29.01.2026, 00:12 ✶
Dobra wiadomość była taka, że skoro Jessie również zauważył zmianę wystroju, to Electrze nic się nie uroiło. Natomiast zła wiadomość była taka, że ewidentnie działo się tutaj coś dziwnego. Prewettówna nie miała pojęcia, co mogło spowodować metamorfozę otoczenia, więc zaufała Kelly'emu i dała mu się poprowadzić (zresztą, zawsze mu ufała).
– Tak... Mam ją przygotować? – chłopak zachowywał się tak, jakby spodziewał się najgorszego. Czyżby ona też powinna się bać? Z drugiej strony musiała przyznać, że to nowe wnętrze o wiele bardziej wpasowywało się w jej gusta. Artystyczny nieład nie był Electrze straszny, zwłaszcza po tym jak spędziła trochę czasu pośród samozwańczej mugolskiej bohemy. Z ciekawością przyglądała się rozrzuconym winylom, zatrzymując wzrok na albumie, który był jej dobrze znany. A raczej byłby gdyby na okładce nie widniało imię Bavid Dowie. Co tu się działo do cholery?
– Nie, no chyba, że ktoś nas zatruł. – nie podejrzewała Hana, bo choć był on szalony, nigdy nie sprawiłby przyjaciołom takiego "żartu". Idąc za przykładem Kelly'ego również się uszczypnęła, ale oczywiście nic to nie dało. – Myślisz, że mogliśmy się przypadkowo telepor... – zanim skończyła wypowiedź, przerwał jej głos jakiegoś mężczyzny. Brzmiał on dziwnie znajomo, choć Electra mogłaby przysiąc, że pierwszy raz widziała osobę, do której należał. Dopiero dzięki słowom Jessiego zrozumiała, że stał przed nią nie kto inny jak Anthony Shafiq.
Szczęka Prewettówny opadła, a jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Twarz polityka w ciele kogoś, kto wyglądał jak ćpun, wydawała jej się czymś niesamowicie absurdalnym. Była zszokowana do tego stopnia, że nawet nie zarejestrowała kiedy padło jej nazwisko.
– Yyy... – nie miała pojęcia, co powinna odpowiedzieć. Shafiq (o ile to faktycznie był on) zachowywał się, jakby był gospodarzem a ich dwójka nieproszonymi gośćmi. W końcu wyrzuciła z siebie pierwsze słowa, które przyszły jej do głowy, bez zastanowienia się nad tym jak wybrzmią. – My... spaliśmy tutaj.
– Tak... Mam ją przygotować? – chłopak zachowywał się tak, jakby spodziewał się najgorszego. Czyżby ona też powinna się bać? Z drugiej strony musiała przyznać, że to nowe wnętrze o wiele bardziej wpasowywało się w jej gusta. Artystyczny nieład nie był Electrze straszny, zwłaszcza po tym jak spędziła trochę czasu pośród samozwańczej mugolskiej bohemy. Z ciekawością przyglądała się rozrzuconym winylom, zatrzymując wzrok na albumie, który był jej dobrze znany. A raczej byłby gdyby na okładce nie widniało imię Bavid Dowie. Co tu się działo do cholery?
– Nie, no chyba, że ktoś nas zatruł. – nie podejrzewała Hana, bo choć był on szalony, nigdy nie sprawiłby przyjaciołom takiego "żartu". Idąc za przykładem Kelly'ego również się uszczypnęła, ale oczywiście nic to nie dało. – Myślisz, że mogliśmy się przypadkowo telepor... – zanim skończyła wypowiedź, przerwał jej głos jakiegoś mężczyzny. Brzmiał on dziwnie znajomo, choć Electra mogłaby przysiąc, że pierwszy raz widziała osobę, do której należał. Dopiero dzięki słowom Jessiego zrozumiała, że stał przed nią nie kto inny jak Anthony Shafiq.
Szczęka Prewettówny opadła, a jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki. Twarz polityka w ciele kogoś, kto wyglądał jak ćpun, wydawała jej się czymś niesamowicie absurdalnym. Była zszokowana do tego stopnia, że nawet nie zarejestrowała kiedy padło jej nazwisko.
– Yyy... – nie miała pojęcia, co powinna odpowiedzieć. Shafiq (o ile to faktycznie był on) zachowywał się, jakby był gospodarzem a ich dwójka nieproszonymi gośćmi. W końcu wyrzuciła z siebie pierwsze słowa, które przyszły jej do głowy, bez zastanowienia się nad tym jak wybrzmią. – My... spaliśmy tutaj.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N