08.02.2026, 16:38 ✶
Gdy poczuła, jak ciało Helloise się spina, szybko złapała jej przedramię jedną ręką, pilnując aby kobieta za bardzo się nie wierciła.
Zaczęła zachłannie. Szybko. Całą swoją uwagę skupiając na bladym nadgarstku, kopalni czerwieni, której należało jak najszybciej pozbawić chociaż kilku rubinów. Krew Helloise była niczym przechadzka nocą po lesie. Podczas doświadczania jej łatwo było się zagubić, ale jeśli tylko wiedziało się jak iść... Wrażenia były niezapomniane.
Dopiero spływającej po brodzie kropelki szkarłatu, przypomniały jej że powinna przystopować. Euforia smaku dalej rozlewała się po jej całym ciele, ale powili zaczynała się pilnowała, aby nawet najmniejsza kropla drogocennego płynu nie umknęła przed jej językiem, a leśny strumyk drogocennego płynu przypadkiem nie wysechł. Poluźniła uchwyt, czując jak kobieta dłoń gładzi jej policzek. Wolną rękę położyła na plecach czarownicy, gładząc ją w uspokajającym geście. W głowie jej szumiało. I szumiało. I szumiało i dopiero po chwili zorientowała się, że jej leśne źródło, musiało zostać jednak udekorowane jakimiś ziołami. Wreszcie oderwała się od nadgarstka i spojrzała na Helloise, wciąż oszołomiona, nie tylko smakiem, ale i...
Czymś jeszcze. Zamrugała, próbując odgonić zamroczenie umysłu. Nie pomogło. Przyjrzała jej się przekrzywiając głowę, a następnie sięgnęła po serwetkę i przyłożyła do niewielkiej rany na zgrabnym nadgarstku.
– Uroczo – mruknęła sennie, wolną dłonią poklepując ją policzku, uparcie próbując zrozumieć czemu wszystko nagle wydawało się takie zamglone.
Zaczęła zachłannie. Szybko. Całą swoją uwagę skupiając na bladym nadgarstku, kopalni czerwieni, której należało jak najszybciej pozbawić chociaż kilku rubinów. Krew Helloise była niczym przechadzka nocą po lesie. Podczas doświadczania jej łatwo było się zagubić, ale jeśli tylko wiedziało się jak iść... Wrażenia były niezapomniane.
Dopiero spływającej po brodzie kropelki szkarłatu, przypomniały jej że powinna przystopować. Euforia smaku dalej rozlewała się po jej całym ciele, ale powili zaczynała się pilnowała, aby nawet najmniejsza kropla drogocennego płynu nie umknęła przed jej językiem, a leśny strumyk drogocennego płynu przypadkiem nie wysechł. Poluźniła uchwyt, czując jak kobieta dłoń gładzi jej policzek. Wolną rękę położyła na plecach czarownicy, gładząc ją w uspokajającym geście. W głowie jej szumiało. I szumiało. I szumiało i dopiero po chwili zorientowała się, że jej leśne źródło, musiało zostać jednak udekorowane jakimiś ziołami. Wreszcie oderwała się od nadgarstka i spojrzała na Helloise, wciąż oszołomiona, nie tylko smakiem, ale i...
Czymś jeszcze. Zamrugała, próbując odgonić zamroczenie umysłu. Nie pomogło. Przyjrzała jej się przekrzywiając głowę, a następnie sięgnęła po serwetkę i przyłożyła do niewielkiej rany na zgrabnym nadgarstku.
– Uroczo – mruknęła sennie, wolną dłonią poklepując ją policzku, uparcie próbując zrozumieć czemu wszystko nagle wydawało się takie zamglone.