06.02.2026, 22:53 ✶
Następny sabat po prostu musiał wypaść lepiej. Tej myśli starał się trzymać Erik, nie chcąc za bardzo oceniać zorganizowanego pomimo ostatnich wypadków kiermaszu. Jak ponura nie była to perspektywa, tak społeczność czarodziejów przyzwyczaiła się jako tako do tego, że cykl sabatów ostatnimi czasy bywał dość... zaburzony. W dużej mierze z winy Śmierciożerców. I wyjątkowo niestabilnej arcykapłanki, skomentował bezgłośnie, wodząc wzrokiem po wieszakach, na których ciążyły kolejne peleryny i szaty jesienne.
Po wyjątkowo burzliwym Beltane nadeszła stosunkowo mniej huczna Litha, zaraz potem Lammas, które mimo wszystko... Okazało się całkiem nieźle zorganizowaną imprezą. Teraz mierzyli się z kolejnym ''niżem'' wywołanym przez Spaloną Noc. Ludzie dalej lizali rany po niedawnej tragedii, ale kto wie, może Samhain na powrót wszystko odmieni? Mozę przyniesie co poniektórym nieco ukojenia? Longbottom wypuścił cicho powietrze z ust, rozglądając się mimowolnie po sąsiednich stoiskach. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze niecałe dwa miesiące temu bawił się w najlepsze pośród przyjaciół i znajomych i nawet wylądował na scenie. Porównując do tamtego dnia, Pokątna wydawała się teraz cieniem dawnej siebie.
— Och? — mruknął z lekkim opóźnienie, odrywając wzrok od bliżej niezidentyfikowanego punktu na przeciwko siebie.
Spojrzenie zielonych oczu spoczęło na twarzy mężczyzny, próbując dopasować ją do konkretnego imienia. Nazwisko nie stanowiło problemu. Rosier… Christopher, o ile pamięć go nie myliła. Gdyby wypadało, to może nawet zagwizdałby na jego widok. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miał okazję zamienić z kimś z tej rodziny, chociaż parę słów w ostatnich miesiącach. Z drugiej strony, nie miał też okazji zjawić się w ich pracowni na jakieś konkretne zakupy. W sumie... Okazja ku temu mogła się przydarzyć całkiem niedługo, kiedy Warownia w pełni wróci do dawnej świetności.
— Ach. Tak. — Pokiwał głową, zerkając na ciemnozieloną pelerynę. — Wydaje się dość uniwersalna, prawda? A przy tym wydaje się szalenie ciepła. — Odsunął się na bok, chcąc na wszelki wypadek ustąpić miejsca Christopherowi, aby ten mógł podejść bliżej. — Jeśli chłody zaatakują w tym roku równie mocno co tegoroczne lipcowe upały, to będzie to dość przydatne.
Pokiwał powoli głową, jakby sam sobie przyznawał rację. Wolał nie ufać departamentowi w kwestii odzieży jesienno-zimowej. Po ostatnich wydarzeniach tu i ówdzie mogły pojawić się drobne dziury w budżecie, a ocieplone mundury i czapki raczej nie będą na samej szczycie listy priorytetów Bonesa. A długie nocne patrole w środku zimy nie były przyjemne. Zwłaszcza w stanie podwyższonej gotowości, kiedy nie można było zawitać na coś ciepłego do pobliskiego pubu lub kawiarni.
— Dom Mody zapewne ma już jakieś plany na ten sezon...? — zagaił grzecznie, zanim zapędził się zbyt daleko we własnych rozmyślaniach. Trajkotanie o wyposażeniu Brygady Uderzeniowej mogło niekoniecznie interesować jasnowłosego czarodzieja.
Po wyjątkowo burzliwym Beltane nadeszła stosunkowo mniej huczna Litha, zaraz potem Lammas, które mimo wszystko... Okazało się całkiem nieźle zorganizowaną imprezą. Teraz mierzyli się z kolejnym ''niżem'' wywołanym przez Spaloną Noc. Ludzie dalej lizali rany po niedawnej tragedii, ale kto wie, może Samhain na powrót wszystko odmieni? Mozę przyniesie co poniektórym nieco ukojenia? Longbottom wypuścił cicho powietrze z ust, rozglądając się mimowolnie po sąsiednich stoiskach. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze niecałe dwa miesiące temu bawił się w najlepsze pośród przyjaciół i znajomych i nawet wylądował na scenie. Porównując do tamtego dnia, Pokątna wydawała się teraz cieniem dawnej siebie.
— Och? — mruknął z lekkim opóźnienie, odrywając wzrok od bliżej niezidentyfikowanego punktu na przeciwko siebie.
Spojrzenie zielonych oczu spoczęło na twarzy mężczyzny, próbując dopasować ją do konkretnego imienia. Nazwisko nie stanowiło problemu. Rosier… Christopher, o ile pamięć go nie myliła. Gdyby wypadało, to może nawet zagwizdałby na jego widok. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miał okazję zamienić z kimś z tej rodziny, chociaż parę słów w ostatnich miesiącach. Z drugiej strony, nie miał też okazji zjawić się w ich pracowni na jakieś konkretne zakupy. W sumie... Okazja ku temu mogła się przydarzyć całkiem niedługo, kiedy Warownia w pełni wróci do dawnej świetności.
— Ach. Tak. — Pokiwał głową, zerkając na ciemnozieloną pelerynę. — Wydaje się dość uniwersalna, prawda? A przy tym wydaje się szalenie ciepła. — Odsunął się na bok, chcąc na wszelki wypadek ustąpić miejsca Christopherowi, aby ten mógł podejść bliżej. — Jeśli chłody zaatakują w tym roku równie mocno co tegoroczne lipcowe upały, to będzie to dość przydatne.
Pokiwał powoli głową, jakby sam sobie przyznawał rację. Wolał nie ufać departamentowi w kwestii odzieży jesienno-zimowej. Po ostatnich wydarzeniach tu i ówdzie mogły pojawić się drobne dziury w budżecie, a ocieplone mundury i czapki raczej nie będą na samej szczycie listy priorytetów Bonesa. A długie nocne patrole w środku zimy nie były przyjemne. Zwłaszcza w stanie podwyższonej gotowości, kiedy nie można było zawitać na coś ciepłego do pobliskiego pubu lub kawiarni.
— Dom Mody zapewne ma już jakieś plany na ten sezon...? — zagaił grzecznie, zanim zapędził się zbyt daleko we własnych rozmyślaniach. Trajkotanie o wyposażeniu Brygady Uderzeniowej mogło niekoniecznie interesować jasnowłosego czarodzieja.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞