03.02.2026, 16:45 ✶
– Może się za nimi rozejrzę kiedyś przy okazji.
Biorąc pod uwagę, jak bardzo ucierpiała Pokątna i czarodziejscy dostawcy, to część zaopatrzenia do Stawu pozostawało kupować w mugolskich sklepach. Dlaczego więc nie? Wprawdzie słodycze Nory czy z Hogsmeade były na pewno dużo lepsze, ale pomysł Brennę intrygował, chodziło więc trochę o inspirację, a trochę o ciekawość.
– Och, czekoladowych żab nikt nie ma szans pobić – roześmiała się, bo sama była ogromną fanką i tego, jak smakowały, i zbierała karty… chociaż część jej kolekcji poszła z dymem, ale Brenna nie pozwoliła sobie teraz na zmartwienie z tego powodu. Trochę ocalało gdzieś wśród pudeł rozłożyć w Zakątku, a karty ostatecznie nie były czymś, o co warto było się martwić w chwili, w której ginęli ludzie i płonęły domy. – Ale tak sobie myślę… jakby na przykład miniaturowe figurki zawodników quidditcha? I ci najpopularniejsi pojawiają się rzadziej, więc trzeba na nich polować? Może jakaś drużyna dałaby zgodę w ramach promocji. Można by też iść bezpiecznie w magicznie zwierzęta, jestem pewna, że figurka takiego smoka byłaby warta polowania – plotła, podstawiając Dorze i sobie po ciastku i kubku z herbatą, obserwując jak Dora umieszczę jajko w kominku. Czy to był pomysł możliwy do realizacji? Może i nie. Brenna po prostu lubiła tworzyć różne idee i patrzeć, które da się wcielić w życie, a Norze mógłby przydać się taki flagowy produkt.
– Nie oczekuję cudów… po prostu to coś, czemu warto się przyjrzeć, skoro mamy utalentowane mistrzynie eliksirów – stwierdziła, spoglądając na żar, w którym umieszczone zostało jajo. Może się uda, może nie, ale akurat w tym wypadku była to jedna z wielu dróg, których szukała, by pomóc sąsiadom. Mogli zawsze poeksperymentować najpierw na sadzie Warowni, którego część ocalała, ale ta najbliżej domu mocno ucierpiała. – Wychodzi na to, że będziesz miała teraz dwa ptaki, ja też, Millie, Basilius i Thomas spędzają tam sporo czasu i każde ma własną sowę… Ciężko je będzie trzymać wypuszczone w domu, a z kolei głupio, by tkwiły za długo w klatkach, gdy pogoda robi się gorsza i nie mogą latać. Jeżeli pozbędziemy się tego przeklętego poltergeista, mogłyby mieć jedno pomieszczenie na poddaszu dla siebie, a drugie wykorzystałoby się na jakiś magazyn albo pracownię.
Biorąc pod uwagę, jak bardzo ucierpiała Pokątna i czarodziejscy dostawcy, to część zaopatrzenia do Stawu pozostawało kupować w mugolskich sklepach. Dlaczego więc nie? Wprawdzie słodycze Nory czy z Hogsmeade były na pewno dużo lepsze, ale pomysł Brennę intrygował, chodziło więc trochę o inspirację, a trochę o ciekawość.
– Och, czekoladowych żab nikt nie ma szans pobić – roześmiała się, bo sama była ogromną fanką i tego, jak smakowały, i zbierała karty… chociaż część jej kolekcji poszła z dymem, ale Brenna nie pozwoliła sobie teraz na zmartwienie z tego powodu. Trochę ocalało gdzieś wśród pudeł rozłożyć w Zakątku, a karty ostatecznie nie były czymś, o co warto było się martwić w chwili, w której ginęli ludzie i płonęły domy. – Ale tak sobie myślę… jakby na przykład miniaturowe figurki zawodników quidditcha? I ci najpopularniejsi pojawiają się rzadziej, więc trzeba na nich polować? Może jakaś drużyna dałaby zgodę w ramach promocji. Można by też iść bezpiecznie w magicznie zwierzęta, jestem pewna, że figurka takiego smoka byłaby warta polowania – plotła, podstawiając Dorze i sobie po ciastku i kubku z herbatą, obserwując jak Dora umieszczę jajko w kominku. Czy to był pomysł możliwy do realizacji? Może i nie. Brenna po prostu lubiła tworzyć różne idee i patrzeć, które da się wcielić w życie, a Norze mógłby przydać się taki flagowy produkt.
– Nie oczekuję cudów… po prostu to coś, czemu warto się przyjrzeć, skoro mamy utalentowane mistrzynie eliksirów – stwierdziła, spoglądając na żar, w którym umieszczone zostało jajo. Może się uda, może nie, ale akurat w tym wypadku była to jedna z wielu dróg, których szukała, by pomóc sąsiadom. Mogli zawsze poeksperymentować najpierw na sadzie Warowni, którego część ocalała, ale ta najbliżej domu mocno ucierpiała. – Wychodzi na to, że będziesz miała teraz dwa ptaki, ja też, Millie, Basilius i Thomas spędzają tam sporo czasu i każde ma własną sowę… Ciężko je będzie trzymać wypuszczone w domu, a z kolei głupio, by tkwiły za długo w klatkach, gdy pogoda robi się gorsza i nie mogą latać. Jeżeli pozbędziemy się tego przeklętego poltergeista, mogłyby mieć jedno pomieszczenie na poddaszu dla siebie, a drugie wykorzystałoby się na jakiś magazyn albo pracownię.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.