07.02.2026, 12:17 ✶
Dolores nie przejmowała się starymi porzekadłami. Nie przejmowała się też przesadnie tymi nowymi. Liczyło się dla niej tylko to, żeby jasnowidz był na określoną godzinę, w określonym miejscu.
Nie było jej też specjalnie potrzebne konkretnie jego towarzystwo. Zdałby się każdy inny, ale Mulciber miał czystą krew i nie pierdolił zbyt wiele. To była dobra cecha - nie odzywać się, gdy jest się niepytanym. A ona nie lubiła rozmawiać. Nie lubiła small talku, nienawidziła wręcz dowiadywać się od kolejnych osób jaką to pogodę mają na górze i być pytaną o politykę. Każda rozmowa, która nie dotyczyła badań była w jej opinii rozmową zbędną. Marnowaniem powietrza w płucach i zniszczeniem struktur strun głosowych. W życiu Dolores nie było miejsca na zbędną kurtuazję.
Mulciber powtarzał za nią. Układał słowa, dobierał odpowiedni ton co by czuła, że znaleźli wspólny grunt. Nienawiść zawsze łączyła ludzi mocniej od miłości - każdy Niewymowny to wiedział. Co on próbował zdziałać? Czego chciał?
Wreszcie podniosła uważne spojrzenie na Alexandra. Pokaż mi. Pokaż kotku co masz w środku.
Rzut na Percepcję - aurowidzenie
Z początku nic nie widziała.
Obraz mężczyzny rozmywał się przed jej oczami. Barwy pojawiły się powoli, z początku niewyraźne. Ale były. Skrzywiła się. Wyglądał jak jakieś pierdolone słoneczko.
Główne skrzypce grała żółć - ostra, bezczelna. Wgryzała się w krawędzie jego ciała jak choroba. Pulsowała przy skroniach i dłoniach. Tam gdzie myśli przeradzały się w decyzje.Umiłowanie nauki, ponadprzeciętny intelekt? Nienawidziła takich. Takim się zawsze wszystko udawało prawda? Pieski nauczycieli. Zacisnęła zęby. Protagoniści i złote dzieci tego świata. Wśród żółci widziała pomarańcz - emocje, emocje, zbyt dużo emocji. Była też czerwień. Tu się zatrzymała. Jakież namiętności targały tym nieszczęsnym facetem? Instynkt. Instynkt. Jak u szczurów. Instynkt, który można przemienić w agresję i potrzebę przetrwania.
Zmrużyła oczy. Smugi pulsowały szybciej, gdy skupiała na nich swoją uwagę. Reagował. Może nieświadomie, może wiedział co robi i co widzi. To nie miało znaczenia. Zobaczyła co chciała. Aury były najbliższym substytutem duszy.
Nie potrafiła powiedzieć jeszcze na tym etapie czy Mulciber zalicza się do większości. Tak po prawdzie nie miało to żadnego znaczenia. Był naukowcem, był Niewymownym i chociaż jego prace służyły jej jako podpórka pod chwiejący się stolik, to nie mogła nie uszanować faktu, że on jej własne zrecenzował.
Problem z większością był taki, że miała niezaprzeczalną przewagę liczbową. Ale masa była głupim, nieforemnym tworem. Kto kontrolował masę, kontrolował wszystko.
- Czekam na rozpatrzenie wniosku o grant.- Odpowiedziała po prostu na jego rozważania. Za nic by się nie przyznała, że nie ma na tyle pieniędzy, żeby samej z pensji ministerialnej, nawet jeśli tak dla Departamentu Tajemnic była niezgorsza, rozpocząć tak duży projekt. Zwłaszcza że wciąż wysyłała połowę ojcu, żeby stulił pysk i siedział cicho jak mysz pod miotłą w tej swojej wiosce w północnej Szkocji. Wspomnienie dofinansowania państwowego brzmiało poważnie. Brzmiało dokładnie tak, jak chciałaby żeby brzmiało.
Podobało mi się… Cóż za dziwne stwierdzenie. Czy to był komplement? Jej prace nie miały się “podobać”. Nie potrafiła powiedzieć co ją ugryzło w tym zdaniu. To chyba dobrze, że coś się komuś podobało. Ale jej prace nie miały się podobać. Miały wskazywać kierunek. Szczur niewiele się wszakże różnił od człowieka.
Umierały szybciej, fakt. Ale ludzie… Ludzi też można było wykończyć równie szybko. Wystarczyło przecież stworzyć im mniej sterylne środowisko - mugole praktykowali to w pierwszej połowy obecnego wieku. Tworzyli zamknięte enklawy dla osobników jednego rodzaju czy rasy. Gdyby wpuścić odpowiednią dawkę do wody w kranach, naszpikować ich jedzenie… Mogliby dokonać przełomu w nauce. Zapanować nad masą.
Czy dostarczyli ci tym razem bardziej odporne osobniki?
Wiedział? Może przewidział. W końcu z jasnowidzami to cholera wie. Mogli odgrywać przyszłość w głowie jakby to była ich wieczorynka. Ale jeśli przewidział i wciąż do niej przyszedł - musiał być głupcem. A jeśli nie przewidział - to głupcem był podwójnym.
- Ty mi to powiedz.
Głos Dolores uderzył te obrzydliwie słodkie nuty, jakby dziewczyna zjadła wyjątkowo kleistą ciągutkę i pluła miodem. Gdzieś pomiędzy jednym, a drugim słowem odłożyła drżącego szczura z powrotem do klatki i wzięła do ręki strzykawkę napełnioną eliksirem. Zdecydowanie zbyt duża dawka jak na gryzonia.
Nie oderwała wzroku nawet na sekundę od twarzy Alexandra. Nawet przestała mrugać. Ale chociaż głosik miała wkurwiająco wysoki i uroczy, to cała ta radość nie obejmowała jej oczu. Tak ciemnych, że ciężko było stwierdzić, gdzie zaczynają, a gdzie kończą się tęczówki - typowy efekt ciągłego, biernego wchłaniania Amortencji.
- Czy dostanę bardziej odpornego osobnika?
Nie było jej też specjalnie potrzebne konkretnie jego towarzystwo. Zdałby się każdy inny, ale Mulciber miał czystą krew i nie pierdolił zbyt wiele. To była dobra cecha - nie odzywać się, gdy jest się niepytanym. A ona nie lubiła rozmawiać. Nie lubiła small talku, nienawidziła wręcz dowiadywać się od kolejnych osób jaką to pogodę mają na górze i być pytaną o politykę. Każda rozmowa, która nie dotyczyła badań była w jej opinii rozmową zbędną. Marnowaniem powietrza w płucach i zniszczeniem struktur strun głosowych. W życiu Dolores nie było miejsca na zbędną kurtuazję.
Mulciber powtarzał za nią. Układał słowa, dobierał odpowiedni ton co by czuła, że znaleźli wspólny grunt. Nienawiść zawsze łączyła ludzi mocniej od miłości - każdy Niewymowny to wiedział. Co on próbował zdziałać? Czego chciał?
Wreszcie podniosła uważne spojrzenie na Alexandra. Pokaż mi. Pokaż kotku co masz w środku.
Rzut na Percepcję - aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Z początku nic nie widziała.
Obraz mężczyzny rozmywał się przed jej oczami. Barwy pojawiły się powoli, z początku niewyraźne. Ale były. Skrzywiła się. Wyglądał jak jakieś pierdolone słoneczko.
Główne skrzypce grała żółć - ostra, bezczelna. Wgryzała się w krawędzie jego ciała jak choroba. Pulsowała przy skroniach i dłoniach. Tam gdzie myśli przeradzały się w decyzje.Umiłowanie nauki, ponadprzeciętny intelekt? Nienawidziła takich. Takim się zawsze wszystko udawało prawda? Pieski nauczycieli. Zacisnęła zęby. Protagoniści i złote dzieci tego świata. Wśród żółci widziała pomarańcz - emocje, emocje, zbyt dużo emocji. Była też czerwień. Tu się zatrzymała. Jakież namiętności targały tym nieszczęsnym facetem? Instynkt. Instynkt. Jak u szczurów. Instynkt, który można przemienić w agresję i potrzebę przetrwania.
Zmrużyła oczy. Smugi pulsowały szybciej, gdy skupiała na nich swoją uwagę. Reagował. Może nieświadomie, może wiedział co robi i co widzi. To nie miało znaczenia. Zobaczyła co chciała. Aury były najbliższym substytutem duszy.
Nie potrafiła powiedzieć jeszcze na tym etapie czy Mulciber zalicza się do większości. Tak po prawdzie nie miało to żadnego znaczenia. Był naukowcem, był Niewymownym i chociaż jego prace służyły jej jako podpórka pod chwiejący się stolik, to nie mogła nie uszanować faktu, że on jej własne zrecenzował.
Problem z większością był taki, że miała niezaprzeczalną przewagę liczbową. Ale masa była głupim, nieforemnym tworem. Kto kontrolował masę, kontrolował wszystko.
- Czekam na rozpatrzenie wniosku o grant.- Odpowiedziała po prostu na jego rozważania. Za nic by się nie przyznała, że nie ma na tyle pieniędzy, żeby samej z pensji ministerialnej, nawet jeśli tak dla Departamentu Tajemnic była niezgorsza, rozpocząć tak duży projekt. Zwłaszcza że wciąż wysyłała połowę ojcu, żeby stulił pysk i siedział cicho jak mysz pod miotłą w tej swojej wiosce w północnej Szkocji. Wspomnienie dofinansowania państwowego brzmiało poważnie. Brzmiało dokładnie tak, jak chciałaby żeby brzmiało.
Podobało mi się… Cóż za dziwne stwierdzenie. Czy to był komplement? Jej prace nie miały się “podobać”. Nie potrafiła powiedzieć co ją ugryzło w tym zdaniu. To chyba dobrze, że coś się komuś podobało. Ale jej prace nie miały się podobać. Miały wskazywać kierunek. Szczur niewiele się wszakże różnił od człowieka.
Umierały szybciej, fakt. Ale ludzie… Ludzi też można było wykończyć równie szybko. Wystarczyło przecież stworzyć im mniej sterylne środowisko - mugole praktykowali to w pierwszej połowy obecnego wieku. Tworzyli zamknięte enklawy dla osobników jednego rodzaju czy rasy. Gdyby wpuścić odpowiednią dawkę do wody w kranach, naszpikować ich jedzenie… Mogliby dokonać przełomu w nauce. Zapanować nad masą.
Czy dostarczyli ci tym razem bardziej odporne osobniki?
Wiedział? Może przewidział. W końcu z jasnowidzami to cholera wie. Mogli odgrywać przyszłość w głowie jakby to była ich wieczorynka. Ale jeśli przewidział i wciąż do niej przyszedł - musiał być głupcem. A jeśli nie przewidział - to głupcem był podwójnym.
- Ty mi to powiedz.
Głos Dolores uderzył te obrzydliwie słodkie nuty, jakby dziewczyna zjadła wyjątkowo kleistą ciągutkę i pluła miodem. Gdzieś pomiędzy jednym, a drugim słowem odłożyła drżącego szczura z powrotem do klatki i wzięła do ręki strzykawkę napełnioną eliksirem. Zdecydowanie zbyt duża dawka jak na gryzonia.
Nie oderwała wzroku nawet na sekundę od twarzy Alexandra. Nawet przestała mrugać. Ale chociaż głosik miała wkurwiająco wysoki i uroczy, to cała ta radość nie obejmowała jej oczu. Tak ciemnych, że ciężko było stwierdzić, gdzie zaczynają, a gdzie kończą się tęczówki - typowy efekt ciągłego, biernego wchłaniania Amortencji.
- Czy dostanę bardziej odpornego osobnika?