06.02.2026, 13:08 ✶
- Oooo - oczy Dory wyraźnie nieco się zabłyszczały, kiedy Brenna rzuciła propozycję magicznych stworzeń. - Nie jestem fanką Quidditcha na tyle, żeby zbierać takie figurki, ale takie magiczne stworzenia? I jeszcze dostajesz je z jajka? Genialne - wyraźnie się ożywiła, oczyma wyobraźni już widząc całe zastępy uroczych zwierzątek, które dodatkowo by się ruszały, bo przecież byłyby zaczarowane. Serwowanie nieruchawych figurek czarodziejom, było raczej bez sensu bo nie wzbudzałyby az takiej furory. - I wtedy można by ich rzadkość występowania podzielić według ich klasyfikacji ministerialnej - miało to chyba najwięcej sensu, bo jakimś cudem im bardziej niebezpieczne było stworzenie, tym większą wzbudzało satysfakcję. Tak, figurka smoka byłaby warta polowania. Sama najchętniej chyba przytuliłaby takiego puffka, nieśmiałka, albo demimoza bo miały takie obłędne, wielkie oczęta od których nie można było oderwać wzroku.
Podniosła się wreszcie i podeszła do stołu, gdzie czekały ciastka i kubek z herbatą. Usiadła na krześle, trochę zastanawiając się nad tym, komu ona będzie wysyłać listy swoimi ptakami, ale to chyba nie było aż takie istotne w tym momencie.
- Wiem, że jest problem z materiałami, ale... nie lepiej zrobić im jakąś przybudówkę? No bo... to ptaki, a do tego będą głośne - zastanowiła się, bo miała wrażenie że sowiarnia w Hogwarcie specjalnie znajdowała się tak daleko i trzeba było sobie do niej robić spacer. - Ale chwila, czy Staw nie był czarodziejskim miejscem zamieszkania? Jest taki duży, nie ma czegoś co wygląda jak stara sowiarnia? - może coś zwyczajnie przegapili w tym cały szale radzenia sobie z poltergeistem, a potem i zniszczeniami, jakie wywołały pożary. Nawet jeśli nie w samym Księżycowym Stawie, to wciąż musieli pomagać też innym. Przyjaciołom, krewnym, czy zwyczajnie z dobroci serca tym, którzy nie byli w stanie uporać się ze zniszczeniami sami.
Podniosła się wreszcie i podeszła do stołu, gdzie czekały ciastka i kubek z herbatą. Usiadła na krześle, trochę zastanawiając się nad tym, komu ona będzie wysyłać listy swoimi ptakami, ale to chyba nie było aż takie istotne w tym momencie.
- Wiem, że jest problem z materiałami, ale... nie lepiej zrobić im jakąś przybudówkę? No bo... to ptaki, a do tego będą głośne - zastanowiła się, bo miała wrażenie że sowiarnia w Hogwarcie specjalnie znajdowała się tak daleko i trzeba było sobie do niej robić spacer. - Ale chwila, czy Staw nie był czarodziejskim miejscem zamieszkania? Jest taki duży, nie ma czegoś co wygląda jak stara sowiarnia? - może coś zwyczajnie przegapili w tym cały szale radzenia sobie z poltergeistem, a potem i zniszczeniami, jakie wywołały pożary. Nawet jeśli nie w samym Księżycowym Stawie, to wciąż musieli pomagać też innym. Przyjaciołom, krewnym, czy zwyczajnie z dobroci serca tym, którzy nie byli w stanie uporać się ze zniszczeniami sami.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.