- Może powinnaś zapytać pana Botta czy wie z jakiej strony to ugryźć. Wydaje się miły... no i siedzi w tym całym cukierniczym biznesie - rzuciła bez większych refleksji, bo w sumie całkiem miło było sobie tak pofantazjować, ale produkowanie czegoś takiego na wielką skalę, wydawało jej się, cóż, wielkim przedsięwzięciem. - Mhm, dokładnie tak - przytaknęła z ochotą, nadgryzając ciastko i przez chwilę uciekając spojrzeniem w stronę ognia, podobnie jak Brenna. - Nie znam się na zwierzętach aż tak dobrze, ale myślę że to działa w dwie strony. Że in też dobrze nie przeszkadzać hałasami, czy jakimiś... wypadkami - oczywiście, to co proponowała Brenna wydawało się jak najbardziej wykonalne, ale Crawley chyba aktualnie poddawała się jakiemuś sentymentowi odnośnie poltergeista.
- Mam wrażenie, ze poltergeistów nie da się wyegzorcyzmować, więc możemy spróbować go sami przenieść. W sensie, to nie jest duch. Nie ma duszy, więc nie może trafić na tamten świat - upiła nieco herbaty. - Nie znam się na tym, ale pewnie dałoby się go złapać i przemieścić w bardziej sprzyjające mu miejsce, bo w Księżycowym Stawie mało... młodzieży - nawet jeśli i bez rzeszy młodocianych, dział się tam czasami chaos. Miała jednak wrażenie, że byli dla poltergeista zbyt... nudni.
- A całkiem dobrze. Posprzątałam całe to piętro. Poszłabym w sumie na strych, pójdziesz ze mną potem? - zapytała jeszcze, uśmiechając się przy tym lekko. Skoczyły ciastka, herbatę, a potem faktycznie zajęły się jeszcze przejrzeniem strychu, zanim Dora wróciła do Stawu. W końcu miała nie zostawać na noc.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.