05.02.2026, 05:02 ✶
W sumie to nie miał jakiegoś szczególnego powodu, aby skoczyć do Brighton poza tym, że, zajęty pracą, i kimś jeszcze, nie zaglądał tam ostatnio zbyt często. Dodatkowo na wystawie jednej z mijanych mugolskich cukierni zobaczył, prawdopodobnie już z okazji zbliżającego się dla nieczarodziejskiego Londynu święta grozy, białe ciasto, które, gdy wbiło się w nie nóż, krwawiło truskawkowym nadzieniem i od razu pomyślał o Lottie. Poza tym wypadałoby powiedzieć w końcu przyjaciółce o zmianach, które zaszły w życiu prywatnym jego i Anthony'ego, tak aby, o zgrozo, nie dowiedziała się o tym przypadkiem od Morpheusa i nie wkurzyła się, całkiem słusznie, że usłyszała o tym od kogoś innego niż Jonathan.
Do domku wkroczył w wesołych nastroju po czym zmarszczył brwi bo... Chyba nikogo nie było? Zawołał Charlotte raz. Nikt nie odpowiedział. Może była w swoim pokoju? Szybko zostawił tort w kuchni i ruszył w stronę sypialni, ale zanim dotarł do pomieszczenia zajmowanego przez przyjaciółkę dostrzegł, że drzwi do jego pokoju były uchylone. Zmarszczył brwi. Ani nie było powodu, czemu miałby zapomnieć je zamknąć gdy był tu ostatni raz, ani czemu ktoś, z rodziny Kelly miałby tutaj zaglądać. Bardziej zaciekawiony, niż zaalarmowany (w końcu jeszcze nie zdażył być na stanowisku Lewej Ręki, aż tak długo aby tak szybko wprowadzać się w paranoję) wszedł do środka i... I szybko chwycił swoją różdżkę, bo oto w jego garderobie stał obcy mężczyzna, który nie dość że przymierzał jego koszule, to jeszcze już paradował w jego spodniach. I nigdzie nie było jego bliskich.
– Kim jesteś? Co tutaj robisz? – odezwał się, kierując różdżkę w stronę nieznajomego. Włamywacz? Kto by włamywał się tylko po koszule i spodnie. Wreszcie doczekał się swojego psychofana? Było to bardzo możliwe. A może... Może ktoś od Śmierciożerców?
Do domku wkroczył w wesołych nastroju po czym zmarszczył brwi bo... Chyba nikogo nie było? Zawołał Charlotte raz. Nikt nie odpowiedział. Może była w swoim pokoju? Szybko zostawił tort w kuchni i ruszył w stronę sypialni, ale zanim dotarł do pomieszczenia zajmowanego przez przyjaciółkę dostrzegł, że drzwi do jego pokoju były uchylone. Zmarszczył brwi. Ani nie było powodu, czemu miałby zapomnieć je zamknąć gdy był tu ostatni raz, ani czemu ktoś, z rodziny Kelly miałby tutaj zaglądać. Bardziej zaciekawiony, niż zaalarmowany (w końcu jeszcze nie zdażył być na stanowisku Lewej Ręki, aż tak długo aby tak szybko wprowadzać się w paranoję) wszedł do środka i... I szybko chwycił swoją różdżkę, bo oto w jego garderobie stał obcy mężczyzna, który nie dość że przymierzał jego koszule, to jeszcze już paradował w jego spodniach. I nigdzie nie było jego bliskich.
– Kim jesteś? Co tutaj robisz? – odezwał się, kierując różdżkę w stronę nieznajomego. Włamywacz? Kto by włamywał się tylko po koszule i spodnie. Wreszcie doczekał się swojego psychofana? Było to bardzo możliwe. A może... Może ktoś od Śmierciożerców?