Pojawiła się w tym miejscu chociaż nie powinna. Wepchnęła się do tego przedziału, chociaż podobne do tej podróże powinny odbywać się w pojedynkę. Wiedziała, że dało się wyczuć to, że jej obecność w tym miejscu jest niewłaściwa. Nieszczególnie się jednak tym przejmowała, wręcz przeciwnie, jej postawa świadczyła o tym, że uważała, iż pasuje do tej przestrzeni. Próbowała oszukać otoczenie i siebie samą, choć marny był z niej kłamca. Nie miała jednak innego wyjścia, nie w tej chwili, od której zależało wszystko. Wybrała rozwiązanie, które wydawało się jej być najbardziej właściwym, nie potrafiła znaleźć innego rozwiązania, na pewno nie zamierzała dopuścić do tego, aby dotarł do końca tej drogi, na to było jeszcze zbyt wcześnie. Nie wiedziała w którym momencie powinna powiedzieć dlaczego się tutaj znalazła, czy w ogóle powinna o tym mówić? Pewnie dowie się w trakcie, wymyśli coś wraz z rozwojem sytuacji, póki co starała się udowodnić, że pasuje, że to właśnie tutaj ma w tej chwili się znajdować, to też nie było łatwe, ale nie należała do osób, które uważały, że zawsze musi być prosto. Niektóre rzeczy wymagały dość mocnego zaangażowania, to była jedna z takich rzeczy.
Dostrzegła jego unoszącą się brew, oczywiście, że zamierzał łapać ją za słowa, za zdania i negować ich sens. To nie powinno jej dziwić, nie był to przecież pierwszy raz. Musiała wrócić do momentu, w którym toczyli ze sobą słowne walki, chociaż ostatnio nieco wypadła z rytmu, bo nie musiała, aż tak się na tym skupiać, to jednak nie powinno być dla niej problemem, radziła sobie z nim w przeszłości, musiała poradzić i teraz.
- Fakt, zawsze znajdzie się powód do zmartwień, chodziło mi jednak o ten jeden, to znaczy moje pozostanie w tym przedziale, ale to już jest za nami. - To znaczy było za nią, za nim pewnie nie, bo widziała po jego twarzy, że nadal najchętniej wyrzuciłby ją za drzwi, jednak nie zrobił tego od razu, teraz wdawał się z nią w tę dziwną konwersację, nie sądziła, że znajdzie się za drzwiami w przeciągu najbliższych kilku minut, a to już będzie coś. Kilka minut to więcej niż kilka sekund, więc nie szło jej tak źle, jak mogło się wydawać.
- Za krótko się znamy, żeby mieć wspólne przyzwyczajenia, nieprawdaż? - Uniosła nieco brew, próbował się od niej dystansować, nie do końca uważała, że droga powinna tędy prowadzić, ale skoro ta sytuacja toczyła się w ten sposób, to po prostu się do niej dostosowywała, przynajmniej jak na razie. Musiała sobie radzić z tym, co jej dawał, nie miała za bardzo innych możliwości.
- Ocean, ocean będzie właściwszą miarą w tym przypadku. - Skoro chciał podkreślić, jak wielka to była odległość od tych dwóch przypadków, to lepiej, aby wybrał ocean, oceany były większe, głębsze, bardziej pasowały do tego, co chciał jej uświadomić. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie do końca pogodził się z tym, że tutaj została, że była trochę jak drzazga, której trudno było się już pozbyć, kiedy wlazła w skórę.
- Czy ja wiem, ludzie którzy wszystko dokładnie planują zdają sobie sprawę z tego, że zawsze może pojawić się zmienna, która spowoduje, że żaden z ich planów nie wypali. Nie da się przygotować na każdą ewentualność, ale jednak plany awaryjne powodują, że mniej rzeczy może zaskoczyć. W ostateczności pozostaje improwizacja. - Której sama ona nie znosiła, ale wiedziała, że czasem nie dało się postępować inaczej. Zresztą ku swojemu niezadowoleniu właśnie w tej chwili to robiła, musiała działać instynktownie, próbować jakoś odnaleźć się w sytuacji w której się znaleźli.
- Nie doceniasz mnie, moje plany często zahaczają o dalsze litery alfabetu, staram się analizować wszystkie możliwości. - Cztery plany awaryjne? To mało, musiała być przygotowana na więcej, dużo więcej, chociaż jak widać to też nie wystarczało. Kończyło się na improwizacji.
- Tak myślisz? Ignorancja nie martwi mnie jakoś specjalnie, mogło być gorzej, zakładałam jeszcze inne scenariusze. - Ignorowanie jej osoby nie było najbardziej problematycznym z nich, wbrew temu co mówił brała to pod uwagę, szczególnie po tym jak zareagował na jej obecność w tym miejscu. Wiedziała, że trudno było go do siebie przekonać, nie był szczególnie przyjemną w obyciu osobą, zwłaszcza dla obcych, a ona teraz była dla niego obca, co od razu sugerowało, że będzie musiała być gotowa na ignorancję.
- Jestem wyjątkowo spostrzegawcza, to fakt. - Weszła mu słowo, chociaż chyba nie musiała tego robić, bo sam próbował to zasugerować, postanowiła więc to potwierdzić, nie było w tym skromności, ale akurat w tym przypadku nie uważała, że powinna być skromna. - Być może to trochę bezczelne, ale mam pewne przeczucie, które rzadko kiedy się myli, jasne, hipoteza może być błędna, chociaż w to wątpię. Znam się na ludziach. - Wcale nie uważała, że było to bezczelne, wręcz przeciwnie. Zresztą w końcu zamierzała mu powiedzieć o tym, że go znała, znała lepiej niż kogokolwiek innego, wiedziała, jakie miał tendencje, wiedziała w jaki sposób działał, tak samo jak on zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądało to w jej przypadku. Póki co jednak nie skupiła się na tym, nie wywalił jej z przedziału, chociaż było blisko, mogli dalej ciągnąć tę rozmowę.
- Nie? A szkoda, myślałam, że mnie rozgryzłeś. - Na pewno udałoby się jej go fizycznie skrzywdzić, to było bardzo, ale to bardzo prawdopodobne, pewnie zdążyłby ją zdeptać, gdyby tylko wstała. - Niestety od bałaganu dużo bardziej cenię sobie porządek, więc to nie jest do końca prawdopodobne, chociaż w sumie dobrze wiedzieć o tym, że widzisz we mnie jakiekolwiek zagrożenie. To łechta moje ego. - Doceniał przeciwnika, jaki by nie był. Najczęściej mimo wszystko spotykała się z lekceważeniem swojej osoby, z racji na te dość małe gabaryty i to, że nie wyglądała na kogoś, kto mógłby kogoś skrzywdzić. On wiedział, że pod tą aparycją mogło się kryć coś więcej. Nie powinno jej to dziwić, podszedł do tego całkiem instynktownie, nie miała pojęcia ile właściwie kojarzył, ale zostały w nim te naleciałości związane z doświadczeniem życiowym.
- Tak, ten pociąg jest wyjątkowy. Nie mam co do tego wątpliwości. - Uniosła spojrzenie i zaczęła spoglądać mu w oczy. Ten pociąg był wyjątkowy, chociaż cholernie jej się to nie podobało. Nie powinni w tej chwili się w nim znajdować, a jednak trafili do tego miejsca, przechodzili przez to wszystko. To nie był czas na takie podróże, ledwie się znowu odnaleźli, a znowu musieli walczyć o przetrwanie, uważała to za niesprawiedliwe, ale to niczego nie zmieniało. Musieli jakoś stąd uciec.
- Zdecyduj się więc, co jest Ci bardziej na rękę, rozmowa, czy milczenie, co będzie mniej wygodne. - Nie wydawało się, aby wśród jej propozycji znajdował się dobry wybór, nie dla niego. Ustalili już przecież, że nie miał ochoty na towarzystwo, a i tak nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, została tutaj mimo tego niezbyt przyjemnego nastawienia i już raczej nic jej stąd nie wykurzy.
- Możesz zakładać, co chcesz, zresztą prędzej, czy później się przekonasz, co kryją się pod tymi dużymi słowami, kłamstwa, czy prawda zawsze wychodzą na jaw. - Tak naprawdę niewiele je od siebie różniło, jakby się nad tym głębiej zastanowić.
- Nadal nie znaczy, chociaż wolę słowo jeszcze, jeszcze nie znaczy, wszystko może się zmienić. - Starała się podchodzić do tego jak najbardziej optymistycznie, chociaż nie było to takie proste. Widziała, że naprawdę nie chciał jej tutaj, to, że aktualnie udało jej się usiąść i jechać z nim dalej było drobnym cudem.
- Wiem, o tym, każdy jest panem swojego losu, to bardziej w Twoim stylu, akceptuję to podejście, chociaż nie zmienia to faktu, że różni się od mojego, ale to właśnie jest piękne, każdy może mieć swoje zdanie. - Dyskutowali o tym wiele razy, to się nie zmieniło, nadal byli po zupełnie różnej stronie. - To zależy od sytuacji, czasem wystarczy sama obecność, aby coś wywołać. - Kontynuowała, chociaż przecież wiedziała, że to nie miało zbyt wielkiego sensu, nigdy nie miało, a i tak zawsze brnęła dalej.
- Masz bardzo mocno negatywny stosunek do ludzi, dlaczego od razu zakładasz to, co najgorsze? - Przyglądała mu się uważnie, nie musiała o to pytać, ale jednak zachowywała się, jak ktoś zupełnie obcy, kto nie miał pojęcia skąd mogło się to wziąć. - To trochę krzywdzące, bo przecież nigdy nie wiesz z kim masz do czynienia. - Jasne, dzięki zakładaniu najgorszego mógł uniknąć rozczarowań, ale one wcale nie musiały się pojawić.
- Pozwolisz, że to ja będę decydować o tym, co jest dla mnie najlepsze. Tak już mam, nie ma co się nad tym zastanawiać i drążyć. Prosta sprawa. - Miała pewne tendencje, to było prawdą, jednak nigdy się na tym specjalnie nie skupiała, zresztą nie znalazła się tutaj po to, żeby o tym dyskutować, to nie ją i jej podejściem mieli się zajmować podczas tej podróży, nie było na to czasu. - Mam swoje własne jazdy, ale wynikają z czegoś zupełnie innego. - To nie tak, że mogła ich mieć więcej, czyż nie? Nie brała w ogóle tego pod uwagę. Zawsze starała się być jak najmniej inwazyjna, jak najbardziej delikatna, nie wzbudzać zbyt wielu emocji, bo tak było prościej. Od zawsze też brała winę na siebie za każdą nie do końca udaną rozmowę, czy konfrontację.
- Nie muszą przechodzić przez moje ręce, to nie jest istotne, ważne, że mogę jakoś na nie wpłynąć, zareagować. - Pomóc. To przychodziło jej całkiem naturalnie, a że przez to zdarzało jej się znajdować w sytuacjach, które nie były dla niej komfortowe? To trudno, jakoś miała sobie z tym poradzić, zawsze sobie przecież radziła, umiała przetrwać wszystko.
Odetchnęła głęboko. Trafiał w sedno. Jak niby miała mu wytłumaczyć, że obawiała się, że to jest zbyt kruche, że bała się, że jedno nieodpowiednie słowo spowoduje, że się jej stąd pozbędzie, a nie mogła sobie na to pozwolić w tej chwili, musiała tutaj zostać, musiała jakoś wyciągnąć ich z tego pociągu. To nie było takie proste, musiała się pilnować, nie doprowadzać do niepotrzebnych konfrontacji.
- Trzeba wiedzieć kiedy można sobie pozwolić na mrożenie spojrzeniem, czasem warto jest się wycofać i zmienić podejście, szczególnie wtedy gdy jeden błąd może spowodować naprawdę spore szkody. - Nie przeszła do sedna, jeszcze nie, wypadało jednak jakoś wytłumaczyć zmianę w swoim zachowaniu, wyłapał to przecież, przyniosło to pytania, na które nie do końca mogła mu udzielić odpowiedzi. Naprawdę wiele by dała, żeby się w końcu stąd wydostali.
- Warto mierzyć siły na zamiary, nie zawsze demony muszą być demonami, nie zawsze trzeba walczyć, czasem lepiej jest zejść z tonu, pogodzić się z tym, że nie tędy droga. Trzeba być elastycznym, dostosowywać się do sytuacji. - Nie wydawało jej się, aby musiała mówić więcej. Nie uważała, że było coś złego w jej podejściu, zresztą stąpała po naprawdę kruchym lodzie i każdy, nawet najdrobniejszy błąd mógł kosztować ją wiele.
Nie miała pojęcia dlaczego sam nakłaniał ją do tego, żeby wróciła do tego bardziej walecznego podejścia, skąd mu się to wzięło, jeszcze przed chwilą chciał się jej stąd pozbyć. To trochę mieszało jej w głowie, bo nie miała pojęcia, czego jeszcze może się spodziewać po tej rozmowie. Nie znosiła takich sytuacji.
- Nie obchodzi mnie co robią ludzie, nigdy nie obchodziło, zresztą nie wydaje mi się, że sama waluta świadczy o tym, jak to wygląda z mojej strony. - Nie obiecywała mu niczego wielkiego, ewentualne rozczarowanie więc też byłoby raczej bardzo delikatne. Mógł zadecydować, czy jej uwierzy, czy nie, okaże się, czy jest jak wszyscy inni, czy również rzucała słowa na wiatr.
Wycofała się, kiedy dotarło do niej, co mógł zrobić drobny gest. Ponownie próbowała wtopić się w tło, kuliła się w sobie, jakby starała się być jak najmniej widoczna, łatwo jej to przychodziło, bo od lat postępowała w ten sposób. Potrafiła znikać, kiedy wymagała tego sytuacja, tylko, że tutaj też nie miała na to zbyt wiele przestrzeni.
- Jest tak dlaczego? bo tak sobie założyłeś? Naprawdę sądzisz, że to jest argument? Chodzi o to, że tak jest? - Nie wątpiła w to, że zdawał sobie sprawę z tego, jak to brzmiało, jeszcze chwilę wcześniej sam negował jej argumenty na podobnym poziomie, a teraz sam z nich korzystał. - Tak to nie działa, to, że siedziałeś tu sam, zanim się pojawiłam nie oznacza, że ten przedział jest Twoją własnością. Wyobrażasz sobie, że każdy ma takie podejście. Wsiada do pierwszego, lepszego pociągu i uznaje jego część za swoją własność, bo znalazł się tam pierwszy? - To brzmiało irracjonalnie i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, nawet przez moment w to nie wątpiła, jego argumenty nie były szczególnie przekonujące.
Później zaczęła mówić, no starała się przekazać z grubsza to, co miała mu do przekazania, nie sięgała jeszcze po żadne konkrety, bardziej błądziła między słowami, rzucając sugestie, bo nie wiedziała na ile może sobie pozwolić, a ciągle nie zamierzała mu w żaden sposób zaszkodzić, nie chciała, żeby coś się spieprzyło przez to, że znalazła się w tym miejscu, że wlazła do niego ze swoimi buciorami. Była więc ciągle nieco ostrożna, ale nie mogła wiecznie zwlekać, musiała zacząć robić coś, kto właściwie wiedział ile mieli mieć czasu, jak długo jeszcze ten pociąg, czy tam prom miał zamiar jechać.
Dostrzegała jego spojrzenie, czuła je na sobie, doskonale wiedziała, jak zareaguje na jej słowa. Nawet przez moment nie sądziła, że je zaakceptuje, czy przystanie na jej propozycję, w końcu tak naprawdę niczego mu nie wytłumaczyła, póki co próbowała mu przekazać, że nigdzie się bez niego nie wybiera i ich los został ze sobą powiązany. Sama pewnie nie uwierzyłaby w swoje słowa, bo przecież nie miała dla niego żadnych dowodów.
- Tym razem mam gdzieś Twoją sprawczość, swoje już dzisiaj zrobiłeś, jeśli mówię, że coś musi się stać, to tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia, nie mam w zwyczaju narzucać nikomu tego, co ma robić, bywają jednak sytuacje, w których nie da się inaczej, to jest właśnie ten moment. - Nie sądziła, aby jej słowa miały mieć na niego jakikolwiek wpływ, wiedziała, że to musi mogło go bardzo wkurzyć, że postara się udowodnić jej swoje racje robiąc coś zupełnie przeciwnego, bo przecież nic nie musiał, był panem swojego losu, robił to na co miał ochotę i cholera jasna w tej chwili naprawdę denerwowało ją to podejście. Powinna nieco bardziej na niego wpłynąć, wypadało, aby wreszcie dotarło do niego, gdzie właściwie się znajduje, dokąd zmierza, może wtedy stwierdzi, że faktycznie musi stąd wysiąść, może to będzie bodźcem silniejszym od tego, co mu do tej pory powiedziała.
- Nie przestanę, już nie. - Na to było zbyt późno, teraz nie miała wyboru, potrzebowała jakoś go obudzić, jakoś do niego dotrzeć, miała nadzieję, że nie skrzywdzi go tym za bardzo, nie wiedziała bowiem, czego tak naprawdę powinna się spodziewać, jaki wpływ na niego miało to, że znalazła się w tej przestrzeni, która miała należeć tylko do niego? Dowiedzą się tego, kiedy wreszcie opuszczą to miejsce, liczyła na to, że powoli zbliżają się do tego momentu. Nie było już odwrotu, musiała mówić dalej.
- Nie powinieneś tu wsiadać, wiem, że byłeś zmęczony, ale to nie było rozwiązaniem. Zbyt szybko oswoiłeś się z tą myślą, nie walczyłeś, po prostu to zaakceptowałeś, nie działasz w ten sposób. Nie możesz jechać dalej, bo to nie jest bezpieczne, ta podróż to droga bez powrotu. Nie wsiada się do takich pociągów. - Mówiła szybko, nie do końca było to dla niej typowe, ale obawiała się, że kończy im się czas, a na to nie mogła pozwolić. Zacisnęła dłonie na swoich kolanach, zupełnie nieświadomie, zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że był to moment, który był odpowiedzialny za to, co będzie dalej, a nie czuła, aby miała jakąś szczególną siłę przebicia, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że od samego początku źle do tego podeszła, najgorsze było to, że to była jedna, jedyna szansa, nie miało być następnych. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby teraz to wszystko spierdoliła.
- Nie wiem, co jest na końcu tej trasy. - Nie miała pojęcia o tym, co znajdowało się za zasłoną, nie wiedziała, gdzie mogą wylądować, nie miała pewności co czeka na nich po śmierci. Było wiele możliwości, naprawdę wiele.
- Nie pozwolę Ci dotrzeć do końca samemu. - Nie do końca wiedziała w jaki sposób powinna się tym z nim podzielić, odetchnęła ciężko, głęboko, nie było już zbyt wiele czasu na żadne negocjacje.
- Nie możesz mnie zostawić, nie chcę zostać sama, już nie, to samolubne, ale nie możesz tego zrobić beze mnie. Jeśli faktycznie postanowisz jechać dalej, to jadę z Tobą, razem znajdziemy się po drugiej stronie. - Były dwie możliwości, albo razem postanowią wysiąść, albo wyruszą w dalszą podróż. - To zależy od Ciebie, albo wysiądziesz, a ja z Tobą, albo tu zostaniemy, też razem, masz wybór, chociaż wolałabym wysiąść, ale to nie zależy ode mnie. - To nie była przecież jej podróż, ona znalazła się tu zupełnie przypadkiem, była intruzem, który komplikował to wszystko, chociaż nie zamierzała za to przepraszać. - Czego byś nie zrobił to podążę za Tobą, tylko zastanów się nad tym, czy naprawdę chcesz skończyć tę podróż, nie będzie już odwrotu, nie będzie innej możliwości, wszystko się skończy. - Być może zacznie, tego jednak nie mogła być pewna, więc wolała pozostać przy tym, co było jej znane, przy życiu. - Kiedyś wrócisz do tego pociągu, dokończysz podróż, ale to nie jest na to czas, zastanów się, pomyśl ile jeszcze przed Tobą, ile masz do zrobienia. - Próbowała być przekonująca, ale nie wiedziała, czy jej słowa mają jakikolwiek sens, być może powinna mówić wprost, ale nie do końca była w stanie oznajmić mu, że właśnie umierał, niby proste słowa, ale nie chciały jej przejść przez gardło, bo nie mogła się z tym pogodzić, zresztą nie bez powodu się tutaj znalazła. Nie akceptowała tego wcale.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control