Nie da się ukryć, że ostatnio ogień pochłonął sporo i nie było to zasługą Erika, który posiadał również pewne umiejętności piromańskie, chociaż właściwie nie do końca tak można było to nazwać, bo w przeciwieństwie do tych, którzy podpalili Londyn i inne miejsca w Wielkiej Brytanii, to jej przyjaciel nie czerpał z tego przyjemności, raczej zawsze było mu głupio, kiedy coś przez niego zaczynało się palić. Nie obawiała się go jednak zaprosić do swojej kuchni, właściwie to lepiej, jakby przeszli właśnie tam, była do tego przystosowana. W sumie to niby cała klubokawiarnia była zabezpieczona przed ewentualnym pożarem, bo przecież zainwestowała w to swoje pieniądze, jednak zdaniem Figgówny najbezpieczniej było zacząć właśnie od kuchni.
- Też mi się tak wydawało, jednak zmieniłam zdanie. Nasi przeciwnicy najwyraźniej mają spore poparcie. - Próbowali z nimi walczyć też poprzez ten sposób, nie podobało jej się to, bo obrywało się również jej, która przecież nikomu nie robiła krzywdy, doszła do tego miejsca w którym była tylko i wyłącznie dzięki swojej determinacji i ciężkiej pracy, a została oskarżona o to, że korzysta z funduszy, które były zbierane dla celów charytatywnych, dotknęło ją to dość mocno, bo to uwłaczało temu, co robiła. Jakoś musiała to jednak przetrawić, ci którzy ją znali wiedzieli jak to wyglądało, zresztą prawda zawsze mogła się obronić. Nie wątpiła, że tak będzie i tym razem.
- Tak, pewnie odwróciłaby kota ogonem, żeby nadal przedstawić was w złym świetle. Nie mam pomysłu, jak można z tym walczyć, nie powinniście jednak pozwalać na takie oszczerstwa, robicie tyle dobrego, a przez to obrywacie, jako jedni z nielicznych z szanowanych rodów zajmujecie takie stanowisko. - Wiedziała o tym przecież, miała świadomość kto walczył, kto należał do Zakonu Feniksa, kto ryzykował życie, aby pomóc niewinnym. To było okropnie niesprawiedliwe, że teraz zaczynali być wykluczani z elity, gdy robili tyle dobrego.
- Nikt nie zasługuje na takie traktowanie, ani my, ani wy, jak widać im to nie przeszkadza, macie wokół siebie ludzi, którzy dobrze Wam życzą, którzy doceniają wsparcie, mam nadzieję, że to widać. - Nie chciałaby, żeby Longbottomowie poczuli się odrzuceni, w końcu znała ich od lat. Trochę wzięła do siebie to, że wyciągnięto jej długoletnią przyjaźń z Erikiem, nie sądziła, że to może być, aż tak dla niego problematyczne, nigdy nie chciała przysparzać mu kłopotów swoją obecnością.
- Nie sądziłam, że nasza przyjaźń może być, aż tak źle odebrana. - Dodała jeszcze. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę z tego, że pochodzą z różnych światów, jednak od zawsze było to dla niej całkiem normalne, że trzymali się blisko siebie, bo przecież znali się od lat, od dzieciństwa, ta relacja narodziła się zupełnie naturalnie, a teraz ktoś sugerował to wszystko. Erik był jej bratnią duszą, człowiekiem, z którym rozumiała się bez słów, naprawdę uderzało w nią to, że ktoś postanowił uderzyć w niego i jego rodzinę w taki sposób.
- Na co masz ochotę? Coś słodkiego? Czy wręcz przeciwnie? - Spoglądała na przyjaciela próbując wyczytać to z wyrazu jego twarzy. Przetestowanie świątecznych przepisów nie było złym pomysłem, kolejny sabat się zbliżał, warto było popracować nad ofertą, aby dotrzeć do najbardziej wybrednych klientów.
- Myślisz, że znowu spróbują zrobić zamieszanie? - Może nie powinna o to pytać, póki było w miarę spokojnie, ale gdzieś w środku nadal miała obawę, podejrzewała, że śmierciożercy będą chcieli wykorzystać kolejne święto, aby pokazać swoją siłę.