07.02.2026, 13:47 ✶
Rozumiała bez problemu wszystkie języki na tym świecie, a jednocześnie nie była w stanie zrozumieć tego, którym porozumiewał się z nią Gabriel. Może brakowało jej pewnego kontekstu kulturowego, który czysto teoretycznie istniałby jedynie pod czaszką wampira, a jeśli już rzeczywiście by istniał to byłby on bardziej skomplikowany niż jakakolwiek kultura starożytnej cywilizacji, chociaż Montbel był zapewne od nich młodszy. Może dlatego zauroczył go kiedyś ten cały ambasador? Może z jakiegoś dziwnego powodu ten jeden śmiertelnik był w stanie lepiej rozumieć taki dziwny język, albo chociaż przynajmniej udawać, że rozumiał.
– Myślę, że zabrałam cię tutaj rozmawiać o przestępstwie, a nie twoich talentach – odpowiedziała udając, że nic nie robi sobie z bliskości którą im narzucił.
Śmiertelna kobieta wreszcie wyszła z pomieszczenia, upomniana chwilę wcześniej jeszcze raz, że ma wziąć Johna, skoro żadnego Jacka nie było, a Lucy wbiła swoje spojrzenie w Gabriela.
– Miałeś być dobrym gliną. A nie wszystkich rozpraszać – mruknęła, ale w jej głosie zabrakło aż takiego zirytowania, jakie planowała sobą prezentować. I może i ubarwiłaby nim swoje kolejne zdanie gdyby nie to, że do pomieszczenia wszedł młody czarodziej.
– John, tak? – zaczęła, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę Gabriela. – Proszę usiądź.
– Hm… Właściwie to mam na imię JJ. John Jack – wymamrotał mężczyzna rozglądając się po pomieszczeniu, jakby wiedział o tym jak bardzo Lucy chciała go w tym momencie zamordować.
– Myślę, że zabrałam cię tutaj rozmawiać o przestępstwie, a nie twoich talentach – odpowiedziała udając, że nic nie robi sobie z bliskości którą im narzucił.
Śmiertelna kobieta wreszcie wyszła z pomieszczenia, upomniana chwilę wcześniej jeszcze raz, że ma wziąć Johna, skoro żadnego Jacka nie było, a Lucy wbiła swoje spojrzenie w Gabriela.
– Miałeś być dobrym gliną. A nie wszystkich rozpraszać – mruknęła, ale w jej głosie zabrakło aż takiego zirytowania, jakie planowała sobą prezentować. I może i ubarwiłaby nim swoje kolejne zdanie gdyby nie to, że do pomieszczenia wszedł młody czarodziej.
– John, tak? – zaczęła, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę Gabriela. – Proszę usiądź.
– Hm… Właściwie to mam na imię JJ. John Jack – wymamrotał mężczyzna rozglądając się po pomieszczeniu, jakby wiedział o tym jak bardzo Lucy chciała go w tym momencie zamordować.