Samo to, że się tutaj znalazła było naruszeniem. Teraz jeszcze wypadało udowodnić, że nie jest tu przypadkiem, że właśnie tutaj powinna się znajdować. To wcale nie było łatwe, dało się wyczuć, że nie pasowała do tego miejsca, wszystko mówiło, że nie powinno jej tu być, a jednak była. Jakimś cudem udało jej się wsiąść do tego przedziału, do tego pociągu, może nie cudem, bo cuda się nie zdarzały, to wszystko było tylko i wyłącznie jej zasługą, bardzo tego chciała, a więc przekroczyła granice, które nie powinny być przekraczalne. Prue miała to do siebie, że nie było dla niej rzeczy niemożliwych, nie kiedy na czymś bardzo jej zależało, w tym przypadku była wyjątkowo zaangażowana w sukces swojego przedsięwzięcia, bo od tego zależała ich wspólna przyszłość. Być może była w tym momencie okropną egoistką, ale nie miała zamiaru pozwolić mu tak po prostu odejść, dojechać do celu, wysiąść z tego pociągu bez odwracania się za siebie. Nie mogła do tego dopuścić. Postanowiła więc zrobić to, co raczej nie było możliwe, chociaż nie dla wszystkich, na szczęście miała odpowiednie umiejętności, wiedzę, wystarczyło to tylko sprawdzić w praktyce, zobaczyć, czy działa. Jak przystało na prawdziwą naukowczynię nie bała się praktykować tego, co udało jej się dowiedzieć. Była w tym wszystkim oczywiście bardzo ostrożna, bo wiedziała, że może to spowodować nieodwracalne szkody, jednak nie powodowało to, że zaprzestała działać, nie. Nie mogła się przecież poddać tak po prostu, nie mogłaby sobie później spojrzeć w oczy. Zresztą obiecała sobie, że nikt jej bliski nie umrze jej już na rękach i zamierzała dotrzymać słowa danego samej sobie, zresztą nie chodziło tylko o nią. Benjy zasługiwał na kolejne lata życia, zwłaszcza, że dopiero uczył się tego, jak może to wyglądać, bez uciekania, bez ciągłej drogi. Nie mogła pozwolić, aby ich nowa rzeczywistość trwała tak krótko.
Zdawała sobie sprawę z tego, że nie do końca pasuje mu jej obecność, że coś mu nie grało, zresztą mówił o tym od początku. Miał prawo się tak czuć, bo takie podróże odbywały się zazwyczaj w pojedynkę, nikt ich nie zakłócał, tym razem jednak było inaczej. Sama pierwszy raz uczestniczyła w podobnym doświadczeniu, nie do końca potrafiła się tu odnaleźć, jednak starała się udawać, że właśnie tu powinna być, że pasuje do otoczenia, chociaż było zupełnie inaczej.
- Czyli nie muszę się już martwić? - Skoro weryfikacja nie działała w rundach, skoro nadal tu stała, nadal nie wyrzucił jej za drzwi to by oznaczało, że mogła przyzwyczaić się do myśli, że jest tu dla niej miejsce. Nie widziała innej możliwości. Oczywiście wiedziała, że sytuacja była dość mocno dynamiczna, że w każdej chwili mogło się coś zmienić, że nie powinna zakładać, że już ma problem z głowy, nigdy bowiem nie można mieć pewności. Kto właściwie wiedział jak przebiegnie ta rozmowa, jeszcze wiele mogło się zmienić i wydarzyć.
Ciągle łapała się na tym, że powinna jakoś przejść do sedna problemu, tylko nie do końca wiedziała w jaki sposób to zrobić. Benjy zdecydowanie nie ogarniał tego, co się z nim działo, nie wiedział dokąd jedzie, może coś czuł, gdzieś podskórnie, ale czy siedziałby bezczynnie, gdyby wiedział, że to jego ostatnia podróż? W sumie, po tym, co wcześniej zobaczyła, nie mogła mieć pewności. Nie walczył, oswoił się z myślą, że to jego ostatni dzień i po prostu na to przystał, co nie do końca się jej podobało. Zrobiła co mogła, żeby go uratować, to był ostatni etap tej próby, którą również miała zamiar przejść pozytywnie, nie brała innej możliwości pod uwagę, była wyjątkowo zdeterminowana.
- Nie zmarnowałam ich od razu, i nie zmarnuje żadnych kolejnych, ani sekund, ani minut. - W jej głosie można było wyczuć wyjątkową pewność siebie. Wiedziała czego chce i do czego zmierza, chociaż działała zupełnie po omacku. - Trzeba myśleć o przyszłości, być gotowym na wszystko, mieć plan na różne ewentualności. - Zawsze działała w ten sposób, no przynajmniej w większości przypadków, lubiła mieć różne, gotowe rozwiązania dzięki którym wiedziała, co robić. Ta sytuacja była nie do końca prosta, trudno było przewidzieć, jak się rozwinie, mimo wszystko starała się być gotowa na to, co miało nadejść. Musiała być gotowa.
- Dzięki za informację, czyli mam się nie przyzwyczajać do tego, że mogę tu zostać. - Podkreślał to, że jest intruzem, że nie powinna się tu znajdować, ale mimo to, nic z tym nie robił. Podważał jej obecność w tym przedziale, ale jej nie wygonił, chyba nie było więc, aż tak źle, jak mogło się jej wydawać.
Nie przestawała się mu przyglądać, próbowała jak najwięcej wyczytać z jego twarzy, póki co jednak wiedziała tylko tyle, że nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się działo. Tak, wyczuwał, że powinien odbywać tę podróż w pojedynkę, ale nie wiedział dlaczego to miało tak wyglądać. Być może z czasem coś mu się rozjaśni, tyle, że nie wiedziała ile tak właściwie mieli czasu, pozostawało jej więc wierzyć w to, że wystarczająco, bo w tej chwili nie do końca wiedziała, co powinna zrobić. Była zagubiona, chociaż starała się udawać, że jest zupełnie inaczej. Trudno jej było odnaleźć się w sytuacji, w której siedział na przeciwko niej i nie miał pojęcia kim jest, trudno jej było nie rzucić się na niego, nie chwycić go w swoje ramiona, przytulić się, ale wiedziała, że w tej chwili takie reakcje nie były wskazane, musiała więc trzymać emocje na wodzy.
- Tak zakładam, to całokształt. - Machnęła przy tym ręką, jakby chciała pokazać, że ma na myśli jego całego. Nie mogła przecież mu powiedzieć, że go zna, że wie, jak jest zaprogramowany, uwielbiał kłopoty, albo to one uwielbiały jego, jedno z dwóch.
Zmierzyła go wzrokiem i uniosła przy tym brew, pytająco. - Naprawdę sądzisz, że mogłabym Cię skrzywdzić? Coś Ty, na pierwszy rzut oka widać, że nie miałabym z Tobą żadnych szans, jestem realistką. - Nie zabrzmiało to najlepiej, mógł sobie bowiem pomyśleć, że już cos takiego rozważała, ale przynajmniej ceniła siły na zamiary. - Nie pojawiłam się znikąd, weszłam z korytarza, drzwiami. - Dodała jeszcze, żeby to nieco rozjaśnić. - Pociągi przecież są stworzone po to, aby podróżowało nimi więcej osób, w przedziale jest więcej miejsc z jakiegoś powodu. - Nie sądziła, aby musiała mu tłumaczyć, jak to działa, ale jednak to robiła. Oczywiście, że miał prawo jej nie ufać, jednak zamierzała zrobić wszystko, by w końcu po prostu przyjął do wiadomości to, że nie pojedzie dalej sam.
- To, że będziesz z kimś jechał nie musi oznaczać braku ciszy, potrafię też ładnie milczeć, tak samo jak mówić. - Jeśli rozmowa mu przeszkadzała, mogła pomilczeć, była naprawdę bardzo elastycznym typem towarzysza podróży, przynajmniej jak na razie. Póki co nie do końca wiedziała, co właściwie powinna mu powiedzieć, kiedy w ogóle nadejdzie moment, w którym miała zacząć tłumaczyć mu dlaczego się tutaj znalazła, a na pewno w końcu do niego dojdzie, wtedy będzie się tym martwić. Póki co musiała przekonać go do tego, by nie wyrzucił jej za drzwi.
- Rozumiem to, jednak to nie zmienia tego, że zamierzam przestać negocjować, im trudniej, tym lepiej, nie lubię prostych wyzwań. - Wiedziała, że jest na straconej pozycji, to jednak nie powodowało, że miała zamiar odpuścić, na pewno znajdzie zaraz jakiś argument za tym, żeby uznał jej obecność za nic złego, czy zbędnego. Potrzebowała na to tylko chwili.
- Czy ja wiem, może sytuacja nie jest taka prosta jak może się wydawać i potrzebuje dużych słów, tylko Ty jej nie doceniasz. - Próbowała go zmusić do myślenia, do kojarzenia faktów, nie robiła tego jednak w żaden konkretny sposób, to nie był jeszcze odpowiedni moment, czekała, aż się obudzi, chociaż trochę. Już wiedział, że to nie była typowa podróż, miał tego świadomość, to było sporo, nie był zupełnie nieświadomy, widziała to po nim, po tym co mówił, wiedział, że coś jest nie tak.
Póki co próbowała go przekonać co do tego, że wcale nie zauważy tego, że narusza jego przestrzeń, była drobna, potrafiła wtapiać się w tło, udawać, że jej nie ma, od lat działała w ten sposób, to nie było nic nowego. Miała nadzieję, że go tym chociaż odrobinę przekona do tego, że to wcale nie był taki nieodpowiedni pomysł.
- No to możemy uznać, że ślepy od razu by to zauważył? Tak lepiej? - Jeśli w jego mniemaniu mieli lepsze wyczucie przestrzeni niż reszta, to miała zamiar zmienić narrację, to nie było jednak za bardzo istotne - najważniejsze, musiał zgodzić się co do tego, że było tu dla niej miejsce, nic więcej nie było jej potrzebne w tej chwili do szczęścia. Małymi krokami zamierzała podążać do celu.
- Być może, chociaż nigdy szczególnie nie obchodziła mnie opinia filozofów. Jestem przekonana o tym, że właśnie tu mam teraz być, też się o tym przekonasz i tylko to jest istotne. - Faktycznie jej argumenty nie były jakoś szczególnie wyszukane, ale nie wiedziała niby jak miałaby mu wytłumaczyć powód swojej obecności w tym miejscu, jeszcze nie teraz. - Z jakiegoś powodu budzimy się właśnie w tych miejscach, nic nie dzieje się bez przyczyny. - Jak zawsze mieli na ten temat nieco inne zdanie, przywykła do tego. Ona uważała, że istniała jakaś siła wyższa, która prowadziła ich w te, a nie w inne miejsca z jakiegoś powodu, on uważał, że jest panem swojego losu, od zawsze mieli do tego inne podejście, tym razem nie mogło być inaczej, to byłoby zbyt proste. - To ciekawe, bo do żadnej z tych grup się nie zaliczam, a jednak jest mi bliska ta idea. - Póki co przecież nie mogła mu powiedzieć, że właśnie umierał i pojawiła się tutaj, aby wyciągnąć go z tej dziwnej przestrzeni pomiędzy, w której się znalazł, to mogłoby być zbyt bezpośrednie.
- To prawda, często pierwsza sprawa jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, w tym przypadku jednak mogę Ci zagwarantować, że nic więcej pod tym nie kryje, jedna sprawa, i będę mogła wrócić do domu, najlepiej jak najszybciej. - Nie ukrywała tego, że jej się spieszyło, nie chciała, żeby wydawało mu się, iż zamierza zagościć tutaj na dłużej, zresztą on też nie miał, słabo byłoby jednak w tej chwili mu to uświadomić, to nie był dobry moment, nie wiedziała, czy będzie lepszy, ale ten nie wydawał się jej być odpowiednim.
Czuła, że się jej przyglądał, nie przeszkadzało jej to wcale, zresztą robiła to samo, nie odrywała od niego wzroku, przynajmniej do momentu, w którym na nią burknął, wtedy odwróciła wzrok na chwilę, żeby zebrać się w sobie. Musiała jakoś się trzymać, nie dawać po sobie poznać, że wiedziała, że nie powinna tu być, że to nie jest jej miejsce.
Odruchowo przeprosiła, zawsze przepraszała, był to nawyk. Źle się czuła z tym, że inni reagowali na jej obecność, gest dosyć nerwowo. Brała zazwyczaj za to odpowiedzialność na siebie. Gdyby postąpiła inaczej nie wywołałaby reakcji, to było całkiem proste myślenie, nie obwiniała innych o nieodpowiednie odruchy, raczej siebie samą za to, że jej wywołała, za to, że mogła przewidzieć, że może się to tak skończyć, to było dla niej typowe.
Wzruszyła jedynie ramionami, co miała zrobić z tym komentarzem? Nie podobało mu się to, jasne. Nie wiedziała co to oznacza, chociaż może miała nadzieję, że wraz z tym, jak będą dalej brnęli w tę rozmowę to on zacznie sobie przypominać cokolwiek, może w końcu przypomni sobie ją, wtedy na pewno byłoby jej prościej wytłumaczyć to wszystko, teraz trochę się miotała, bo nie miała pojęcia na ile może sobie pozwolić. - Nie wiem, czy to się da odkręcić, tak po prostu mam. - Nie było sensu tego tłumaczyć, rozumiała aluzję, jednocześnie wiedziała, że raczej nic z tym nie zrobi. Łatwo przychodziło jej branie na siebie odpowiedzialności za to, że inni zachowywali się w stosunku do niej nieodpowiednio.
Kiedy ponownie się odezwał spojrzała na niego, na jej twarzy mógł zobaczyć konsternację. Nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego, poczuła się trochę nieswojo, bo raczej była gotowa na dalszą walkę, próbę udowodnienia, że powinna tutaj być. - Nie wiem, czy to tylko zasługa spojrzenia, ale dziękuję? Dziękuję za ten nieoczywisty komplement. - Coś w tym było, zawsze widziała więcej, czuła więcej, potrafiła zrozumieć więcej. W tym przypadku jednak wcale nie musiała rozumieć niczego więcej, nie znalazła się tutaj bez powodu, wiedziała co się dzieje, przynajmniej po części, sytuacja nie była może do końca jasna, jednak doskonale zdawała sobie sprawę gdzie są i do czego zmierzają.
- Nie zamierzam tutaj zostawać, nie musisz się o to martwić, w tym przypadku ta zasada nie zadziała. - Nie sądziła, że uwierzy jej na słowo, ale wolała o tym wspomnieć, podkreślała to, że nie do końca chciała tutaj być, to miała być chwila, załatwi swoją sprawę i już jej tu nie będzie, jego też, ale o tym oczywiście nie mówiła.
- To dobrze, że to nie budzi wątpliwości, cieszę się, że mamy co do tego jasność. - Nigdzie się w końcu nie wybierała bez względu na to, w jaki sposób zamierzał się do niej odnosić, przez to też poprawiła się na siedzeniu, rozsiadła wygodniej, jakby nie do końca się spieszyła, chciała jednak dopasować się do otoczenia, udowodnić, że dokładnie tutaj jest jej miejsce i nic nie miało tego zmienić.
- Serio. Miałabym Ci pozwolić go dotknąć? To byłoby nierozsądne, bo mógłbyś go już teraz sobie przywłaszczyć, a ja zostałabym bez waluty. - Właśnie dlatego tylko mignęła mu w powietrzu lizakiem, pokazując, że istnieje, że faktycznie ma go schowanego w kieszeni. - Nie zweryfikujesz tego, dopóki nie zaczekasz, to też może być waluta, zaspokojenie ciekawości, sprawdzenie, czy dotrzymuje słowa, wtedy przekonasz się, czy mam w sobie coś z goblina, chociaż nie ukrywam, że to raczej odrobinę we mnie uderzyło, gobliny nie są najbardziej przyjemnymi w obyciu stworzeniami. - Jakby to był w tej chwili ich największy problem, smoczycą pewnie i czasem bywała, kiedy nieco się zdenerwowała, chociaż tak właściwie to chyba bliżej jej było do gorgony, która potrafiła zabijać spojrzeniem, to było bardziej w jej stylu niż zianie ogniem, nie gromadziła też skarbów, no chyba, że coś wyjątkowo zwróciło jej uwagę.
Później było tylko gorzej. Widziała, że sytuacja zaczęła się robić napięta, jej dotyk to spowodował, powinna była uważać. Odruchowo więc położyła sobie dłonie na kolanach, przysunęła nogi do siebie, aby jak najbardziej wtopić się w siedzenie, nie mogła doprowadzić do tego, żeby ją stąd wyrzucił, albo sam opuścił ten przedział. Musiała uważać, być czujniejsza, bardziej ostrożna. Jej dotyk mógł nie pasować do tego miejsca, nie miała przecież pojęcia na jakiej zasadzie działało.
- Tak właściwie to ciągle mówisz o tym, że to Twój własny przedział, a możesz to jakoś udowodnić? Przedziały nie są na własność, nigdy. Niby dlaczego tym razem jest inaczej? Nie jest podpisany, czy coś mnie omija? - Chciała, żeby zaczął się nad tym zastanawiać, żeby zaczął myśleć, że to nie była do końca normalna sytuacja, że tak się raczej nie działo. Musiał zapytać się siebie skąd się u niego wzięło to przeświadczenie, że to miejsce należało do niego, musiał zacząć patrzeć szerzej, widzieć więcej, wypadało aby mu w tym pomogła.
- To nie jest dobra narracja na start, zresztą od samego początku, odkąd się tutaj znalazłam jestem na przegranej pozycji, zdaje sobie z tego sprawę, to jest oczywiste. - Nie zamierzała zaprzeczać, bardzo dobrze wiedziała, jak to wygląda, nie była to najbardziej wymarzona dla niej sytuacja. Zdecydowanie nie.
- Sądzę, że jeśli pojawiają się podobne problemy, to warto jest się nimi zająć we dwójkę, łatwiej jest odebrać to co Twoje, kiedy ma się wsparcie. Nie ma w tym większej filozofii, tak, czy siak mamy podobny cel, oni zrobili coś podobnego Tobie i mnie, bez sensu byłoby działać w pojedynkę, szanse na powodzenie są mniejsze, to logiczne. - Nie sądziła, że jej słowa będą w stanie do niego przemówić, widziała, że idzie jej coraz gorzej, ale musiała próbować, nie mogła się teraz poddać, nie po tym wszystkim.
Obserwował ją uważnie, czuła, że może dostrzec jej wahanie, jej niepokój, wcale nie tak łatwo było jej ukrywać emocje, ale musiała się jakoś trzymać, mimo tego, że czuła, że jej kłamstwo powoli zaczyna wychodzić na wierzch, a nie był to na to najlepszy moment, nie zdołała jeszcze dojść do niczego konkretnego i potrzebowała więcej czasu.
Rozumiała jego podejście, to co mówił miało sens. Tymczasowy sojusznik mógłby być dla niego tylko problemem, musiała więc jakoś to obejść, znaleźć coś, co mogłoby go przekonać o tym, że miała w sobie jakąś wartość, że mogła mu pomóc, to nie miało być łatwe, bo był przekonany o tym, że nikogo nie potrzebował, że poradzi sobie sam. Westchnęła ciężko, bo zdawała sobie sprawę, że zbliżała się do tego momentu, do którego musieli w końcu przejść.
- Co jeśli nasze sprawy poniekąd się łączą? Jeśli są ze sobą powiązane. Trudno jest mi to w tej chwili wyjaśnić, ale tak jest. - Nadal nieco obawiała się mówić o konkretach, nadal nie wiedziała jak to ugryźć.
- Nie wysiądę stąd bez Ciebie, nie jest to mój wymysł, po prostu tak musi się stać. Nie zamierzam Cię oswajać, wiem, że tego nie lubisz. - Nawet na moment nie przestała mu się przyglądać, miała nadzieję, że w końcu dotrze do niego, że nie jest jego wrogiem, wręcz przeciwnie, chociaż podchodząc do tego zdroworozsądkowo to sama by pewnie sobie nie zaufała w tej sytuacji w której się znalazła. - Pomyśl, czy faktycznie powinieneś być w tym przedziale, dokąd właściwie jedziesz? Co Cię tu sprowadziło? - Zadawała mu kolejne pytania, aby skłonić go do myślenia, do tego, żeby zaczął podważać tę sytuację, nadal starała się robić to jak najbardziej rozsądnie, chciała, żeby sam znalazł odpowiedzi.
- Czy naprawdę chcesz jechać dalej? Czy nie powinieneś wrócić? Pomyśl Benjy, pomyśl, nie jestem Twoim wrogiem, nigdy nie byłam, a jeśli trzeba będzie to dojadę z Tobą do końca, mogę nawet nie wrócić bez tego co moje, chociaż wolałabym, żeby tak się stało. - Nie miała pojęcia, jak długo jeszcze mogła trwać w tym miejscu, jak dużo mieli czasu, ale powinni się nieco pospieszyć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control