Ururu był zapalonym zadawaczem pytań. Jako dziecko jego chęci do pobierania wiedzy były tłumione. Można przypuszczać, że chłopiec wielokrotnie i surowo karcony za zadawanie pytań oduczy się tego robić na zawsze, ale w nim ta potrzeba była zbyt silna i odkąd się uwolnił ze szponów matki, nękał świat potokiem wylewającym się z ust.
Zapisywał odpowiedzi jak szalony. Gdy poprosiła o zwolnienie — zwolnił tempo mówienia, nie przerw między pytaniami. Dopiero jeśli określiła dokładnie, czego od niego oczekuje, dostosował się. Bo to nie jest tak, że Marquez jest aspołecznym dziwakiem. On po prostu potrzebuje prostej i klarownej instrukcji. Może się dostosować nawet jeśli okaże się to w jego oczach bezsensownej. Cóż, nie zawsze.
Podekscytowały go wszelkie wzmianki o mugolskim świecie. Czyli miał do czynienia z prawdziwie otwartym umysłem! Wspomnienia wyjazdu na wieś również brzmiał ekscytująco. To kolejna dziedzina wymagająca uaktualnienia w encyklopedii jego głowy.
— Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem w mugolskiej wsi... — przyznał. Hogsmeade było absolutnie czarodziejskie, a to jedyna znana mu wioska. Chociaż coś mu świtało, że kiedyś odwiedził mugolską. Mieszkało tam paru czarodziejów, ale w ukryciu. Z jakiegoś powodu odbywało się tam spotkanie z kimś znanym... I udał się tam z jakimś swoim znajomym... Czy była to jakaś konferencja o eliksirach? Możliwe. Tylko kim był ten znajomy? A może współlokator? Za nic nie mógł sobie przypomnieć.
Zatapiając się w swoich myślach, mimochodem sięgnął po jedzenie. Konsumując i myśląc dał w końcu Avelinie odrobinę przerwy.