08.02.2026, 16:56 ✶
W normalnych warunkach pewnie dopasowałby swój ton, swoją mimikę i gesty do Hannibala, imitując jego kokieteryjność, która w szkole nieraz wpędzała ich w jakieś kłopoty, bo jakiś kretyn stwierdził, że to, jak oni sobie okazując swoją sympatię, było jego sprawą. W tym momencie tego nie robił i nawet trochę irytowało go to, jak lekko do sprawy podchodził Hannibal - jakby nie brał na poważnie faktu, że Jessie się o niego martwił, że martwił się o Jonathana, że w braku informacji, które posiadali obaj Selwynowie, on mógł widzieć w Gabrielu zagrożenie. Jakby nie był wart tego, by Hannibal dzielił się z nim mniej przyjemnymi szczegółami, z którymi Kelly może mógłby mu pomóc.
Zignorował pierwsze słowa, skupił się na kolejnych. Tak....
-Powinienem być?
Dla niego nie było tu miejsca na zazdrość - nawet tą przyjacielską. Hannibala i Gabriela coś łączyło i było to coś, co zostawiło ślad, którego Hannibal nie chciał mu pokazywać, ale zdawało się, że chciał eksponować tylko temu jednemu wampirowi. I chociaż wybory romantyczne Hannibala nie były jego sprawą, tak w ty momencie mu się to nie podobało, bo widział wobec przyjaciela za duże niebezpieczeństwo.
Czekał. Czekał, aż Hannibal zdecyduje, czy Jessiemu warto powiedzieć coś więcej, czy jednak będzie milczał. Bolała go myśl, że młodszy Selwyn mógłby wybrać to drugie i w jego głowie pojawiła się myśl, że może Hannibal nie ufał mu tak bardzo, jak Jessie do tej pory wierzył i sam ufał Hannibalowi. Nie próbował domyślać się, jakie myśli pojawiały się teraz w głowie Hannibala i nie ruszył się, kiedy Selwyn zbliżył się do niego na wyciągnięcie ręki. Potem padły kolejne słowa.
-Dużo bliżej - powtórzył, przeciągając głoski. -Zazdrosny?
Może nie powinien używać wobec Hannibala jego własnych ruchów, ale to, czy wyjdzie mu to na dobre, czy jednak nie, dopiero się okaże.
Kolejnym pytaniem Hannibal wylał na niego kubeł zimnej wody. Jessie zamarł, z szeroko otwartymi oczami, przetwarzając w głowie te dwa słowa, łącząc je ze swoim wcześniejszym słowotokiem i palniętym na głupa tekstem.
-Że co, kurwa? - jego usta ułożyły się w znajome słowa, ale bez głosu. -Myślałem, że jest hetero! - to już powiedział na głos.
Oczywiście, że się, kurwa, przedstawił, ale to nie mówiło nic. Imię nie odkrywało czynów. Zawód nie opowiadał historii. Że był wampirem to już Jessie wiedział. Że był szaleńcem - tego to już się wcześniej domyślił. Nadal nie wiedział jednak, w jaki sposób Hannibal go poznał. Nie wiedział, co dokładnie łączyło tego wampira z Jonathanem.
W odpowiedzi na pytanie Hannibala krzyknął, załamany, i wyrzucił ręce w powietrze.
-Han, to było miesiące temu! - zawołał. -To było dawno i się za mną nie ciągnie! Gabriel jest tu! Teraz! i nie wiem, czy powinniśmy szukać jakiegoś kołka, czy... Czekaj, co to jest? - jego głos zrobił się cichszy i delikatniejszy, kiedy wzrok przesunął się niżej i trafił na ślad na szyi Hannibala.
Podniósł dłoń, by przesunąć palcami po skórze przyjaciela i po bliźnie, jeżeli Selwyn mu pozwolił.
-Czy on cię ssał? Czy on cię, KURWA, UGRYZŁ?!