27.01.2026, 22:52 ✶
Babcia Mulciber wcale na Louvaina nie krzyczała. Musisz przestać bezpodstawnie oskarżać moje postaci o podnoszenie głosu, bo wbrew temu, co założyłeś, Hela też ani razu na niego nie nakrzyczała. Z takim nastawieniem pewnie wierzysz, że kobiety są emocjonalne i zaczynałyby wojny?? Ostatnią wywołał Voldemort, może pora zajrzeć mu w majtki. On też na ciebie krzyczy, jak cię poucza??
Fakt, że babuszka Mulciber ma głos dosadny i umie podkreślić elegancko emocje, które chce przekazać w wypowiedzi, nie znaczy że jest histeryczna. I mam na świadka przewagę Występowanie. Więc morda z tym klimakterium. No...
With that being said: zostawiam czwartą ścianę w spokoju i do rzeczy.
Mądre to było ze strony młodego Lestrange’a, że pozostawił starej harpii przestrzeń do swobodnej wypowiedzi. W wybitnie złym tonie było, aby młodszy starszemu przerywał, i tym świętszą była dla Mulciberowej owa zasada, od kiedy przekroczyła pewien wiek. Skończywszy samej mówić, Philomena wysłuchała równie uprzejmie wytłumaczenia młodego gościa, lecz — choć rozjaśniło ono jego pierwotną myśl — wcale jej nie dało satysfakcji. Louvainowi brakowało precyzji w budowaniu przekazu.
— Chce pan ludziom obiecywać pokój, panie Lestrange. Ktoś będzie komuś, w pana uproszczonej narracji, ustępował. Proszę zatem zastanowić się, kto z kim wojuje. Między kim a kim ów pokój. — Zawiesiła na moment głos, niby dając mu czas na odpowiedź, a jednak wcale jej nie oczekując. — Nie interesuje mnie pańska osobista perspektywa na to, jakie istnieją strony konfliktu. Nie, gdy chce pan mówić do ludu. Świat tak jest skonstruowany, że zwracamy się ze swoimi ideami do ludzi w znaczącej większości prostych, którzy nie poświęcą panu słowu drugiej myśli, nie będą poszukiwać niuansu. A w oczach ludu, większości ludu, sprawa ma się następująco: jest Voldemort i są ludzie. To między Voldemortem a obywatelami istnieje konflikt. Reprezentantem ludzi jest dziś, nad czym ubolewam, Ministerstwo Magii. Hasło pokoju przez ustępstwa zinterpretują więc jako ustępstwo własne. Oto sztuka języka — propagandowego, nie dodała. — Należy stanowczo podkreślić, kto będzie ustępował i przed kim, skoro nie rozumie się to samo przez się. W obecnych warunkach politycznych zaproponowane przez pana hasło pozostawiłoby zbyt wiele pola do interpretacji. Interpretacja podawana przez intuicję nie byłaby pańskiemu projektowi sprzyjająca. Ludzie są gniewni, sfrustrowani atakami, przerażeni. Mówienie o zgięciu głowy bez kontekstów nie jest drogą do zbudowania szerokiego poparcia społecznego. Nigdy nie jest.
Philomena urwała na moment ów przydługi wywód, aby — wziąwszy łyk wody — dać gardłu odpocząć. Głos niestety, choć wyćwiczony w przemawianiu, podlegał ograniczeniom wieku.
— Zatem Ministerstwo pójdzie na ustępstwa, tak pan to widzi? Załóżmy, że w rzeczy samej zmienimy podług pańskiego projektu kontekst. Stworzymy trzecią siłę w debacie, która stanie w szranki z Ministerstwem. Wywrze słuszne naciski, doprowadzi do reform, zmiany prawa, rekonstrukcji administracji — wymieniała niemalże znudzona. — Pan jednak oferuje im konkretnie pokój, nie zaś wyłącznie nowy porządek społeczny. Zapytam zatem: w jaki sposób, panie Lestrange? W jaki sposób wdrożenie zmian w funkcjonowaniu rządu, tych zmian słusznych skądinąd, doprowadzi do zakończenia wojny? Voldemort wycofa się, zobaczywszy, że legislacje idą w stosownym kierunku? Wzmocnimy Biuro Aurorów i usuniemy go? Nowa administracja powoła go na Ministra Magii? Proszę mi wytłumaczyć, jak doprowadzi pan do pokoju.
Nie strofowała go już, choć jej ton nie stracił nic ze swojej surowości. Starucha ciekawa była odpowiedzi, jakiej udzieli Louvain Lestrange. Jak się bowiem okazuje, doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia i kogo jej gość reprezentuje (thx, alex). Nie miała tym samym złudzeń, że wszelkie naciski, jakie wywrze Pax Magicka, służyć będą samozwańczemu Lordowi, bezpośrednio lub pośrednio. Wzięcie udziału w tym projekcie nie wykluczało jednakże jednoczesnego przysłużenia się sprawie wzmocnienia pozycji klasowej czystokrwistych magów. Jak sam Lestrange zauważył, Philomena Mulciber i Voldemort w wielu kwestiach wypowiadali się jednym głosem. Różniła ich metoda.
— Proszę nie rozumieć mnie źle. Przyszedł pan z kwestią we właściwe miejsce. Ustalenie odpowiedzi na pytanie o drogę do pokoju jest jednak kluczowe ze względu na naszych oponentów, wśród których niewątpliwie znajdzie się ktoś, kto oskarży pana, a więc i mnie, o deklarowanie pustych obietnic bez pokrycia. Oczekiwałabym, abyśmy mieli w kwestii warunków i obrazu tego pokoju spójne stanowisko.
Fakt, że babuszka Mulciber ma głos dosadny i umie podkreślić elegancko emocje, które chce przekazać w wypowiedzi, nie znaczy że jest histeryczna. I mam na świadka przewagę Występowanie. Więc morda z tym klimakterium. No...
With that being said: zostawiam czwartą ścianę w spokoju i do rzeczy.
Mądre to było ze strony młodego Lestrange’a, że pozostawił starej harpii przestrzeń do swobodnej wypowiedzi. W wybitnie złym tonie było, aby młodszy starszemu przerywał, i tym świętszą była dla Mulciberowej owa zasada, od kiedy przekroczyła pewien wiek. Skończywszy samej mówić, Philomena wysłuchała równie uprzejmie wytłumaczenia młodego gościa, lecz — choć rozjaśniło ono jego pierwotną myśl — wcale jej nie dało satysfakcji. Louvainowi brakowało precyzji w budowaniu przekazu.
— Chce pan ludziom obiecywać pokój, panie Lestrange. Ktoś będzie komuś, w pana uproszczonej narracji, ustępował. Proszę zatem zastanowić się, kto z kim wojuje. Między kim a kim ów pokój. — Zawiesiła na moment głos, niby dając mu czas na odpowiedź, a jednak wcale jej nie oczekując. — Nie interesuje mnie pańska osobista perspektywa na to, jakie istnieją strony konfliktu. Nie, gdy chce pan mówić do ludu. Świat tak jest skonstruowany, że zwracamy się ze swoimi ideami do ludzi w znaczącej większości prostych, którzy nie poświęcą panu słowu drugiej myśli, nie będą poszukiwać niuansu. A w oczach ludu, większości ludu, sprawa ma się następująco: jest Voldemort i są ludzie. To między Voldemortem a obywatelami istnieje konflikt. Reprezentantem ludzi jest dziś, nad czym ubolewam, Ministerstwo Magii. Hasło pokoju przez ustępstwa zinterpretują więc jako ustępstwo własne. Oto sztuka języka — propagandowego, nie dodała. — Należy stanowczo podkreślić, kto będzie ustępował i przed kim, skoro nie rozumie się to samo przez się. W obecnych warunkach politycznych zaproponowane przez pana hasło pozostawiłoby zbyt wiele pola do interpretacji. Interpretacja podawana przez intuicję nie byłaby pańskiemu projektowi sprzyjająca. Ludzie są gniewni, sfrustrowani atakami, przerażeni. Mówienie o zgięciu głowy bez kontekstów nie jest drogą do zbudowania szerokiego poparcia społecznego. Nigdy nie jest.
Philomena urwała na moment ów przydługi wywód, aby — wziąwszy łyk wody — dać gardłu odpocząć. Głos niestety, choć wyćwiczony w przemawianiu, podlegał ograniczeniom wieku.
— Zatem Ministerstwo pójdzie na ustępstwa, tak pan to widzi? Załóżmy, że w rzeczy samej zmienimy podług pańskiego projektu kontekst. Stworzymy trzecią siłę w debacie, która stanie w szranki z Ministerstwem. Wywrze słuszne naciski, doprowadzi do reform, zmiany prawa, rekonstrukcji administracji — wymieniała niemalże znudzona. — Pan jednak oferuje im konkretnie pokój, nie zaś wyłącznie nowy porządek społeczny. Zapytam zatem: w jaki sposób, panie Lestrange? W jaki sposób wdrożenie zmian w funkcjonowaniu rządu, tych zmian słusznych skądinąd, doprowadzi do zakończenia wojny? Voldemort wycofa się, zobaczywszy, że legislacje idą w stosownym kierunku? Wzmocnimy Biuro Aurorów i usuniemy go? Nowa administracja powoła go na Ministra Magii? Proszę mi wytłumaczyć, jak doprowadzi pan do pokoju.
Nie strofowała go już, choć jej ton nie stracił nic ze swojej surowości. Starucha ciekawa była odpowiedzi, jakiej udzieli Louvain Lestrange. Jak się bowiem okazuje, doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia i kogo jej gość reprezentuje (thx, alex). Nie miała tym samym złudzeń, że wszelkie naciski, jakie wywrze Pax Magicka, służyć będą samozwańczemu Lordowi, bezpośrednio lub pośrednio. Wzięcie udziału w tym projekcie nie wykluczało jednakże jednoczesnego przysłużenia się sprawie wzmocnienia pozycji klasowej czystokrwistych magów. Jak sam Lestrange zauważył, Philomena Mulciber i Voldemort w wielu kwestiach wypowiadali się jednym głosem. Różniła ich metoda.
— Proszę nie rozumieć mnie źle. Przyszedł pan z kwestią we właściwe miejsce. Ustalenie odpowiedzi na pytanie o drogę do pokoju jest jednak kluczowe ze względu na naszych oponentów, wśród których niewątpliwie znajdzie się ktoś, kto oskarży pana, a więc i mnie, o deklarowanie pustych obietnic bez pokrycia. Oczekiwałabym, abyśmy mieli w kwestii warunków i obrazu tego pokoju spójne stanowisko.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia