29.01.2026, 22:27 ✶
– Chodź szybciej po tego drinka, a potem go pij, musimy wracać na parkiet – oświadczył Christopher, mrużąc lekko oczy. Nie był zupełnym idiotą, domyślał się, że Victoria go po prostu prowokowała, a nie zarzucała, że naprawdę miał dość tańców, ale prowokacja całkiem nieźle działała, zwłaszcza że ledwo co Atreus zarzucał mu, że nie da rady tańczyć do rana i padnie w jakimś kącie. Jeśli szło o niego, był zdecydowany: będą ostatnią parą, która zejdzie z parkietu podczas tego balu i tą, o której potem będą mówić, że bawili się tutaj najlepiej, ot co.
Kusiło go, by zapytać o gęsi. Ach, jak go to kusiło. Powściągnął jednak język, bo nie był pewny, co takiego przydarzyło się Victorii, że zapragnęła kogoś zamordować: jeśli było to poważniejsze, to raczej nie nastąpił dobry moment na wyciąganie sprawy agresywnego drobiu.
– Na ukojenie morderczych chęci, tak myślę – stwierdził, wciąż się jej przypatrując i powstrzymując uśmiech, z jakim normalnie wypowiedział te słowa, na wypadek, gdyby mordercze chęci były szalenie uzasadnione, bo na przykład zaczepiał ją zbyt natarczywie pijany wujek. Obserwował więc Victorię, choć maska nie ułatwiała ocenienia sytuacji. – Ciężko mi sobie wyobrazić ciebie mordującą kogoś łopatą – przyznał uczciwie.
Z drugiej strony, ciężko mu było też wyobrazić ją uciekającą przed gęsią, która dziobie ją w miejsce, w którym plecy kończą swą szlachetną nazwę. Wciąż zastanawiał się, czy Atreus go tutaj wrabiał, czy powiedział prawdę (pewnie głównie dlatego, że ta wydała się mu najzabawniejsza).
– Wspólne przestępstwo? Nie mam pojęcia, o czym mówisz, panno Lestrange. Poczułem zwyczajnie nagłą chęć wykopania głębokiego dołu w Maida Valen. Ale liczę oczywiście, że to może poczekać, bo obiecałem ci tańce do białego rana, będzie to ciężkie u boku łopaty – westchnął obłudnie, czekając z dużą cierpliwością, aż Victoria zdecyduje, czy chce drinka, czy owoce w czekoladzie. Chociaż na jej miejscu pewnie po prostu zdecydowałby się na oba, bo niby czemu miałaby się ograniczać i to podczas balu, gdzie mieli się dobrze bawić? – Ktoś ci się naprzykrzał, Victorio? – spytał wprost. – Czy może w łazience usłyszałaś jakieś dziwne plotki?
Tych po sali krążyło naprawdę wiele i mógł sobie wyobrazić przynajmniej kilka, które zdenerwowałyby pannę Lestrange.
Kusiło go, by zapytać o gęsi. Ach, jak go to kusiło. Powściągnął jednak język, bo nie był pewny, co takiego przydarzyło się Victorii, że zapragnęła kogoś zamordować: jeśli było to poważniejsze, to raczej nie nastąpił dobry moment na wyciąganie sprawy agresywnego drobiu.
– Na ukojenie morderczych chęci, tak myślę – stwierdził, wciąż się jej przypatrując i powstrzymując uśmiech, z jakim normalnie wypowiedział te słowa, na wypadek, gdyby mordercze chęci były szalenie uzasadnione, bo na przykład zaczepiał ją zbyt natarczywie pijany wujek. Obserwował więc Victorię, choć maska nie ułatwiała ocenienia sytuacji. – Ciężko mi sobie wyobrazić ciebie mordującą kogoś łopatą – przyznał uczciwie.
Z drugiej strony, ciężko mu było też wyobrazić ją uciekającą przed gęsią, która dziobie ją w miejsce, w którym plecy kończą swą szlachetną nazwę. Wciąż zastanawiał się, czy Atreus go tutaj wrabiał, czy powiedział prawdę (pewnie głównie dlatego, że ta wydała się mu najzabawniejsza).
– Wspólne przestępstwo? Nie mam pojęcia, o czym mówisz, panno Lestrange. Poczułem zwyczajnie nagłą chęć wykopania głębokiego dołu w Maida Valen. Ale liczę oczywiście, że to może poczekać, bo obiecałem ci tańce do białego rana, będzie to ciężkie u boku łopaty – westchnął obłudnie, czekając z dużą cierpliwością, aż Victoria zdecyduje, czy chce drinka, czy owoce w czekoladzie. Chociaż na jej miejscu pewnie po prostu zdecydowałby się na oba, bo niby czemu miałaby się ograniczać i to podczas balu, gdzie mieli się dobrze bawić? – Ktoś ci się naprzykrzał, Victorio? – spytał wprost. – Czy może w łazience usłyszałaś jakieś dziwne plotki?
Tych po sali krążyło naprawdę wiele i mógł sobie wyobrazić przynajmniej kilka, które zdenerwowałyby pannę Lestrange.