02.02.2026, 22:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.02.2026, 22:35 przez Christopher Rosier.)
Zapraszając ją tutaj chyba niekoniecznie myślał, by potem zabierać Victorię gdzieś jeszcze – rzucił bez większego namysłu, że mogą pójść razem, gdy okazało się, że ta nie ma partnera. Zaproszenia o balu wysłano dość nagle, nie lubił przychodzić w takie miejsca samemu, ale też sprawa z tego typu przyjęciami była trudna, bo Lestrange nie chcieli gościć nikogo półkrwi, a z kolei zaproszenie większości czystokrwistych dam na bal zwykle było traktowane jako pewna deklaracja, oni zaś mogli przyjść tutaj po prostu jako znajomi. Ale gdzieś pomiędzy wyśpiewywaniem dla niej ballady, a tańczeniem w ogrodzie pełnym czarnych róż, zadał sobie pytanie: właściwie dlaczego nie miałby jej gdzieś zaprosić? Była ładna, dało się z nią porozmawiać, miała swoje zainteresowania, bywała zabawna i nie brakowało jej tego rodzaju klasy i szyku, które Christopher cenił. Poza tym nie nudził się przy niej, a dla Rosiera od jakiegoś czasu niewiele rzeczy miało prawdziwy powab. Czasem coś nowego przyciągało uwagę Chrisa, i traciło ją błyskawicznie, ale Victoria nie była żadną nowością – ich ścieżki stykały się wielokrotnie, nawet jeśli do tej pory robiły to tylko na chwilę. Jego kuzyn nie żył już od dawna, wyglądało na to, że Victoria nie jest już w związku, i dlaczego nie miałby gdzieś jej zaprosić, zanim matka Victorii zacznie szukać jej kolejnego narzeczonego lub zanim jego ojciec nie oświadczy ze zniecierpliwieniem, że syn ma przestać się bawić i umówić z córką któregoś z jego kolegów?
Przywykł ulegać swoim zachciankom, nie wahał się więc jakoś długo. Może w pierwszej chwili zamierzał jeszcze wybadać grunt, zwłaszcza że Bulstrode potwierdził mu w sumie, że sytuacja należy pewnie do tych skomplikowanych, ale tor rozmowy sprawił, że poddał się impulsowi – niewykluczone, że dlatego, że Christopher chyba nie sądził, że spotka się z odmową. Mimo to nie mógł powstrzymać uśmieszku, odrobinę głupiego, który wypłynął mu na usta. Szybko jednak zapanował nad wyrazem twarzy.
– To ma być tradycyjna elegancka restauracja czy życzysz sobie zostać zaskoczona? Obiecuję, że program nie będzie przewidywał żadnych wizyt w budach z jedzeniem – przysiągł solennie, wyciągając do niej dłoń, w niemej sugestii, że skoro wypiła tego drinka, to pora zrealizować wcześniejszą obietnicę czyli wrócić na parkiet. Grała muzyka, a on miał coś do udowodnienia: jeśli nie Victorii i Atreusowi, to na pewno sobie.
Przywykł ulegać swoim zachciankom, nie wahał się więc jakoś długo. Może w pierwszej chwili zamierzał jeszcze wybadać grunt, zwłaszcza że Bulstrode potwierdził mu w sumie, że sytuacja należy pewnie do tych skomplikowanych, ale tor rozmowy sprawił, że poddał się impulsowi – niewykluczone, że dlatego, że Christopher chyba nie sądził, że spotka się z odmową. Mimo to nie mógł powstrzymać uśmieszku, odrobinę głupiego, który wypłynął mu na usta. Szybko jednak zapanował nad wyrazem twarzy.
– To ma być tradycyjna elegancka restauracja czy życzysz sobie zostać zaskoczona? Obiecuję, że program nie będzie przewidywał żadnych wizyt w budach z jedzeniem – przysiągł solennie, wyciągając do niej dłoń, w niemej sugestii, że skoro wypiła tego drinka, to pora zrealizować wcześniejszą obietnicę czyli wrócić na parkiet. Grała muzyka, a on miał coś do udowodnienia: jeśli nie Victorii i Atreusowi, to na pewno sobie.