Starała się, naprawdę starała się zrobić to wszystko w sposób, który miał jakikolwiek sens. Wychodziło jej to raczej średnio, żeby nie powiedzieć słabo, jednak nie poddawała się, a to chyba było sporym sukcesem, zważając na to z jakim przeciwnikiem przyszło jej się mierzyć. Benjy potrafił być okropnie asertywny i właśnie jej to demonstrował. Pierwszy raz znalazła się w podobnej sytuacji, więc miała sobie sporo do zarzucenia, chociaż zamierzała to raczej przeanalizować później, póki co musiała się skupić na dalszych działaniach, nawet jeśli miałyby ciągle być takie nieudolne. Nie mogła tak po prostu przestać, jeszcze nie.
Czuła, że ją obserwował, bardzo uważnie, jakby to miało mu pomóc rozgryźć dlaczego znalazła się w jego przestrzeni, w jego przedziale, w jego pociągu, nie sądziła jednak, że do tego dojdzie, takie sytuacje się nie zdarzały, była intruzem, czymś, co nie powinno w ogóle się wydarzyć, a jednak tutaj siedziała i próbowała zrobić coś. Sama jej obecność sporo zmieniała, a przynajmniej tak się jej wydawało. Podobne podróże nie były przewidziane dla grup osób, nawet dla tych dwuosobowych, każdy powinien ich dokonywać w pojedynkę, jednak już dawno ustalili, że oni nie byli jak wszyscy, tego się trzymała, jakby to stwierdzenie pozwalało jej na to, żeby mogła mieszać w tym, co wydawało się być oczywiste.
Spojrzała na podłogę, widziała jak przesuwał but w jej stronę, być może chciał zająć więcej przestrzeni, nie, nie być może na pewno chciał udowodnić jej, że nie powinna tutaj być, że to było jego miejsce. Nie cofnęła się jednak, nie podjęła ponownej próby wkomponowania się w oparcie siedzenia, to nie był już na to odpowiedni moment.
- Szkoda tylko, że nie czytasz ze zrozumieniem. - Odparła jeszcze. Nie chciała być dla niego niemiła, naprawdę starała się podchodzić do tego jak najbardziej neutralnie, bo miała świadomość, że nie był sobą, no przynajmniej nie do końca, bo był sobą, ale nie takim, jakim był dla niej, raczej tak reagował na obcych, a ona w tej chwili była obca, to nie zmieniało jednak tego, że zamierzała pozwalać mu na kolejne komentarze, które miały deprymować ją i jej obecność w tym miejscu.
Wagon zadrżał, poczuła to, przeniosła wzrok na moment za okno, chcąc zobaczyć, czy przypadkiem nie oznaczało to, że pociąg zaraz miał się zatrzymać, póki co jechał dalej, odetchnęła z ulgą, nie do końca była przekonana ile mieli jeszcze czasu, a aktualnie jednak wolałaby nie sprawdzać, co się wydarzy, kiedy ich środek transportu się zatrzyma, nie była jeszcze na to gotowa, tak naprawdę to zdecydowanie bardziej na rękę byłoby jej, gdyby w ogóle nie mieli tego zobaczyć.
- Zazwyczaj tak chętnie mówisz o tym, że masz moc sprawczą, że to, co się dzieje jest wypadkową wyborów, a teraz sugerujesz, że czasem trzeba pozwolić rzeczom tak po prostu się dziać, właśnie wtedy, kiedy powinno być wręcz przeciwnie. To miejsce wydaje się być spokojne, pewnie musi takie być, aby nie spodziewać się najgorszego, tego, co czeka na końcu drogi. - Miała świadomość, że nie zawsze to mogło być najgorsze, dla niektórych wręcz przeciwnie, jednak nie w tym przypadku. Był zbyt młody, aby tak chętnie przystawać na to, co się działo. Niby starała się to zrozumieć, jednak nie znalazła się tutaj po to, aby po prostu z nim jechać i rozmawiać, musiała skłonić go do tego, aby opuścił ten pociąg.
- Być może to przyzwyczajenie, dlaczego jednak teraz to się zmieniło, dlaczego tak usilnie próbujesz się trzymać tych granic? Po co? Odpuść. - Łatwo było jej mówić, wiedziała, że to nie było takie proste, na pewno nie dla niego, nie w momencie, w którym praktycznie jej nie ufał, co też nie działo się bez powodu.
Pojawiła się tutaj znikąd, wkradła się do tego pociągu, zaburzyła jego spokój, zaczęła negować zasadność jego obecności w tym miejscu. Zakłóciła mu tę chwilę, ale nieszczególnie miała wybór, robiła, co mogła, aby go ocalić, szkoda, że tego nie widział, zdecydowanie wolała z nim współpracować, niż walczyć i próbować przepychać swoje tezy.
- Tak, zawsze robisz to, na co masz ochotę, nie słuchasz ostrzeżeń, raczej masz odwrotne tendencje, wiem o tym, ale musisz mi wybaczyć, że próbuję coś z tym zrobić. - Spoglądała na niego nieco zrezygnowana, bo docierało do niej, jak to wygląda. Nie do końca jednak jeszcze godziła się na przegraną, to nie był ten moment. Zadecydowała już zresztą, że najwyżej wspólnie dotrwają do końca. Nie chciała wracać stąd sama, w ogóle nie brała takiej możliwości pod uwagę od samego początku.
- To nie jest odpowiedni moment na nowe początki. - Powiedziała jeszcze cicho, ale jeśli tego chciał, to mieli razem sprawdzić, jak właściwie to wyglądało. Próbowała jeszcze coś zdziałać, sięgać po różne argumenty, była naprawdę zdesperowana, zależało jej na tym, żeby opuścili to miejsce.
Pociąg jechał dalej, chociaż tyle dobrego - przynajmniej jeszcze się nie zatrzymali, a to oznaczało, że cała sytuacja nie była stracona, jeszcze nie. Nie mogła ciągle go zwodzić, musiała sięgnąć po inne słowa, po konkrety, po to, co wydawało jej się mieć większe znaczenie. Liczyła na to, że uda jej się do niego dotrzeć, że zrozumie, dlaczego tutaj była, dlaczego zakłócała spokój, naprawdę chciała jakoś do niego dotrzeć, obudzić go z tego dziwnego stanu, w którym się znajdował. Nie miała jednak pojęcia, czy to było możliwe, czy niektóre rzeczy gdzieś ulatywały, niknęły kiedy dochodziło do podobnych sytuacji. Widziała wcześniej, że coś mu nie pasowało, czegoś mu brakowało, oglądał bowiem bardzo dokładnie swoje dłonie, to mogło sugerować, że jednak gdzieś tam w głębi wie, zdaje sobie sprawę z tego, że coś mu umyka.
Próbowała więc tym, co mówiła, kolejnymi słowami, informacjami spowodować, żeby sobie przypomniał, nie do końca wydawało jej się jednak, że to zadziałało. Przyglądał się jej uważnie, czuła na sobie jego spojrzenie, tylko, że ona aktualnie oglądała swoje buty. Wiedziała wbrew pozorom jak to brzmiało, zdawała sobie sprawę iż to mogło być wiele, szczególnie dla kogoś, kto nie do końca wiedział, co się z nim działo, dla kogoś kto od samego początku negował jej obecność w tym miejscu.
W końcu wypluła z siebie kolejny zlepek słów, zdecydowanie niosący ze sobą większy ciężar niż te poprzednie. Wiedziała, jak to może wyglądać, zdawała sobie sprawę z tego, że mogła zostać uznana za nie do końca poczytalną, bo dlaczego miałoby być inaczej, skoro on nawet jej nie kojarzył, a ona teraz rzucała mu takie wyznania, jednak nie miała innego wyjścia, musiała sięgnąć po fakty, a to było faktem, bez względu na to, czy w ogóle o niej w tej chwili pamiętał, czy nie. Kochała go, to nie miało się zmienić nigdy. Była jego żoną, musiała o niego walczyć, kto jeśli nie ona?
- Na to już trochę za późno, być może nie mam prawa, tak właściwie kto o tym decyduje? Postanowiłam swoje. - Nie zamierzała go opuścić, nawet jeśli wiązało się to z tym, że znalazła się w tym miejscu chociaż nie powinno jej tu być, chociaż miała zostać gdzieś indziej, nie widziała w tym jednak sensu w tej chwili, nie chciała wracać, nie kiedy wszystko zaczęło się układać. Wolała znaleźć się po drugiej stronie nie będąc pewną co tam zastaną, spróbować, sprawdzić, niż wracać bez niego. Nie musiała jakoś szczególnie tego przemyślać, to przyszło jej całkiem naturalnie.
Wpatrywała się w swoje stopy, jakby to była najbardziej interesująca rzecz, która znajdowała się w tym przedziale, nie miała pojęcia, czy jej słowa w jakikolwiek sposób wpłyną na to, co zrobić, nie musiał podążać za jej sugestiami, robić tego, co uważała za słuszne. Nie mogła przecież siłą wymusić na nim tego, aby ślepo robił to, o czym mówiła. Nie widział pełnego obrazu, i nie było to jego winą, tylko tej przestrzeni w której się znaleźli, nic nie mogła z tym zrobić, chociaż próbowała, starała się jak mogła, ale nie do końca jej to wychodziło.
Nie spodziewała się więc tego, co nadeszło później. Nie przewidziała tego, nie założyła, że postanowi sprawdzić ją w praktyce. Przyciągnął ją do siebie, przez co zdołała ledwie unieść głowę, a później ją pocałował. Było to bardziej, jak eksperyment, doświadczenie, które miało potwierdzić, albo zaprzeczyć jej tezie.
Nie był to zwyczajny pocałunek, nie był delikatny, tylko gwałtowny, jakby miał udowodnić, albo nie wszystko to, co miała mu do powiedzenia. Jej ciało jednak odpuściło, całe napięcie z niej zeszło, rozluźniła się, choć nie wiedziała, co ten gest miał oznaczać, powoli robiła się zmęczona tą walką. Odwzajemniła pocałunek, to przyszło jej całkiem naturalnie, nie potrafiła go ignorować, nie potrafiła być temu bierna.
Po krótkiej chwili odsunął się od niej odrobinę, tak, że dzieliły ich tylko centymetry, nie mogła wrócić do oglądania swoich butów, zamiast tego spoglądała mu w oczy, bez wstydu, próbując z nich coś wyczytać. Nie miała pojęcia, czy jej uwierzy, czy to było wystarczające na to, by potwierdzić, że mówiła prawdę, nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Odetchnęła lekko, jednak trudno w tym krótkim oddechu było znaleźć ulgę, nadal przecież nic nie było jasne, oni znajdowali się w tym przedziale, pociąg ciągle brnął przed siebie. - Wróć do mnie. - Powiedziała cicho, nie przestając patrzeć mu w oczy, co miała na myśli? Sama do końca nie wiedziała, chciała, żeby wrócił do niej tam, żeby wrócił też tutaj, żeby znowu wszystko zaczęło być normalne, ale jej zachcianki wcale nie musiały zostać spełnione, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że trudno było przewidzieć, jak właściwie to działało, albo nie działało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control