30.01.2026, 19:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2026, 19:16 przez Christopher Rosier.)
– Pomyślę nad tym, gdy będziemy przygotowywać kolekcję wiosenną – odparł Christopher, tym razem ani trochę na poważnie, bo jeszcze nie oszalał, aby wysyłać na wybieg modelkę z łopatą. Wprawdzie słyszał, że niektórzy projektanci lubili takie rzeczy, ale on sam trzymał się klasyki. Choć teraz do głowy mu przyszło, że po tych całych pożarach furorę wśród czystokrwistych mogłaby zrobić seria odzieży „bądź modny i bezpieczny”, czyli ubrania odporne na ogień, odbijające zaklęcia i tym podobne…
– Zaczynam się zastanawiać, czy to jakiś test? Jeśli tak, nie otrzymałem zakresu materiału – stwierdził, choć w jego tonie brakowało pretensji, raczej uznał, że to chyba dobra pora na wyrażenie pewnego zdziwienia zestawem pytań. Żywił nadzieję, że Victoria nie oczekuje, że pójdą do niehigienicznej budy z jedzeniem. Była ładna, była inteligentna, miała jakieś zainteresowania, dało się z nią pogadać, bywała nawet zabawna, choć może nie widać było tego na pierwszy rzut oka i przede wszystkim: miała styl. Ale chociaż Christopher przeżyłby nawet odwiedziny w jakiejś mugolskiej knajpie i może poświęciłby się nawet na jakiś piknik na łonie przyrody, to jednak wizja ulicznego jedzenia z miejsc, które „nie spełniały wymogów higieny” ergo były po prostu brudne sprawiało, że Rosier trochę wzdrygał się wewnętrznie. Chyba jeśli więc ciągnęło ją bardzo do takich miejsc to byli trochę niekompatybilni. Czy stołówka w Ministerstwie Magii była naprawdę tak zła, jak w najczarniejszych opowieściach jego kolegów i na zawsze spaczyła Victorię Lestrange…?
– Powiedziałbym… że to raczej nie jest miejsce, do którego zabiera się damę – uzupełnił, odpowiadając na jej pytanie, gdy piła drinka, a potem otoczył ich zapach lawendy. – Muszę też przyznać, że nie byłoby moim pierwszym wyborem, kiedy sam szukałbym jakiegoś miejsca do kupienia sobie czegoś do jedzenia. Na Pokątnej chyba w ogóle nie ma takich miejsc…?
Bywały tam oczywiście różne miejsca i stoiska, ale nie przypominał sobie takiego o absolutnie strasznych warunkach. Oby mówiła o mugolskim Londynie, a nie o Nokturnie. Rosier po prawdzie był trochę klasistą. I to nawet ciut mniej wobec mugoli niż wobec niektórych czarodziejów, bo mugole... mugolami nie musiałeś się przejmować, byli daleko, nieszkodliwi, i nie wpychali się tam, gdzie się ich nie chciało.
Merlinie, oby Victoria nie chciała, żeby zabrał ją na Nokturn.
– Zaczynam się zastanawiać, czy to jakiś test? Jeśli tak, nie otrzymałem zakresu materiału – stwierdził, choć w jego tonie brakowało pretensji, raczej uznał, że to chyba dobra pora na wyrażenie pewnego zdziwienia zestawem pytań. Żywił nadzieję, że Victoria nie oczekuje, że pójdą do niehigienicznej budy z jedzeniem. Była ładna, była inteligentna, miała jakieś zainteresowania, dało się z nią pogadać, bywała nawet zabawna, choć może nie widać było tego na pierwszy rzut oka i przede wszystkim: miała styl. Ale chociaż Christopher przeżyłby nawet odwiedziny w jakiejś mugolskiej knajpie i może poświęciłby się nawet na jakiś piknik na łonie przyrody, to jednak wizja ulicznego jedzenia z miejsc, które „nie spełniały wymogów higieny” ergo były po prostu brudne sprawiało, że Rosier trochę wzdrygał się wewnętrznie. Chyba jeśli więc ciągnęło ją bardzo do takich miejsc to byli trochę niekompatybilni. Czy stołówka w Ministerstwie Magii była naprawdę tak zła, jak w najczarniejszych opowieściach jego kolegów i na zawsze spaczyła Victorię Lestrange…?
– Powiedziałbym… że to raczej nie jest miejsce, do którego zabiera się damę – uzupełnił, odpowiadając na jej pytanie, gdy piła drinka, a potem otoczył ich zapach lawendy. – Muszę też przyznać, że nie byłoby moim pierwszym wyborem, kiedy sam szukałbym jakiegoś miejsca do kupienia sobie czegoś do jedzenia. Na Pokątnej chyba w ogóle nie ma takich miejsc…?
Bywały tam oczywiście różne miejsca i stoiska, ale nie przypominał sobie takiego o absolutnie strasznych warunkach. Oby mówiła o mugolskim Londynie, a nie o Nokturnie. Rosier po prawdzie był trochę klasistą. I to nawet ciut mniej wobec mugoli niż wobec niektórych czarodziejów, bo mugole... mugolami nie musiałeś się przejmować, byli daleko, nieszkodliwi, i nie wpychali się tam, gdzie się ich nie chciało.
Merlinie, oby Victoria nie chciała, żeby zabrał ją na Nokturn.