• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop

[29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
02.02.2026, 19:27  ✶  

Najwyraźniej nadszedł moment, w którym Prudence przestała oszukiwać samą siebie. Łatwo było jej przyjąć wcześniejszą narrację, w ten sposób nie musiała się skupiać na swoich uczuciach, mogła mówić o tym, że miłość nie istniała, że nie dało jej się odnaleźć, jednak nadszedł moment, w którym musiała stawić czoła temu, co faktycznie czuła. Ellie miała w sobie ten dar, który powodował, że przestawała się zastanawiać nad tym, czy powinna mówić to wszystko, po prostu postanowiła to z siebie wyrzucić, być może właśnie tego potrzebowała? Karty były pretekstem do rozmowy, wiedziała o tym, całkiem skutecznie ją otworzyły, a skoro zaczęły już rozmawiać, to nie miała oporu przed tym, aby mówić, to była jej babcia, mogła jej się przyznać do tego, co w niej siedziało.

Oczywiście, że Ellie wyłapała tę wcale nie taką drobną zmianę w jej podejściu, nie spodziewała się, że będzie inaczej, była czujna, jak zawsze, nie znała chyba lepszego obserwatora od swojej babci, nic jej nigdy nie umykało.

- Nic Ci nie umyka, prawda? - Spojrzała na babcię poprawiając koc na swoich ramionach, wpatrywała się w nią przez dłuższą chwilę. Musiała z kimś o tym porozmawiać, nie sądziła, że mogłaby trafić lepiej, więc zamierzała dalej brnąć w tę rozmowę, być może Ellie jako osoba ze zdecydowanie większym doświadczeniem będzie potrafiła jakoś pomóc jej sobie poradzić z tym całym ciężarem, który aktualnie ją przygniatał.

- Nie krępuj się, pewnie właśnie tego potrzebuję. - Uprzedziła ją nawet o tym, co zamierza zrobić, co było całkiem miłe. Zdawała sobie sprawę z tego, że to nie będzie przyjemna rozmowa, nie spodziewała się głaskania po głowie, Ellie nie należała do takich osób, raczej skłaniała się ku temu, aby otwierać oczy i skłaniać do działania, co sama Prudence uważała za lepszą metodę.

Zmrużyła oczy, kiedy kobieta zaczęła mówić, słuchała jej uważnie, bardzo uważnie, miała świadomość, że potrafiła zauważyć więcej niż ktokolwiek inny. To było dla niej całkiem jasne. - Nie chciałam się narzucać... - Zaczęła mówić, ale czy to w ogóle było jakimkolwiek wytłumaczeniem? Naprawdę. Kiedy Ellie mówiła o tym w ten sposób, to cóż, miała rację, to właśnie tak wyglądało. Czy była w stanie coś osiągnąć stojąc obok i nie mówiąc zbyt wiele? Nie sięgała po proste słowa, to raczej wyglądało na domyśl się, czego chcę, co czuję, co myślę. Była bierna, czy jej się podobało, czy nie - to musiało zostać odebrane w ten sposób. Westchnęła ciężko, że też sama nie była w stanie tego dostrzec.

- Kiedy tak o tym mówisz, to faktycznie trudno jest osiągnąć cokolwiek w taki sposób. - Uniosła kieliszek do ust i upiła spory łyk wina. Docierał do niej sens tego, co widziała Ellie, miała rację, to wszystko co mówiła było prawdą. Wydawało jej się, że ona była odważna, że stała w miejscu, tylko co z tego, jeśli nic nie powiedziała, obawiała się wspominać o swoich uczuciach, bała się reakcji, a może jej braku, sama nie do końca wiedziała dlaczego nie robiła nic konkretnego tylko po prostu przystawała na to co mieli, chociaż wiedziała, że chciałaby czegoś więcej. Był to strach, na pewno bała się tego, że jeśli zbytnio się otworzy to może pozostać odrzucona, tylko, że przecież to byłoby lepsze od tkwienia w miejscu.

- Wtedy byliśmy dziećmi i wszystko było łatwiejsze? - Spoglądała na Ellie, nie do końca była przekonana, że ten argument wystarczy, bo właściwie zdawała sobie sprawę z tego, że nie do końca jej pytanie można było nazwać jakimkolwiek argumentem. Tak, byli dziećmi, jednak wtedy dużo łatwiej przychodziła im szczerość, nie mieli problemu z tym, aby dzielić się swoimi przemyśleniami, teraz wyglądało to zupełnie inaczej. Obawiała się tego, że może odebrać jej słowa w nieodpowiedni sposób, nie chciała go do siebie zrazić, bo bała się, że przez to może go stracić, kiedyś nie podchodziła do tego w ten sposób. - Niby wiem, że to jest ta sama osoba, ale boję się, że ten czas, który upłynął mógł coś zmienić. - Niby miała dowody na to, że wcale tak nie było, nadal coś ich do siebie ciągnęło, nadal do siebie lgnęli, jednak pojawiały się te irracjonalne domysły, które wcale nie ułatwiały jej odnalezienia się w tej całej sytuacji. Oczywiście, że rozmowa mogła wyjaśnić jej wszystkie wątpliwości, ale przecież to było zbyt proste...

- Tylko, że ustaliliśmy, że to tylko chwilowe, wiedziałam na co się pisze, jak mogłabym wymagać od niego czegoś więcej? - Kiedy Ellie tak o tym mówiła, to faktycznie nie układało się tak jak ona to widziała, czy faktycznie poszedłby z nią do jej rodziny, gdyby traktował to tak, jak sobie ustalili? Teraz nie wydawało jej się to takie proste, jak na samym początku, nie poszedłby z nią do jej domu gdyby chociaż odrobinę mu na niej nie zależało, tylko dlaczego to wszystko było takie pogmatwane? Wypuściła głośno powietrze z płuc, nadal czuła ten okropny ciężar, który miażdżył ją gdzieś w środku.

- Po prostu nie chciałam niczego robić na siłę, wymuszać, liczyłam na to, że może go oświeci? Sama nie wiem na co liczyłam. - Kontynuowała, rozumiała do czego zmierza Ellie, ale jakoś trudno jej było uwierzyć w to, że to nie było takie proste, jak się jej mogło wydawać.

Gdyby się nad tym zastanowić, to faktycznie nie poprosiła go o to, aby przy niej został, nie powiedziała mu, co do niego czuje, nie sięgnęła po te najprostsze słowa, liczyła na to, że domyśli się co siedzi w jej głowie, a to przecież też nie było takie oczywiste. Jasne, była tutaj, nigdzie się nie ruszała, ale czy to było wystarczającym powodem na to, żeby przy niej został, nie miał świadomości, co do niego czuła, też mógł odebrać to na swój sposób.

Ellie przyglądała się jej przez dłuższą chwilę. Prudence miała wrażenie, że jest w stanie wyczytać z niej wszystko, jakby patrzyła przez nią i docierała do tych najgłębszych miejsc. Nie sądziła, że cokolwiek może ukryć się przed babcią, zresztą chyba potrzebowała tego, aby wyciągnęła wszystko na zewnątrz skoro sama nie potrafiła tego zrobić. Jej lata doświadczenia, obserwacji ludzi powodowały, że potrafiła to robić lepiej od większości jej znanych osób.

- Czy ja wiem, po prostu daliśmy sobie czas, wykorzystaliśmy go odpowiednio, miałam się nie zakochiwać, wiedziałam, że to może nie wypalić, ale nie umiałam inaczej? Tak naprawdę nie musiałam się zakochiwać, mam wrażenie, że to było gdzieś we mnie, że nigdy nie przestałam go kochać, pomimo tego, że minęło tyle lat, czy to nie jest głupie? - Nie miała pojęcia, że w ogóle tak się da, po tylu latach wystarczyło kilka dni do tego, aby znowu przywykła do jego obecności, przyzwyczaiła się do tego, że był przy niej, kiedy go zabrakło dotarło do Prue, że to nigdy nie miało być takie proste, że od samego początku powinna się spodziewać, że tak się wszystko potoczy, chociaż przystała na ten chwilowy romans, który sobie obiecali.

Ellie nie przestawała mówić, Prue zaciskała palce mocniej na kocu. Miała rację, kiedy ona tak o tym mówiła to wydawało się najbardziej logiczne, powinna wypowiedzieć te słowa, bardzo proste, one mówiły wszystko, tylko broniła się przed tym, bo bała się odrzucenia, lękała się tego, że mógłby po tym wszystkim odejść, tylko, że faktycznie, czy to było gorsze od tego zawieszenia, niepewności? Nie wydawało jej się, jak zawsze miała rację.

- On zawsze był dla mnie kimś więcej, to nigdy nie był nikt. - Wiedziała o tym, Ellie doskonale zdawała sobie z tego sprawę, dużo szybciej niż ona połączyła kropki. Jak widać już w przeszłości potrafiła dostrzec więcej, mimo, że dla niej samej to nie było takie oczywiste. Potrzebowali czasu, aby sobie to uświadomić, no ona potrzebowała czasu, bo nie miała pojęcia, jak to wyglądało z jego strony, czy również czuł się podobnie? Nie wiedziała, bo nie zapytała, przyjęła, że te początkowe ustalenia były tym, czego chciał. Nie poinformowała go o zmianie, która w niej zaszła, która się pojawiła, bo sama nie miała pojęcia, kiedy dokładnie się to wydarzyło, być może na samym początku już czuła, że to nie będzie takie proste, jak im się mogło wydawać.

- Masz rację, nic się nie stanie, a przynajmniej będę mieć świadomość na czym stoję, jednak sama wiesz, że to nie jest takie proste. - Wiedziała, że Ellie mówiła z sensem, jednak nigdy nie było jej łatwo mówić o uczuciach, raczej chowała je bardzo głęboko w sobie, unikała słów, które niosły ze sobą wartość, był to odruch obronny, po tym wszystkim co ją spotkało. Powinna nad tym popracować, obawiała się jednak, że mogło być na to za późno, że straciła swoją szansę, bo przecież pozwoliła mu odejść, tak po prostu.

- Pewnie tego się już nigdy nie dowiemy, bo zmarnowałam możliwość, nie ma go, nie wiem, czy wróci, mogłabym spróbować coś zmienić, tylko, co jeśli jest już za późno? - Nie miała pewności, że dostaną od losu kolejną szansę, miała czekać, aż znowu się tu pojawi, szukać go? Nie wiedziała, co powinna zrobić, jak się zachować.

- Ty zawsze byłaś odważniejsza od reszty ludzi. - Podziwiała Ellie, niekoniecznie była jednak gotowa postępować w ten sam sposób co jej babcia, różniły się charakterami dość mocno, Prue zawsze była bardziej wyważona.

- Dlaczego Ty zawsze masz odpowiedź na wszystko? - Uniosła wzrok i przyglądała się Ellie przez dłuższą chwilę, nie miała pojęcia jak to możliwe, że miała w sobie tyle mądrości życiowej, znała odpowiedzi na wszystkie pytania, które ją nurtowały. - Nie wiem, czy jestem osobą, która zasługuje na zmianę, która jest w stanie zmienić czyjeś przyzwyczajenia, tak, wiem, nigdy się tego nie dowiem, jeśli nie powiem, co czuje, obawiam się jednak, że zbyt późno dotarło do mnie, że wystarczyło się do tego przyznać, powiedzieć o tym. - Żałowała, że wcześniej nie skonsultowała się z Ellie, naprawdę obawiała się tego, że może być już zbyt późno na pewne sprawy, że los nie da im kolejnej szansy.

- Pozostaje mi wierzyć w to, że to nie był ostatni raz, wydajesz się być przekonana, że wróci, ja nie mam w sobie tak wiele optymizmu, bo sama wiesz, że to wszystko jest skomplikowane, on nie jest tu bezpieczny, czy faktycznie mam w ogóle prawo marzyć o tym, że postanowi zaryzykować wszystko i wrócić do mnie? To byłoby samolubne. - Pomimo swojej złości i rozżalenia, wiedziała, że problem jest dużo bardziej złożony niż mogłoby się wydawać. Nie znajdowali się w najlepszej pozycji, nie uciekał bez powodu, to też miało znaczenie.

- Wiesz, zawsze wydawało mi się, że to było jednostronne, to przywiązanie, podczas ostatnich tygodni wytłumaczył mi, że się myliłam, że to nie wyglądało do końca tak, jak myślałam, więc możesz mieć rację, nie wiem tylko, czy nie jest zbyt późno na tę rozmowę. Wydajesz się być przekonana o tym, że wróci, a co jeśli nie? - Jak zawsze nie spoglądała na świat, aż tak optymistycznie, niby karty sugerowały swoje, ale obawiała się tego, że mogło być inaczej.

- Jeśli wróci, jeśli się tu pojawi to się otworzę, powiem co mi leży na sercu, powinnam to była zrobić wcześniej. - Ellie miała rację - jak zawsze, nie mogła jej tego odmówić. Widziała więcej, potrafiła znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Przyznanie się do swoich uczuć mogło być początkiem, albo końcem, ale nie skończyłoby się na tym zawieszeniu w próżni, w którym teraz tkwiła, bo w sumie niczego nie wiedziała tak do końca.

- Dziękuję, że otworzyłaś mi oczy, patrzyłam ale nie widziałam. - Łatwo było jej się pogodzić z myślą, że tak miało być, że nie mogła zrobić nic więcej, jednak Ellie uświadomiła jej, że było zupełnie inaczej. Miała moc sprawczą, mogła zobaczyć, co przyniesie jedno głośno wypowiedziane zdanie, którego się tak bała, pozostawało jej wierzyć, że będzie miała okazję powiedzieć je na głos, przed nim.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (12952), Prudence Fenwick (3779)




Wiadomości w tym wątku
[29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Prudence Fenwick - 24.01.2026, 00:31
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Bard Beedle - 25.01.2026, 06:23
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Prudence Fenwick - 30.01.2026, 20:13
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Bard Beedle - 31.01.2026, 05:44
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Prudence Fenwick - 02.02.2026, 19:27
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Bard Beedle - 07.02.2026, 06:03
RE: [29.09.1972] Surrender to change or suffer in a loop - przez Bard Beedle - 25.02.2026, 19:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa