28.01.2026, 08:38 ✶
- Ciężko o nim zapomnieć.
O poczuciu bezradności, strachu, że nie zdąży, o ranach Victorii i pokrwawionym Laurencie. O tym, jak zaatakował ją i nie była w stanie się bronić.
Czy naprawdę atakował, by zabić, czy druga osoba pojawiała się tam celowo? To była chora gra w kotka i myszkę?
- To też mam za sobą. Nawet trzymam w biurku portret pamięciowy myśliwego, który mi się wtedy przyśnił i podobno go przegonił. To samo spotkało jedną z Bellów. Rysopis pasował - powiedziała, przysiadając na łóżku i kierując spojrzenie na okno, teraz zamknięte.
Ten mężczyzna nie pojawiał się jednak fizycznie w miejscu, w którym atakował. Sprawdzili to. Przenikał do snów, panował nad nimi i w jakiś sposób sprawiał, że zadawane w nich rany stawały się realne, ale Patrick nie zobaczył go ani własnymi oczyma, ani tymi aurowidza.
- Drań nawet śnił mi się parę nocy temu, w koszmarze znalazlam go we własnym łóżku. Znaczy się morderca, nie myśliwy. Był ukryty pod kołdrą i jak ją ściągnęłam, to na mnie skoczył... Ale jak się obudziłam, przeszukałam każdy zakątek, sprawdziłam każde drzwi i okno, i wyszło mi, że to był tylko sen. A jeśli nie pojawia się fizycznie, to skąd to? - spytała, wyciągając jedną z kopert, które wcisnęła wcześniej do kieszeni. Przecież żeby zrobić to zdjęcie musiał być tu z aparatem.
Brenna wydobyła je znowu i zaczęła oglądać pod światło, jakby licząc, że dostrzeże jakiś szczegół, który zdradziłby jej sekret.
- Chyba że uznać, że był tutaj jako jakiś duch, a zdjęcie... to jakiś zaczarowany obrazek? Ale wciąż ktoś to wysłał. Już sama nie wiem, czy wolałabym jakiegoś pojebańca, włamującego się do domów, czy tego człowieka. Chociaż nie, zaraz, cofam to. Takiemu zwykłemu walniętemu włamywaczowi mogłabym połamać parę kości - westchnęła, wsuwając fotografię znowu do koperty. Z takim można było walczyć. Chronić się. A jak ochraniać się przed atakami w snach?
O poczuciu bezradności, strachu, że nie zdąży, o ranach Victorii i pokrwawionym Laurencie. O tym, jak zaatakował ją i nie była w stanie się bronić.
Czy naprawdę atakował, by zabić, czy druga osoba pojawiała się tam celowo? To była chora gra w kotka i myszkę?
- To też mam za sobą. Nawet trzymam w biurku portret pamięciowy myśliwego, który mi się wtedy przyśnił i podobno go przegonił. To samo spotkało jedną z Bellów. Rysopis pasował - powiedziała, przysiadając na łóżku i kierując spojrzenie na okno, teraz zamknięte.
Ten mężczyzna nie pojawiał się jednak fizycznie w miejscu, w którym atakował. Sprawdzili to. Przenikał do snów, panował nad nimi i w jakiś sposób sprawiał, że zadawane w nich rany stawały się realne, ale Patrick nie zobaczył go ani własnymi oczyma, ani tymi aurowidza.
- Drań nawet śnił mi się parę nocy temu, w koszmarze znalazlam go we własnym łóżku. Znaczy się morderca, nie myśliwy. Był ukryty pod kołdrą i jak ją ściągnęłam, to na mnie skoczył... Ale jak się obudziłam, przeszukałam każdy zakątek, sprawdziłam każde drzwi i okno, i wyszło mi, że to był tylko sen. A jeśli nie pojawia się fizycznie, to skąd to? - spytała, wyciągając jedną z kopert, które wcisnęła wcześniej do kieszeni. Przecież żeby zrobić to zdjęcie musiał być tu z aparatem.
Brenna wydobyła je znowu i zaczęła oglądać pod światło, jakby licząc, że dostrzeże jakiś szczegół, który zdradziłby jej sekret.
- Chyba że uznać, że był tutaj jako jakiś duch, a zdjęcie... to jakiś zaczarowany obrazek? Ale wciąż ktoś to wysłał. Już sama nie wiem, czy wolałabym jakiegoś pojebańca, włamującego się do domów, czy tego człowieka. Chociaż nie, zaraz, cofam to. Takiemu zwykłemu walniętemu włamywaczowi mogłabym połamać parę kości - westchnęła, wsuwając fotografię znowu do koperty. Z takim można było walczyć. Chronić się. A jak ochraniać się przed atakami w snach?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.