07.02.2026, 14:31 ✶
Grzeczność nakazywała, aby nie wychodzić w pół utworu, toteż Philomena odczekała momentu, gdy Scarlett skończy utwór, aby jej następnie złożyć krótki wyraz uznania za ów kameralny koncert. Wielką radość stanowiło dla domu, aby panny wyuczone były muzyki i umilały czas rodzinie piękną grą. Dopilnowała również Mulciberowa czujnym okiem tego, aby stół po posiłku został odpowiednio uprzątnięty, a zostały przy nim jedynie napoje i drobne przekąski dla rozpierzchniętych po domu całem gości, którzy być może zawędrują jeszcze do jadalni.
Upewniwszy się o dopięciu wszystkich tych spraw, wstała starucha od stołu, aby przekonać się, co czyni Richard, który zdążył wcześniej już odejść. Dywan wygłuszał stukanie obcasów przy jej miarowych, powolnych krokach pełnych elegancji nienagannie wyuczonej i widocznej, mimo że usztywnionej wiekiem. Ciemnoczerwoną szatę czarownicy uszyto z materiału dokładnie tego samego odcienia, co obicia mebelków w salonie — Philomena Mulciber wydawała się doskonale zharmonizowana z tym starym domem pamiętającym czasy chlubniejsze.
— Na wyciągu znajduje się numer skrytki nadawcy — poinformowała uprzejmie, stając przy stoliczku, gdzie Richard obsypywał popiół z papierosa. — Nie ma przeszkód, abyś kwotę zwrócił. Oddał na cele charytatywne. Wykorzystał sam. To twoja decyzja.
Nie zamierzała wchodzić z wnukiem w potyczkę nad kwestią podarków. Jeśli jego wolą było prezentu odmówić, niechże odmawia. Nie można powiedzieć, aby miało to Mulciberowej spędzać sen z powiek. Wszyscy owego wieczoru otrzymali upominek, nietaktem byłoby więc pominąć Richarda. Podarowana kwota nie była żadnym nadwyrężeniem majątku bogatej staruchy — majątku czy nawet tygodniowego budżetu. Nie zabezpieczała również przez ten datek żadnego swego interesu — bo i jakichż przysług i względów mogłaby szukać u Richarda?
— Nie sądzę jednak, aby odmowa była uzasadniona — podjęła, patrząc na czarodzieja zza nieprzeniknionej maski obojętnej grzeczności wyzutej z przejawów osobistych uczuć. — Nie odznaczasz się w ten sposób ni dumą, ni skromnością, lecz zamiarem podtrzymania izolacji od rodu, w jakiej żyliście tyle lat. Po cóż wówczas zawracać sobie głowę udziałem w kolacjach? Znajdujemy się w pokrewieństwie, Richardzie, żadna to ujma przyjąć w takich okolicznościach wartościowy dar. Babki prezentują wnukom cenne klejnoty czy posiadłości całe i jest to praktyka jak najsłuszniejsza. Po to w rodach są majątki, aby z każdym pokoleniem łatwiejszą stawała się droga do wielkich osiągnieć. Mój wnuk tymczasem wzdryga się przed drobną sumką ze świątecznych uprzejmości, którymi obdzielana była i reszta rodziny. — Nastąpiła chwila pauzy, aby mężczyzna miał moment na przemyślenie babcinego wywodu, po czym Philomena wydała wyrok: — To twoja decyzja, lecz w mojej ocenie błędna. Nie jest ona dowodem tego, czego ci się wydaje, że jest.
Upewniwszy się o dopięciu wszystkich tych spraw, wstała starucha od stołu, aby przekonać się, co czyni Richard, który zdążył wcześniej już odejść. Dywan wygłuszał stukanie obcasów przy jej miarowych, powolnych krokach pełnych elegancji nienagannie wyuczonej i widocznej, mimo że usztywnionej wiekiem. Ciemnoczerwoną szatę czarownicy uszyto z materiału dokładnie tego samego odcienia, co obicia mebelków w salonie — Philomena Mulciber wydawała się doskonale zharmonizowana z tym starym domem pamiętającym czasy chlubniejsze.
— Na wyciągu znajduje się numer skrytki nadawcy — poinformowała uprzejmie, stając przy stoliczku, gdzie Richard obsypywał popiół z papierosa. — Nie ma przeszkód, abyś kwotę zwrócił. Oddał na cele charytatywne. Wykorzystał sam. To twoja decyzja.
Nie zamierzała wchodzić z wnukiem w potyczkę nad kwestią podarków. Jeśli jego wolą było prezentu odmówić, niechże odmawia. Nie można powiedzieć, aby miało to Mulciberowej spędzać sen z powiek. Wszyscy owego wieczoru otrzymali upominek, nietaktem byłoby więc pominąć Richarda. Podarowana kwota nie była żadnym nadwyrężeniem majątku bogatej staruchy — majątku czy nawet tygodniowego budżetu. Nie zabezpieczała również przez ten datek żadnego swego interesu — bo i jakichż przysług i względów mogłaby szukać u Richarda?
— Nie sądzę jednak, aby odmowa była uzasadniona — podjęła, patrząc na czarodzieja zza nieprzeniknionej maski obojętnej grzeczności wyzutej z przejawów osobistych uczuć. — Nie odznaczasz się w ten sposób ni dumą, ni skromnością, lecz zamiarem podtrzymania izolacji od rodu, w jakiej żyliście tyle lat. Po cóż wówczas zawracać sobie głowę udziałem w kolacjach? Znajdujemy się w pokrewieństwie, Richardzie, żadna to ujma przyjąć w takich okolicznościach wartościowy dar. Babki prezentują wnukom cenne klejnoty czy posiadłości całe i jest to praktyka jak najsłuszniejsza. Po to w rodach są majątki, aby z każdym pokoleniem łatwiejszą stawała się droga do wielkich osiągnieć. Mój wnuk tymczasem wzdryga się przed drobną sumką ze świątecznych uprzejmości, którymi obdzielana była i reszta rodziny. — Nastąpiła chwila pauzy, aby mężczyzna miał moment na przemyślenie babcinego wywodu, po czym Philomena wydała wyrok: — To twoja decyzja, lecz w mojej ocenie błędna. Nie jest ona dowodem tego, czego ci się wydaje, że jest.
głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia