01.02.2026, 16:19 ✶
Barowe stołki pewnie celowo robili takie niewygodne. Gdy siedzenie gniotło w dupę, łatwo było zapomnieć o tym, że ma się w niej kija. A Lorraine, jak to wszystkie wysoko urodzone damy, miała czasem strasznego kija w dupie. Usłyszawszy słowo "cipka" na salonach, pewnie uniosłaby delikatnie brwi, zażenowana, że używa się przy niej tak obscenicznego języka. Ale w codziennym życiu? Nie drgnęła jej nawet powieka. Spotykała się z tak wieloma tak różnymi ludźmi. Chociaż sama dbała o zachowywanie odpowiedniego decorum niezależnie od tego, z kim by nie rozmawiała, nie wymagała tego od innych, jeżeli traktowana była z szacunkiem.
"To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu."
Nachyliła się nieco bliżej nieznajomej, jak gdyby chciała zdradzić jej jaki sekret. Przysłoniła nawet usta dłonią, żeby z ruchu warg nie dało się wyczytać tego, co chciała szepnąć nad uchem blondynki.
– Njord może mi... – ...chuja possać, uśmiechnęła się Lorraine, nie kończąc jednak wypowiedzianego na głos zdania. Jak gdyby nigdy nic odsunęła się od nieznajomej, sadowiąc się na barowym stołku tuż obok. Zanim kontynuowały rozmowę, Lorraine przewróciła wymownie oczami, tłumiąc wstydliwy chichot, jak przystało na szlachetną panienkę przyłapaną na braku powściągliwości. Na głos w życiu nie odważyłaby się powiedzieć niczego aż tak niestosownego. Umiała przecież dostosować swoje zachowanie odpowiednio do sytuacji... Umiała też balansować na granicy ogłady, której wrażenie zaraz odzyskała. Bo przecież nikt normalny nie siedział przy barze tak sztywno wyprostowanym jak ona. A już na pewno nikt nie odchylał małego paluszka jakby ujmował filiżankę z drogocennego kompletu babci, gdy pił grzańca z nieforemnej szklanicy. Jeżeli nie zdradziłby jej akcent, zawsze zrobiłby to manieryzmy.
– Pewna jestem, że przynajmniej Loki by się nie obraził – odpowiedziała gładko, już w normalnym rejestrze głosu. – A bożkowie chaosu należą zwykle do moich ulubieńców, jeżeli już mówimy o mitologii. – Sugestia była zawoalowana, ale łatwa do odczytania dla kogoś, kto miał wiedzę na temat mitologii nordyckiej. Urd z pewnością takową posiadała, a Lorraine, choć niespecjalnie kojarzyła pomniejsze postacie (i, poza domysłami, nie miała pojęcia, kim jest w ogóle cały ten Njord), znała co popularniejsze mity. A do takowych z pewnością należała opowieść o bożku Lokim, który został przemieniony w kobietę! Lorraine nie pamiętała nawet, czy przeczytała gdzieś o tym sama, czy może zostało jej to opowiedzianym przez Baldwina. A może to był Oleander, który, podobnie jak nordycki bożek, mógł pochwalić się burzą rudokasztanowych kędziorów? Nieważne, pomyślała Lorraine. Przybrała nawet na twarz swój delikatnie ugładzony, niewinnie dziewczęcy uśmiech, jak gdyby wcale nie dyskutowały właśnie o genitaliach bogów.
– Za chaos – dodała rozbawiona pówila, wznosząc toast, gdy tylko karczmarz podał jej towarzyszce zamówioną herbatkę.
Upiła drobny łyczek postawionego przed nią grzańca, przyglądając się siedzącej obok Urd. Jej nowa znajoma miała w oczach ten połyskliwy czar spirytu, który w niewielkich ilościach ślicznie szklił spojrzenie i wygładzał mowę. Prowokował, aby słodki chichot, który gnieździł się w piersi, rozlewał się wokół, czyniąc świat lepszym, piękniejszym, zabawniejszym... W większych ilościach rozlewał się też niezdrowym rumieńcem na nos i policzki. Rozlewał się na ubranie i na podłogę, lepiąc się potem obrzydliwie. Zlepiał słowa na wargach w sepleniące bezeceństwa, które wydostawały się na zewnątrz wraz z wymiocinami. Świat nie mógł stać się gorszym, gdy dzięki alkoholowi nie było się wystarczająco przytomnym, by tego świata doświadczyć. Znając wszystkie stadia upojenia alkoholowego, Lorraine nie przepadała za napojami procentowymi. Nie przeszło jej nawet przez myśl picie wina mszalnego, dlatego roześmiała się, słysząc nieoczekiwany komentarz Urd.
– Lorraine Malfoy. – Uśmiech stał się szerszym. – Nie zbawiam zbłąkanych dusz, żeby móc być nazywaną dobrodziejką, przepadam jednak za śpiewem i dobrą zabawą. Gdy tylko jest to w mojej gestii, wynagradzam więc muzyków, którzy zapewniają i jedno, i drugie. Wszyscy o nich zapominają. Jestem pianistką, wiem coś o tym. Postawiłabym im kolejkę, gdybym miała więcej w sakiewce... – Lorraine skinęła głową w stronę strojących instrumenty muzyków. – ...Ale coś czuję, że długa jeszcze noc przed nimi. Znam zresztą basistę, i wiem, że ma słabą głowę. Wolałam więc dodać animuszu tobie, gdy tak nieśmiało nuciłaś pod noskiem. Skąd przywiozłaś swoje piosenki? Bo ty tutejsza na pewno nie jesteś.
"To by musiał być sam Njord, ale jakbyś mu powiedziała, że ma cipkę, to by zupełnie osiwiał z obrazy swego morskiego majestatu."
Nachyliła się nieco bliżej nieznajomej, jak gdyby chciała zdradzić jej jaki sekret. Przysłoniła nawet usta dłonią, żeby z ruchu warg nie dało się wyczytać tego, co chciała szepnąć nad uchem blondynki.
– Njord może mi... – ...chuja possać, uśmiechnęła się Lorraine, nie kończąc jednak wypowiedzianego na głos zdania. Jak gdyby nigdy nic odsunęła się od nieznajomej, sadowiąc się na barowym stołku tuż obok. Zanim kontynuowały rozmowę, Lorraine przewróciła wymownie oczami, tłumiąc wstydliwy chichot, jak przystało na szlachetną panienkę przyłapaną na braku powściągliwości. Na głos w życiu nie odważyłaby się powiedzieć niczego aż tak niestosownego. Umiała przecież dostosować swoje zachowanie odpowiednio do sytuacji... Umiała też balansować na granicy ogłady, której wrażenie zaraz odzyskała. Bo przecież nikt normalny nie siedział przy barze tak sztywno wyprostowanym jak ona. A już na pewno nikt nie odchylał małego paluszka jakby ujmował filiżankę z drogocennego kompletu babci, gdy pił grzańca z nieforemnej szklanicy. Jeżeli nie zdradziłby jej akcent, zawsze zrobiłby to manieryzmy.
– Pewna jestem, że przynajmniej Loki by się nie obraził – odpowiedziała gładko, już w normalnym rejestrze głosu. – A bożkowie chaosu należą zwykle do moich ulubieńców, jeżeli już mówimy o mitologii. – Sugestia była zawoalowana, ale łatwa do odczytania dla kogoś, kto miał wiedzę na temat mitologii nordyckiej. Urd z pewnością takową posiadała, a Lorraine, choć niespecjalnie kojarzyła pomniejsze postacie (i, poza domysłami, nie miała pojęcia, kim jest w ogóle cały ten Njord), znała co popularniejsze mity. A do takowych z pewnością należała opowieść o bożku Lokim, który został przemieniony w kobietę! Lorraine nie pamiętała nawet, czy przeczytała gdzieś o tym sama, czy może zostało jej to opowiedzianym przez Baldwina. A może to był Oleander, który, podobnie jak nordycki bożek, mógł pochwalić się burzą rudokasztanowych kędziorów? Nieważne, pomyślała Lorraine. Przybrała nawet na twarz swój delikatnie ugładzony, niewinnie dziewczęcy uśmiech, jak gdyby wcale nie dyskutowały właśnie o genitaliach bogów.
– Za chaos – dodała rozbawiona pówila, wznosząc toast, gdy tylko karczmarz podał jej towarzyszce zamówioną herbatkę.
Upiła drobny łyczek postawionego przed nią grzańca, przyglądając się siedzącej obok Urd. Jej nowa znajoma miała w oczach ten połyskliwy czar spirytu, który w niewielkich ilościach ślicznie szklił spojrzenie i wygładzał mowę. Prowokował, aby słodki chichot, który gnieździł się w piersi, rozlewał się wokół, czyniąc świat lepszym, piękniejszym, zabawniejszym... W większych ilościach rozlewał się też niezdrowym rumieńcem na nos i policzki. Rozlewał się na ubranie i na podłogę, lepiąc się potem obrzydliwie. Zlepiał słowa na wargach w sepleniące bezeceństwa, które wydostawały się na zewnątrz wraz z wymiocinami. Świat nie mógł stać się gorszym, gdy dzięki alkoholowi nie było się wystarczająco przytomnym, by tego świata doświadczyć. Znając wszystkie stadia upojenia alkoholowego, Lorraine nie przepadała za napojami procentowymi. Nie przeszło jej nawet przez myśl picie wina mszalnego, dlatego roześmiała się, słysząc nieoczekiwany komentarz Urd.
– Lorraine Malfoy. – Uśmiech stał się szerszym. – Nie zbawiam zbłąkanych dusz, żeby móc być nazywaną dobrodziejką, przepadam jednak za śpiewem i dobrą zabawą. Gdy tylko jest to w mojej gestii, wynagradzam więc muzyków, którzy zapewniają i jedno, i drugie. Wszyscy o nich zapominają. Jestem pianistką, wiem coś o tym. Postawiłabym im kolejkę, gdybym miała więcej w sakiewce... – Lorraine skinęła głową w stronę strojących instrumenty muzyków. – ...Ale coś czuję, że długa jeszcze noc przed nimi. Znam zresztą basistę, i wiem, że ma słabą głowę. Wolałam więc dodać animuszu tobie, gdy tak nieśmiało nuciłaś pod noskiem. Skąd przywiozłaś swoje piosenki? Bo ty tutejsza na pewno nie jesteś.