07.02.2026, 20:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.02.2026, 20:38 przez Gabriel Montbel.)
Rozmawia z Lucy i Hannibalem, potem słucha koncertu, potem głośno domaga się bisu
Skóra, skóra, skóra i jej kreatywne zastosowanie.
Och zdecydowanie on TEŻ miał myśli na ten temat, ale najprawdopodobniej nie podobałyby się one ani jednemu, ani drugiemu jego rozmówcy. Fakt jednak był taki, że nieco się wyłączył przez to, przez ciężar i chłód rytualnego noża w dłoni, przez echa wrzasków jego ofiar, gdy płat po płacie przychodziło mu zdobić ołtarz krwią, a plugawą figurę...
To było. Minęło. Dwieście lat.
Przeszłość.
Przełknął ślinę i przypomniał sobie, że był w innym miejscu, i w zdecydowanie innym czasie. Nieco nerwowo podrapał palcami wnętrze lewej dłoni, próbując wymyślić na swoim martwym umyśle przyjemniejsze wizji, pełne erotycznych uniesień, a nie śmiertelnej ostateczności.
Jedna skóra, tyle możliwości.
– Ja... em... cóż, rozważałem, czy uczynić z niego swojego familianta – przyznał po francusku, nieco wybity z rytmu przez całą sytuację i surrealizm balu w którym brali udział. – Trafiliśmy na siebie w Soho, gdy doświadczałem jednego ze swoich epizodów. Pomógł mi wtedy, tak jak Ty pomogłaś mi niewiele później. I o ile potrzebowałem nieśmiertelnej dłoni, aby ta pomoc była bardziej trwała, o tyle ma moją wdzięczność, za podjęcie próby. Cóż. Jest młody. I smaczny. Przez moment dziwiłem się, że z jego żył nie tryska chłodzone prosecco. – kontynuował w szczerości, nie widząc powodów, by cokolwiek zatajać przed swoją towarzyszką. Jako że jednak jakaś dama sarknęła Ciii! na te ich rozmowy podczas występu więc i Gabriel umilkł i po prostu słuchał, nawet jeśli myśli uciekały mu w wiele różnych stron, na czym nie miał większej kontroli. Na przykład nad tonami perfum, które zdobiły doskonałość łuku odsłoniętej szyi jego towarzyszki. Czy dobrze wyczuwał różę w jednym z tonów głowy? Czy kiedykolwiek zdawała mu się słodsza niż w tej chwili, ubrana w tak doskonały odcień czerwieni, pozornie tylko oklepanej dla wampirzego rodzaju?
Zaraz gdy koncert skończył się, padała prośba, rozkaz właściwie i nie czekając większej zachęty Gabriel zaklaskał z większym entuzjazmem, pokrzykując co jakiś czas:
–Encore! Encore! – co szczęśliwie brytyjczycy przejęli od francuzów, nie powinien być to więc gest niezrozumiały ani dla otaczającej ich publiczności, ani - co ważniejsze - dla artystów.