Prudence była nieco pijana, nieco to może nawet trochę za mało powiedziane. Wzrok miała zamglony, myśli niespokojne, język zbyt rozplątany. Wiedziała jednak, że może sobie na to pozwolić. Była w bezpiecznym miejscu, w towarzystwie babci, która nie oceniała, była skłonna ją wysłuchać, pocieszyć, albo doprowadzić do porządku, jeśli pojawi się taka potrzeba. Nie żałowała, że się tutaj znalazła, wiedziała, że prędzej, czy później będzie musiała zrzucić z siebie ten ciężar, który zaczął ją dusić, może też lepiej, że stało się to szybciej. Dobrze było mieć z kim porozmawiać, szczególnie jeśli ta osoba była taka doświadczona, przeżyła swoje.
Ellie od zawsze była jej bliska, nawiązały dość szybko silną więź przez to, że to z nią spędzała dużo czasu, uwielbiała swoja babcię, poniekąd były do siebie podobne, chociaż może nie było tego widać na pierwszy rzut oka, bo Prue w tym wszystkim była dużo bardziej zamknięta w sobie, co nie ułatwiało jej egzystencji. Nie potrafiła jednak tego zmienić, niektóre nawyki siedziały zbyt głęboko, aby dało się z nimi coś zrobić. Na szczęście istniały osoby, przy których mogła pozwolić sobie na więcej, kiedy nie musiała pilnować wszystkiego, co wychodziło z jej ust. Ellie była jedną z nielicznych osób, które darzyła ogromnym zaufaniem i wcale nie robiła tego tylko dlatego, że były rodziną, chociaż pewnie to tez miało z tym związek.
Karty, przyszedł czas i na nie. Musiały odbyć tę rozmowę, wiedziała, że to może pomóc jej sobie poukładać wszystko w głowie, a potrzebowała nieco uporządkować te wszystkie myśli, które nie dawały jej spokoju, naprawdę musiała to zrobić, bo wiedziała, że na dłuższą metę trudno jej będzie sobie samej z tym wszystkim poradzić. Naprawdę nigdy nie czuła się tak beznadziejnie, to mówiło samo za siebie, bo Prue przecież los nie żałował. Nie miała lekkiej przeszłości, sporo złego ją spotkało, okazało się jednak, że zawsze mogło być gorzej. Jakby życie chciało jej udowodnić, że jest w stanie przetrwać wszystko, sama nie chciała tego sprawdzać, straciła chęci na jakąkolwiek walkę, nie miała ochoty przez swoje wybory po raz kolejny doprowadzać do patowych sytuacji, które tylko ją turbowały.
Wyciągnęła karty, wbrew temu wszystkiemu naprawdę była ciekawa, co w nich zobaczy, co jej powiedzą, co im odpowie. Spodziewała się dosyć jasnego przekazu, bo jej zdaniem wszystko już było stracone, ale nigdy nie mogło być zbyt prosto, prawda? Z początku nieco obawiała się co zobaczy, także przez moment zamiast spoglądać na to, co chciały jej powiedzieć patrzyła na ogień, który tańczył w kominku. Po słowach babci zebrała się jednak w sobie, robiła to z konkretnej przyczyny, chciała dowiedzieć się tego, co miały jej do powiedzenia karty. Przeniosła spojrzenie na stolik, powoli przyglądała się każdej z kart. Nie wydały jej się być, aż takie oczywiste, nie tego się spodziewała, nie kiedy stwierdziła, że nie czekało na nią już nic.
Kiwnęła Ellie głową, dłuższą chwilę wpatrywała się w układ, analizowała go, nie odrywała od niego spojrzenia nawet na chwilę, trudno było coś wyczytać z jej twarzy, sama nie do końca wiedziała, co czuje w tej chwili. Czy to było to, czego się spodziewała, nie do końca, nie wiedziała przez to, co powinna sobie myśleć, czego się spodziewać, jeszcze chwilę temu wszystko wydawało jej się być oczywiste, jak zawsze jednak musiało stać się inaczej.
Spojrzała na babcię, nie odpowiedziała na jej pytanie, jednak wydawało jej się, że wie do czego ona zmierza, nie było tu karty, która świadczyłaby o oszustwie, nie było księżyca, który mówiłby o tym, że coś jest niewidoczne, że świat chciał się z nią bawić, że istniała jakaś iluzja.
Spoglądała na nią, nie odezwała się ani słowem, miała rację, musiały spojrzeć na to szerzej, zobaczyć, co faktycznie mówiły im karty. Czuła się oszukana, miała złamane serce, jednak to nie był moment, w którym powinna się skupiać na tym bólu, który trawił jej ciało, w tym momencie miały sprawdzić to, co chciały powiedzieć im karty, a nie to, co chciała usłyszeć, bo była obrażona na cały świat.
Fundamenty. Były ważne, były podstawą, na której można coś wybudować, jednak nie zawsze musiało się to skończyć w ten sposób. Istniały, jednak nie trzeba było ich ruszać, mogły stać, czekać w nieskończoność, aż ktoś spróbuje coś z nimi zrobić. Dlaczego on otwierał układ? Nie mogła odnieść wrażenia, że to mogło mieć sens. Czas płynął, fundamenty istniały od lat, nie mieli szansy nic na nich wybudować, cierpliwie czekały na to, czy postanowią coś z tym zrobić. Mieli swoje szanse, jednak ich nie wykorzystali, przynajmniej jak na razie, to znaczy może już nigdy nie mieli wykorzystać, raczej ku temu się skłaniała, przynajmniej na początku, chociaż powoli przestała sądzić, że to jest takie oczywiste, jakby się mogło wydawać. Nie bez powodu przecież ta karta się pojawiła, była to cicha sugestia, że tak właściwie to nie wszystko było zniszczone, bo fundamenty czekały, nieruszane.
Pokiwała głową, docierały do niej słowa Ellie, nie sądziła, że wymaga od niej komentarza, kobieta mogła dostrzec, że Prue analizowała wszystko, co mówiła, widać to było bo jej przymrużonych oczach i zmarszczonym nosie, to było charakterystyczne dla niej kiedy się nad czymś zastanawiała.
Przeniosła spojrzenie na babcię, kiedy ta wspomniała o tym, że ma problem, przyglądała się jej przez chwilę, widziała, jak kobieta ciężej usiadła w fotelu, czekała, aż sięgnie po słowa, wiedziała, że ma jej coś do powiedzenia na temat następnej karty, a posiadanie problemu nie brzmiało szczególnie optymistycznie.
- Tak, aż za bardzo pasuje. - To, co mówiła miało sens, całkiem dużo sensu. Nie dało się z nią nie zgodzić. Jej wybranek nie był szczególnie wylewny, miał w zwyczaju usuwać się na bok, kiedy pojawiały się komplikacje, które mogły nieco namieszać, wolał się wycofać, niżeli sprawdzić to, co mogło się wydarzyć, jakby miał świadomość, że to może nieść ze sobą komplikacje na które nie do końca byli gotowi. - Co jeśli tak po prostu ma być, nie da się przecież zmienić przyzwyczajeń, nie da się wpłynąć na decyzje, które są podejmowane jednostronnie. - Nie mogła przecież wymagać tego, że to się zmieni, zwłaszcza, że przecież to było stałe, nie pierwszy raz skończyło się w ten sam sposób. Jak miałaby wpłynąć na to, co się działo?
Ellie mówiła dalej, bardzo celnie trafiała, wszystko, co miała jej do powiedzenia składało się w całość. Miało sens, zbyt wiele sensu. Nie dało się ukryć, że trudno było się w tym doszukać jasnego końca, braku wzajemności - tego, co spodziewała się zobaczyć, to powodowało coraz większy mętlik w jej głowie, alkohol, który w siebie wlała nie ułatwiał jej analizowania tego wszystkiego, wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej mieszał jej w głowie.
- Wiesz co mnie najbardziej denerwuje? To, że nic nie jest jasne, że niby mam prawo do rozczarowania, ale być może jest nadzieja na to, że jakoś uda się to ułożyć, bo wszystko co najgorsze jest za nami, tylko jak niby teraz miałoby się to ułożyć, na zgliszczach? W jaki sposób niby nagle wszystko się zmieni, prościej byłoby gdyby wszystko jasno mówiło o tym, że to koniec, że to nigdy nie miało prawa zaistnieć. - Łatwiej byłoby się jej z tym pogodzić, zdecydowanie łatwiej. W tej chwili nie wiedziała, czego się spodziewać, nie wiedziała co myśleć, po raz kolejny miała liczyć na to, że jeszcze istnieje jakaś szansa? Niby jak, skoro on zniknął, przepadł, opuścił ją. Istniała szansa, że wróci, możliwości było wiele, tylko skąd mogła wiedzieć, że nagle postanowi zachować się inaczej, odważy się spróbować. Nie miała pojęcia, czy była skłonna ponownie próbować, czy przetrwałaby kolejną próbę?
- Nigdy nie brakowało mi gotowości, zresztą wiesz, zdajesz sobie z tego sprawę, że trudno jest do mnie dotrzeć, czy mi dotrzeć do innych, nigdy nie chciałam innego człowieka, ale obawiałam się, że on nie chce mnie, teraz to nie jest takie jasne, trudności się pojawiają, tylko chciałabym mieć szansę coś z nimi zrobić, jak można coś z nimi zrobić, kiedy on po prostu odchodzi? To nie pierwszy raz, masz próbować do skutku, jakoś do niego dotrzeć, co jeśli nie wróci, jeśli zniknął tym razem na dobre? W jaki sposób powinnam reagować? Kocham go, to się pewnie nigdy nie zmieni, chciałabym tylko, żeby mi na to pozwolił, wiesz do czego zmierzam? - Nie wpatrywała się w kobietę, spojrzenie wbiła w stół, nie do końca była skora patrzyć teraz Ellie w oczy.
- Mam świadomość, że życie nie jest usłane różami, że jest skomplikowane, że nie dostaje się wszystkiego podanego do pracy, tylko jak można coś wypracować kiedy ktoś woli unikać konfrontacji? Jak? Nie da się tego zrobić. - Nie do końca potrafiła znaleźć rozwiązanie. Może miało dopiero nadejść, pojawić się, póki co jednak sytuacja wydawała się jej nieco patowa.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control