08.03.2023, 21:35 ✶
- Och… czyli to w tym leży problem – powiedziała Brenna, spoglądając na Victorię tak, jakby ta właśnie zdradziła jej prawdę objawioną. A potem przybrała minę pełną udawanego smutku. – Chyba nie umiem mówić wolniej. Na egzaminie praktycznym z zaklęć dostałam przygłuchą czarownicę do komisji, tak na oko koło setki, i już myślałam, że mnie obleje, bo nie rozumiała nic z tego, co mówiłam, chociaż naprawdę, naprawdę próbowałam mówić wolniej. Ale wtedy ktoś przy sąsiednim stole zamienił puchar nie w lelka, tylko jakimś cudem w salamandrę i wybuchł mały pożar, ugasiłam go i chyba dzięki temu mnie przepuściła – stwierdziła z pewnym zamyśleniem Longbottom. Tak, ten pożar to był zaiste szczęśliwy zbieg okoliczności. Do zaklęć nie przykładała się aż tak mocno, jak do OPCM i transmutacji, chociaż miała wielką nadzieję, że wszystko zdała, także pisemnie, bo bez zadawalającego z zaklęć mogła mieć duży problem z rozpoczęciem tego stażu.
- Ooo, Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe? Raz przyszli do Doliny Godryka. Jeden dzieciak wkurzył się w wakacje i napompował mugola. I ten mugol potem latał nad wioską. Merlinie, jak ja im współczułam, nie dość, że musieli ściągnąć tego chłopaka na ziemię, to obliviate oberwała chyba połowa mugolskich mieszkańców – powiedziała, jak z rękawa wyciągając kolejną historyjkę. Co poradzić, Brenna bardzo, bardzo lubiła mówić. – E tam, od razu uwiązana. Nicholasa przecież nie ścinali na dziedzińcu w Hogwarcie, a siedzi w Hogwarcie, nie?
Uśmiechnęła się do Flintówny, gdy ta powiedziała, że prędzej szkoła by się zawaliła niż ona oblała OPCM. Było jej miło, że Cynthia tak w nią wierzy i Brenna faktycznie uwielbiała ten przedmiot… ale z drugiej strony miała pewne obawy, czy nie poległa na pytaniach dotyczących zwodników i chochlików kornwalijskich. Jakby nie mogli tego zostawić na magiczne zwierzęta! Przynajmniej na pytania o wilkołaki na pewno odpowiedziała bardzo wyczerpująco.
- Mama pewnie mnie zmusi do pomocy przy balu. Poza tym w sumie chętnie podciągnę się z magii ofensywnej… no i mam wspaniały plan, obejmujący poznanie wszystkich czarodziejskich cukierni i cukierni mugolskich, a potem porównania, w których serwują najlepsze ciasteczka. A co do sędziny, to już całkiem pomijając, że Tori zna się na tych wszystkich mądrych rzeczach, które w mojej głowie nigdy się nie pomieszczą, chodzi pewnie o to, że świetnie wyglądałby w todze.
Brenna rozejrzała się po stole, upewniając, że każdy ma wybrany przez siebie trunek. A potem uniosła własną szklankę w pewnym toaście.
- To co? Za zdane egzaminy i spełnienie wszystkich planów? – zaproponowała raźnym tonem.
- Ooo, Czarodziejskie Pogotowie Ratunkowe? Raz przyszli do Doliny Godryka. Jeden dzieciak wkurzył się w wakacje i napompował mugola. I ten mugol potem latał nad wioską. Merlinie, jak ja im współczułam, nie dość, że musieli ściągnąć tego chłopaka na ziemię, to obliviate oberwała chyba połowa mugolskich mieszkańców – powiedziała, jak z rękawa wyciągając kolejną historyjkę. Co poradzić, Brenna bardzo, bardzo lubiła mówić. – E tam, od razu uwiązana. Nicholasa przecież nie ścinali na dziedzińcu w Hogwarcie, a siedzi w Hogwarcie, nie?
Uśmiechnęła się do Flintówny, gdy ta powiedziała, że prędzej szkoła by się zawaliła niż ona oblała OPCM. Było jej miło, że Cynthia tak w nią wierzy i Brenna faktycznie uwielbiała ten przedmiot… ale z drugiej strony miała pewne obawy, czy nie poległa na pytaniach dotyczących zwodników i chochlików kornwalijskich. Jakby nie mogli tego zostawić na magiczne zwierzęta! Przynajmniej na pytania o wilkołaki na pewno odpowiedziała bardzo wyczerpująco.
- Mama pewnie mnie zmusi do pomocy przy balu. Poza tym w sumie chętnie podciągnę się z magii ofensywnej… no i mam wspaniały plan, obejmujący poznanie wszystkich czarodziejskich cukierni i cukierni mugolskich, a potem porównania, w których serwują najlepsze ciasteczka. A co do sędziny, to już całkiem pomijając, że Tori zna się na tych wszystkich mądrych rzeczach, które w mojej głowie nigdy się nie pomieszczą, chodzi pewnie o to, że świetnie wyglądałby w todze.
Brenna rozejrzała się po stole, upewniając, że każdy ma wybrany przez siebie trunek. A potem uniosła własną szklankę w pewnym toaście.
- To co? Za zdane egzaminy i spełnienie wszystkich planów? – zaproponowała raźnym tonem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.