brenna patrząc na nich widziała niemalże dzieci, choć pewnie nie powinna. Byli w końcu dorośli. Pracowali. Jedno narażało życie i zdrowie, drugie je ratowało w szpitalu. – Może ich najbliżsi przyjaciele wiedzieli więcej.
Lubiła Geraldine, ale przy tym, czym ta się zajmowała też ciężko było nie zachowywać pewnej ostrożności, a i po prostu to, na ile Brenna była zajęta w ciągu ostatnich dwóch lat, nie sprzyjało bardzo częstym spotkaniom. Czasem wciąż trenowały razem szermierkę… ale od Spalonej Nocy chyba żadna z nich nie miała na to czasu. Może Millie albo przyjaciele Ambroisa dowiedzieli się o planowanym weselu wcześniej?
– Pomyśl proszę, tak wstępnie, jak ty byś to widziała, a potem się zobaczy, czy uda się wciągnąć w to jeszcze kogoś… Olivia na razie musi urządzić sobie nowe lokum, no i mają problem z zakładem, ale Dora pewnie będzie zainteresowana – stwierdziła, a potem posłała Norze uśmiech. – Jasne, zorientujemy się, co i jak.
Nie chciała, żeby Nora czuła, że traktuje się ją, jakby nie miała pieniędzy, bo klubokawiarnia pięknie się rozkręciła… ale też Brenna przecież nie mogła stanąć z nimi nad kociołkami. Mogła co najwyżej spróbować pomóc w pozyskaniu składników.
– A tak poza tym, pomijając eliksiry i wszystkie katastrofy, spadające nam na głowy, co u ciebie, Nora? W klubokawiarni wszystko w porządku? Jak się trzymasz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.