06.02.2026, 18:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 18:55 przez Millie Moody.)
Uważała, że wszyscy magipsychiatrzy świata powinni jej wybaczyć.
To była wyjątkowa okazja i eliksiry poczekają, na rzecz dwóch (aby nie kuleć) kieliszków słodkiej ziołowej nalewki.
To prawie jak eliksir prawda?
Prawda?!
Prawda była taka, że nie dzierżyła rodzinnych spotkań na których ojciec nie miał służby za siebie czy za kogoś. Na palcach jednej ręki mogła jednak takowe policzyć, bo Alek poszedł w ślady starego chuja i też brał wszystko co popadnie.
To było dobre rozwiązanie. Brak spotkań oznaczał brak problemów i brak tego całego... wszystkiego. Ładne ubrania. Ładne miejsce. Ładne jedzenie.
Ładnie się zachowuj
Niemal słyszała głos matki (właściwie to go słyszała co jakiś czas, ale to już była sprawa do gabinetu, niekoniecznie na sabat z Bertim i Alkiem), który powtarzał jej to jak mantrę. Łagodność i siła, siła w łagodności kurwa jego mać.
Komplement przyjaciela podniósł jej gardę, pociągnięte różem (z zaaplikowanej sobie zawczasu nalewki) nie zaróżowiły się bardziej.
– Pomyślałam o pejzażu z Doliny. O tym naszym ulubionym miejscu na ryby, jak kiedyś... – uśmiechnęła się zaskakująco łagodnie jak na siebie i pod stołem odszukała dłoń Alastora, szukając nad stołem złotymi oczami wspomnień odbijających się od umęczonych Spaloną Nocą wspomnień z czasów, gdy jeszcze nie było tak chujowo. Nigdzie nie paliły się świeczki, i chociaż matki z nimi nie było, to mogła przecież zachowywać się dla niego, prawda? Specjalnie wybrała koszulę w ryby, których nazw nigdy nie pamiętała (śledź i większy śledź, to były adekwatne dla nich nazwy), ogarnęła u Brenki, żeby jej włosy jednak były dłuższe, a nie jak Morfinie się uwidziały.
Chciała zapytać, czy myślał o tym, żeby znaleźć czas do magipsychiatry, o którym mówiła na spotkaniu zakonu, ale zmięła to pytanie w ustach. Ciążyło jej, podobnie jak tarcza ochronna przez starczym pierdoleniem Moody'ego seniora, więc zamiast tego upiła łyk wina. Właściwie to miał być łyk, ale nie ważne, bo cały płyn zniknął, dając przyjemną miękkość w kolanach i - niestety - większą łatwość w okazywaniu emocji, które planowała bardzo szumnymi deklaracjami o poranku schować se w dupę, znaczy do kieszeni głęboko.
@Alastor Moody @Bertie Bott @Aaron Moody (pisałam według kolejki
)
To była wyjątkowa okazja i eliksiry poczekają, na rzecz dwóch (aby nie kuleć) kieliszków słodkiej ziołowej nalewki.
To prawie jak eliksir prawda?
Prawda?!
Prawda była taka, że nie dzierżyła rodzinnych spotkań na których ojciec nie miał służby za siebie czy za kogoś. Na palcach jednej ręki mogła jednak takowe policzyć, bo Alek poszedł w ślady starego chuja i też brał wszystko co popadnie.
To było dobre rozwiązanie. Brak spotkań oznaczał brak problemów i brak tego całego... wszystkiego. Ładne ubrania. Ładne miejsce. Ładne jedzenie.
Ładnie się zachowuj
Niemal słyszała głos matki (właściwie to go słyszała co jakiś czas, ale to już była sprawa do gabinetu, niekoniecznie na sabat z Bertim i Alkiem), który powtarzał jej to jak mantrę. Łagodność i siła, siła w łagodności kurwa jego mać.
Komplement przyjaciela podniósł jej gardę, pociągnięte różem (z zaaplikowanej sobie zawczasu nalewki) nie zaróżowiły się bardziej.
– Pomyślałam o pejzażu z Doliny. O tym naszym ulubionym miejscu na ryby, jak kiedyś... – uśmiechnęła się zaskakująco łagodnie jak na siebie i pod stołem odszukała dłoń Alastora, szukając nad stołem złotymi oczami wspomnień odbijających się od umęczonych Spaloną Nocą wspomnień z czasów, gdy jeszcze nie było tak chujowo. Nigdzie nie paliły się świeczki, i chociaż matki z nimi nie było, to mogła przecież zachowywać się dla niego, prawda? Specjalnie wybrała koszulę w ryby, których nazw nigdy nie pamiętała (śledź i większy śledź, to były adekwatne dla nich nazwy), ogarnęła u Brenki, żeby jej włosy jednak były dłuższe, a nie jak Morfinie się uwidziały.
Chciała zapytać, czy myślał o tym, żeby znaleźć czas do magipsychiatry, o którym mówiła na spotkaniu zakonu, ale zmięła to pytanie w ustach. Ciążyło jej, podobnie jak tarcza ochronna przez starczym pierdoleniem Moody'ego seniora, więc zamiast tego upiła łyk wina. Właściwie to miał być łyk, ale nie ważne, bo cały płyn zniknął, dając przyjemną miękkość w kolanach i - niestety - większą łatwość w okazywaniu emocji, które planowała bardzo szumnymi deklaracjami o poranku schować se w dupę, znaczy do kieszeni głęboko.
@Alastor Moody @Bertie Bott @Aaron Moody (pisałam według kolejki
)