03.02.2026, 13:26 ✶
I gdy tak drgnął niespokojnie, zacisnęła na nim dłonie ciut mocniej, aby mieć pewność, że ten nie podzieli losu książki, która to pierw odtańczyła taniec wiatru niczym rasowy akrobata, lądując mało zgrabnie na betonowym chodniku.
Z jej ust wyrwał się cichy chichot, dźwięczny i beztroski, wręcz dziecięcy, a Ona wtuliła się mocniej w jasnowłosego młodzieńca.
-Ja? Ah ja... ja dbam jedynie o kondycje twojego serca... - wymruczała z uśmiechem, a chłopak mógł poczuć jak coś chłodnego przesuwa się po jego szyi. Coś o strukturze szorstkiej i chropowatej, ciut ciepłe, ale zdawało się być to ciepło ulotne, odbite, przeniesione z obiektu na którym spoczywał chwilę wcześniej.
I Xenophilius nie musiał zerkać, nie musiał nawet zanadto wytężać umysłu aby wiedzieć, że tym który teraz stopniowo oplatał jego szyje to Artemis, kolczasty wąż Quirrell, silnie jadowity - acz w relacji z chłopakiem na tyle zażyłej, że szansa na ugryzienie była doprawdy znikoma. Ten wszak wielokrotnie sunął swoją kolczastą personą po jego rękach, w końcu gdzie była Mathilda, tam był i Artemis, który chętnie poznawał bliższe otoczenie swojej właścicielki - a takim otoczeniem bezsprzecznie był Lovegood, będą stałym elementem jej życia. Toteż wąż dobrze znał zapach jego skóry, dźwięk jego głosu, a nawet sposób poruszania się nie był jemu obcy - A Artemis czuł się nadzwyczaj zrelaksowany, tylko czasem wystawiając swój malutki języczek aby zorientował się w przestrzeni i wybadać zapachy, czy aby na pewno nic się nie zmieniło i czy jakiś drapieżnik nie zerka na nich w oddali.
-Buchorożcach? - podjęła temat, wpadając w zadumę. Czy wyszłaby na ignorantkę nie wiedząc czymże te istoty były?
-A cóż to takiego? - dopytała, przymykając ślepia, ani myślała by go puścić, a tym samym pozwolić mu odzyskać utraconą książkę. Nie teraz, teraz musiała ogrzać się w jego cieple, a książka? Książka nie ucieknie, to nie była jedna z tych co uciekały i głosiły donośnie swego niezadowolenia, toteż skoro już postanowiła spaść to mogła chwilę poczekać.
Buchorożec - brzmiało to dość zabawnie, budząc wiele skojarzeń, acz zgadywała, że żadne z nich nie pokrywało się z rzeczywistością.
A gdyby tak... udali się na wyprawę w poszukiwaniu takiego? - na samą myśl oczy Quirrell rozbłysły ciekawsko.
-Poszukamy jakiegoś? - zapytała. W końcu on by dostał swojego buchorożca, Ona zaś przyjemne popołudnie w jego towarzystwie. O ile te istniały gdzieś w zasięgu ich dłoni i nie wymarły, bo wymrzeć również mogły, a Xenio, Oh Xenio czytywał tyle książek, że ciężko było nadążyć nad tym, którą tym razem dzierży w dłoniach.
Z jej ust wyrwał się cichy chichot, dźwięczny i beztroski, wręcz dziecięcy, a Ona wtuliła się mocniej w jasnowłosego młodzieńca.
-Ja? Ah ja... ja dbam jedynie o kondycje twojego serca... - wymruczała z uśmiechem, a chłopak mógł poczuć jak coś chłodnego przesuwa się po jego szyi. Coś o strukturze szorstkiej i chropowatej, ciut ciepłe, ale zdawało się być to ciepło ulotne, odbite, przeniesione z obiektu na którym spoczywał chwilę wcześniej.
I Xenophilius nie musiał zerkać, nie musiał nawet zanadto wytężać umysłu aby wiedzieć, że tym który teraz stopniowo oplatał jego szyje to Artemis, kolczasty wąż Quirrell, silnie jadowity - acz w relacji z chłopakiem na tyle zażyłej, że szansa na ugryzienie była doprawdy znikoma. Ten wszak wielokrotnie sunął swoją kolczastą personą po jego rękach, w końcu gdzie była Mathilda, tam był i Artemis, który chętnie poznawał bliższe otoczenie swojej właścicielki - a takim otoczeniem bezsprzecznie był Lovegood, będą stałym elementem jej życia. Toteż wąż dobrze znał zapach jego skóry, dźwięk jego głosu, a nawet sposób poruszania się nie był jemu obcy - A Artemis czuł się nadzwyczaj zrelaksowany, tylko czasem wystawiając swój malutki języczek aby zorientował się w przestrzeni i wybadać zapachy, czy aby na pewno nic się nie zmieniło i czy jakiś drapieżnik nie zerka na nich w oddali.
-Buchorożcach? - podjęła temat, wpadając w zadumę. Czy wyszłaby na ignorantkę nie wiedząc czymże te istoty były?
-A cóż to takiego? - dopytała, przymykając ślepia, ani myślała by go puścić, a tym samym pozwolić mu odzyskać utraconą książkę. Nie teraz, teraz musiała ogrzać się w jego cieple, a książka? Książka nie ucieknie, to nie była jedna z tych co uciekały i głosiły donośnie swego niezadowolenia, toteż skoro już postanowiła spaść to mogła chwilę poczekać.
Buchorożec - brzmiało to dość zabawnie, budząc wiele skojarzeń, acz zgadywała, że żadne z nich nie pokrywało się z rzeczywistością.
A gdyby tak... udali się na wyprawę w poszukiwaniu takiego? - na samą myśl oczy Quirrell rozbłysły ciekawsko.
-Poszukamy jakiegoś? - zapytała. W końcu on by dostał swojego buchorożca, Ona zaś przyjemne popołudnie w jego towarzystwie. O ile te istniały gdzieś w zasięgu ich dłoni i nie wymarły, bo wymrzeć również mogły, a Xenio, Oh Xenio czytywał tyle książek, że ciężko było nadążyć nad tym, którą tym razem dzierży w dłoniach.