08.02.2026, 19:04 ✶
– Mon pettite L, uważam że jako wytrawna detektyw powinnaś do siebie chociaż dopuścić tę ewentualność, że sytuacja może być zgoła odmienna. Ja jednak nie zamierzam narzekać. Bardzo piekne perfumy. Rocznik 59 jak mniemam? – gdzieś na pograniczu świadomości wiedział, że bełkocze bez sensu, ale gdzieś indziej struna potrzaskanej duszy drgała mu w rezonansie ze słodkim uśmiechem błąkającym się po porcelanowej twarzy. Ślicznej. Delikatnej. Zabójczej.
Poprzednim razem to ona podtrzymywała ich ofiarę.
Nagle zgłodniał.
Nie zauważył nawet kiedy odsłonił kły, wciąż zapatrzony w swoją towarzyszkę, jakby sekundy odwrócenia wzroku były sekundami skazanmi na stratę.
Podniósł się z głośnym wizgiem krzesła o podłogę, wzrok utkwił w chłopaku, a w jego twarzy próżno szukać było resztek troski. Wręcz przeciwnie. Był zniecierpliwomy.
– Dobrze chłopcze, dość tej szarady. – nakazał twardo wymijając stolik przy którym siedzieli. Nie tak prowadził z Johnem Jackiem czy Jackiem Johnem rozmowę na korytarzu, ale i tam bardziej zorientowany był na cel niż na… popisy. – Wiesz czemu tu tkwimy i wiesz czym jesteśmy. Nasza skuteczność i renoma leżą na sercu mojej towarzyszki, a ja obiecałem jej że winny zostanie złapany. – ciężki dłonie opadły na skulone barki chłopca. – Powiedz czemu schowałeś tiare w ogrodzie pod juniperus communis, a my będziemy tak mili i wymyślimy wysokość łapówki, która nie pozbawi Cię całej krążącej jeszcze w Twoich żyłach krwi. – palce lewej dłoni ześlizgnęły się ku szyi, metodycznie zimnymi opuszkami szukając pulsu spłoszonego serca.
– Ja… ja naprawdę nie chciałem! To duch! To duch mi kazał! – wyjęczał nieoczekiwanie JJ, nie wiedząc co poradzic z oczami, jego pot wgryzał się we wrażliwe zmysły predatorów, tymczasem na moment, na krotki moment Gabriel zdawal sie byc po prostu… zaskoczony. Trafił? No oczywiście że trafił! Nie po to poświęcił tylko czasu na lekturę tych głupiutkich książek (całych dwóch) by teraz nie trafiać. Grymas zdziwienia przeszedł płynnie w uniesioną brew i półuśmiech zwycięskiego “a nie mówiłem”?
Poprzednim razem to ona podtrzymywała ich ofiarę.
Nagle zgłodniał.
Nie zauważył nawet kiedy odsłonił kły, wciąż zapatrzony w swoją towarzyszkę, jakby sekundy odwrócenia wzroku były sekundami skazanmi na stratę.
Podniósł się z głośnym wizgiem krzesła o podłogę, wzrok utkwił w chłopaku, a w jego twarzy próżno szukać było resztek troski. Wręcz przeciwnie. Był zniecierpliwomy.
– Dobrze chłopcze, dość tej szarady. – nakazał twardo wymijając stolik przy którym siedzieli. Nie tak prowadził z Johnem Jackiem czy Jackiem Johnem rozmowę na korytarzu, ale i tam bardziej zorientowany był na cel niż na… popisy. – Wiesz czemu tu tkwimy i wiesz czym jesteśmy. Nasza skuteczność i renoma leżą na sercu mojej towarzyszki, a ja obiecałem jej że winny zostanie złapany. – ciężki dłonie opadły na skulone barki chłopca. – Powiedz czemu schowałeś tiare w ogrodzie pod juniperus communis, a my będziemy tak mili i wymyślimy wysokość łapówki, która nie pozbawi Cię całej krążącej jeszcze w Twoich żyłach krwi. – palce lewej dłoni ześlizgnęły się ku szyi, metodycznie zimnymi opuszkami szukając pulsu spłoszonego serca.
– Ja… ja naprawdę nie chciałem! To duch! To duch mi kazał! – wyjęczał nieoczekiwanie JJ, nie wiedząc co poradzic z oczami, jego pot wgryzał się we wrażliwe zmysły predatorów, tymczasem na moment, na krotki moment Gabriel zdawal sie byc po prostu… zaskoczony. Trafił? No oczywiście że trafił! Nie po to poświęcił tylko czasu na lekturę tych głupiutkich książek (całych dwóch) by teraz nie trafiać. Grymas zdziwienia przeszedł płynnie w uniesioną brew i półuśmiech zwycięskiego “a nie mówiłem”?