Jeszcze do niedawna nie obchodziły go za bardzo jakiekolwiek święta. Zmieniło to się dzięki pewnej dziewczynie ale nie o tym teraz mowa. Robert sądzać, że nie o to chodziło Stnaleyowi, odpowiedział kiedy odbędzie się to święto. 1 maja, a więc poniedziałek - pomyślał. Przesyłka będzie jeszcze prawie gorąca. I za pewne będzie to świetnie rozpoczęcie tygodnia dla niektórych pracowników ministerstwa.
Wysłuchał co jeszcze starszy Mulciber miał do powiedzenia, a następnie skupił się na Saurielu. Ten wydawał mu się nadwymiar ekscentryczny? Z jednej strony był ich “kompanem”, z drugiej zaś był po prostu dziwny. Borgin nie wtrącał się w rozmowę Rookwooda z Wilhelmem. Nie miał raczej nic więcej do dodania, a panowie i tak byli zbytnio zajęci wzajemną konwersacją. Przynajmniej w jego odczuciu.
Skrzywił się lekko na słowa mężczyzny, dotyczące lasagne… I mózgu porównanego do lasagne. Kto mu takich bzdur nagadał? Jakim cudem mózg człowieka miał smakować jak to danie?! Ten, który wypowiedział te słowa pozostawał nadal jedną wielką niewiadomą. Stanowił bardzo ciekawy obiekt obserwacji na podstawie którego można by napisać na pewno nie jedną dobrą książkę.
- Wiesz co… Może innym razem… Pobawimy się w ten teatrzyk… - odparł na próbę założenia korony na swoją głowę. Stanley wystawił rękę, aby odepchnąć jego dzieło od siebie, a następnie złapał je i powoli ściągnął na ziemię, kręcąc przecząco głową. O tyle o ile pomysł z ozdobieniem głowy ofiary był jak najbardziej okej, o tyle próba założenia mu to na głowę powodowała u niego pewien niesmak. Coś jakby sam miał się stać ofiarą. A tak przecież nie miało być.
Robert opuścił ich skromne grono, a oni we trójkę przeszli do praktycznej części zadania. Byli niczym trójka muszkieterów. Każdy z nich miał swoje określone zadanie. Przeszli do pomieszczenia obok, gdzie Sauriel pozbawił Greybacka głowy. I to zrobił to w swój sposób - brutalny i krwisty.
Nie oceniał jego metody działania dopóki była skuteczna. Potwierdzeniem jego fachu była idealnie odcięta głowa ofiary. Chapeau bas mimo wszystko. Co by o nim nie mówić to miał jednak jakiś talent. Może spełniłby się u Munga jako jakichś chirurg?
- Ja się tym zaopiekuję - oznajmił pozostałym towarzyszom, a następnie założył koronę cierniową na czerep zdrajcy. List do samej Harper włożył w usta. Była to naprawdę ciekawa kompozycja. Może gdyby była to jakaś rzeźba to znalazłaby poklask wśród fanów sztuki. Zapewne niektórzy kolekcjonerzy zabijali by się o nią, aby tylko zdobiła ich salony.
Następną akcją jaką wykonał Borgin była transmutacja całego prezentu w pakunek z podpisem “dla Harper Moody”. Chwilę później był już gotowy, aby opuścić pomieszczenie - Powodzenia - rzucił i wyszedł wraz z pakunkiem. Jedyne co mu pozostało to podrzucić to do ministerstwa w poniedziałek. To nie mogło być przecież, aż tak trudne.
W niedzielę rano udał się wraz z pakunkiem do biura. Uprzednio upewnił się, aby nałożyć czar transmutacji ponownie na przesyłkę.
Kiedy dotarł do biura, wziął kilka mniejszych przesyłek czy listów, które udało mu się zebrać od kolegów w piątek i poszedł zostawić całą pocztę na ich piętrze. Trochę tych pakunków się uzbierało. Jednak najważniejsza była paczka z podpisem “dla Harper Moody”. Według szacunków Stanleya powinna wystarczyć do jutrzejszego poranka, aby sama szefowa biura aurorów mogła ujrzeć piękno tej paczki w momencie rozpakowania… Ewentualnie rano nastąpi niemiłe zaskoczenie co dla niektórych pracowników. Nie zmienia to faktu, że tak czy siak, jutro będzie niezła chryja w ministerstwie.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972