08.02.2026, 12:53 ✶
Alexander oczywiście nie wiedział o co szanownemu sąsiadowi chodziło, co było nie tak z jego imieniem, ale skoro tamten ukrył swoje to musiało być jeszcze gorsze niż "Alexander". Aristov więc uśmiechnął się z szacunkiem, uśmiech ten jednak nie objął jego zimnych oczu. Wpatrywał się przez chwilę w swojego "gospodarza", na jego ruchy, jakby znudzone i kompletnie olewackie.
Miał nadzieję załatwić to polubownie, miło, uprzejmie, ale ten chłopaczek nie miała za grosz szacunku to innych ludzi. I taką osobę miał Alexander za sąsiada. Nic dziwnego, że Brytania leżała w gruzach, skoro społeczeństwo było tak... Na palcach jednej ręki mógł wymienić ludzi porządnych, których do tej pory tutaj spotkał, choć i pewnie oni byli w coś zamieszani. Nie było przecież ludzi bez skazy i Alexander doskonale to wiedział.
-Może i dawali. Ja przynajmniej mam na tyle szacunku, żeby przedstawić się w pełni. Nie wstydzę się ego jak mnie rodzice nazwali przy narodzinach. Panie Buolstrode. - powiedział Alexander spokojnie, ale pod tonem jego głosy krył się jad, którym zdawał się pluć w twarz Bulstrode'owi. Nic nie odpowiedział na jego przytyk, że jeszcze zobaczą, czy będzie miło. Wiadomo przecież, że nie będzie miło, to było czuć w powietrzu, gdy tylko zostały otwarte drzwi. Alexander tylko mocniej zacisnął pięści, wciąż uśmiechając się sztucznie. Nie wiedział co siedzi w głowie Pana Somsiada, więc przez myśl przeszło mu, ze może powienien odpuścić, wyciągnąć rękę na zgodę, zakopać topór wojenny. Potem jednak zaśmiał się w duchu. Odpuścić? On? Nigdy w życiu. Nie. On jeszcze doleje oliwy do ognia. Niech to wszystko kurwa spłonie.
-Może w takim razie powienien porozmawiać sobie z tymi majstrami? Przekonać ich, że są lepsze sposoby na zarobek, zdecydowanie spokojniejsze niż wstawanie w nocy, żeby napierdalać młotkiem u jakiegoś дебила. - Alexander pluł jadem już w oczywisty sposób. I oczywiście nie była to groźba bez pokrycia. Co za problem zapłacić robotnikom dwa razy tyle co Pan Bulstrode, byle tylko trzymać ich z dala od jego pierdolonego remontu?
Miał nadzieję załatwić to polubownie, miło, uprzejmie, ale ten chłopaczek nie miała za grosz szacunku to innych ludzi. I taką osobę miał Alexander za sąsiada. Nic dziwnego, że Brytania leżała w gruzach, skoro społeczeństwo było tak... Na palcach jednej ręki mógł wymienić ludzi porządnych, których do tej pory tutaj spotkał, choć i pewnie oni byli w coś zamieszani. Nie było przecież ludzi bez skazy i Alexander doskonale to wiedział.
-Może i dawali. Ja przynajmniej mam na tyle szacunku, żeby przedstawić się w pełni. Nie wstydzę się ego jak mnie rodzice nazwali przy narodzinach. Panie Buolstrode. - powiedział Alexander spokojnie, ale pod tonem jego głosy krył się jad, którym zdawał się pluć w twarz Bulstrode'owi. Nic nie odpowiedział na jego przytyk, że jeszcze zobaczą, czy będzie miło. Wiadomo przecież, że nie będzie miło, to było czuć w powietrzu, gdy tylko zostały otwarte drzwi. Alexander tylko mocniej zacisnął pięści, wciąż uśmiechając się sztucznie. Nie wiedział co siedzi w głowie Pana Somsiada, więc przez myśl przeszło mu, ze może powienien odpuścić, wyciągnąć rękę na zgodę, zakopać topór wojenny. Potem jednak zaśmiał się w duchu. Odpuścić? On? Nigdy w życiu. Nie. On jeszcze doleje oliwy do ognia. Niech to wszystko kurwa spłonie.
-Może w takim razie powienien porozmawiać sobie z tymi majstrami? Przekonać ich, że są lepsze sposoby na zarobek, zdecydowanie spokojniejsze niż wstawanie w nocy, żeby napierdalać młotkiem u jakiegoś дебила. - Alexander pluł jadem już w oczywisty sposób. I oczywiście nie była to groźba bez pokrycia. Co za problem zapłacić robotnikom dwa razy tyle co Pan Bulstrode, byle tylko trzymać ich z dala od jego pierdolonego remontu?