- Ah, nie trzeba, dziękuję - uśmiechnęła się do niego lekko, wdzięczna chociaż za pytanie i klepiąc torbę na znak, ze ta w ogóle jej nie przeszkadzała. - Absurdalne na przykład tak, że niektórzy kiedyś diagnozowali jajkiem. Kiedy ktoś się źle czuł, brało się surowe jajko, przetaczało je po ciele chorego, a potem rozbijało je w szklance wody. W zależności od tego jak wyglądało białko z żółtkiem po rozbiciu, określało się co było pacjentowi - wyjaśniła, sięgając po pierwszy lepszy z brzegu przykład. Fascynowały ją nieco te stare, domorosłe metody ludzi, którzy niewiele z medycyną mieli wspólnego. Wczytywała się w nie czy nawet próbowała, ale takie jajko samo w sobie nie miało wiele wspólnego z diagnozą.
- Fascynujące - westchnęła tylko, chyba faktycznie niezwykle zaciekawiona, że te opowieści były prawdziwe. Wydawało się to niezwykle złożonym i wielowarstwowym zagadnieniem. Dla czarodziejów niewątpliwie był to ogromny problem, a gobliny czerpały z tego same korzyści. Szkoda tylko, że doprowadzało to sporych konfliktów. Dora jednak nie zamierzała powtarzać wszelkich nieprzyjemnych i mało pochlebnych opinii, głównie dlatego że nie uważała by robienie tego było w jakikolwiek miłe czy uzasadnione. Postrzeganie goblinów jako rasy, wyraźnie leżało w opinii czarodziejskiego społeczeństwa gdzieś na poziomie podłogi, a znając historię, cóż, można było obliczyć że większość z tych faktów i ciekawostek nie musiała być prawdziwa.
Dora spoglądała przez moment na dziewczynkę, a potem przeniosła spojrzenie na kota. Kocura raczej, sądząc po tym jak wyglądał, a który teraz zasiadł w miejscu i patrzył na nich niemal prowokacyjnie, machając przy tym nerwowo ogonem.
- Oczywiście słońce, że ci pomożemy - powiedziała do dziecka, na moment kucając przed dziewczynką i podając jej chusteczkę, by otarła lepiej łzy i wysmarkała nos.
- Mruczkens. Nazywa się Mruczkens. Sama go nazwałam! - ostatnie słowa wybrzmiały dumą, a Crawleyówna uśmiechnęła się na to i zerknęła na Jessiego. Nie było to może najbardziej kreatywne imię, ale takie chyba zawsze najbardziej łapały za serce. Niemniej podniosła się zaraz, wskazując dziewczynce, by stanęła pod ścianą obok i poczekała.
- Kici, kici, Mruczkensie. No chodź do nas - wyciągnęła do kotka rękę, chcąc zachęcić go do podejścia, albo chociaż nie bania się, kiedy robiła w jego stronę bardzo powolne kroki. Cóż, kocur na pewno nie wyglądał jakby się bał, a raczej jakby cała ta sytuacja niezwykle go irytowała. Machnął ogonem jeszcze raz, uderzając nim o ziemię, a potem zerwał się do biegu, próbując przebiec Dorze między nogami, a ona cóż, próbowała go złapać.
// af ◉○○○○ na łapanie Mruczkensa
Akcja nieudana
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.