Było ich niewielu jak na to, co działo się aktualnie w Wielkiej Brytanii. Mieli sojuszników, jednak nie było ich zbyt wielu. Norka miała tego świadomość. Musieli jednak jakoś, powoli wrócić do dawnego rytmu, zacząć działać, pracować nad tym, żeby było tylko lepiej. To nie było proste, zważając na ilość osób, która mogła ich wspierać, ale nadal nie mogli pozostawać bierni, musieli małymi kroczkami iść do przodu, przygotowywać się na najgorsze.
- Tak, to prawda, takie wydarzenia często niosą ze sobą bardzo spontaniczne decyzje, które czasem czekają na podjęcie ich przez lata. - To było całkiem zabawne, przynajmniej w jej oczach, zwłaszcza, kiedy wracała do jednej z rozmów z Ambroisem, którą odbyła podczas wakacji, kiedy zarzekał się, że będzie kawalerem. Jak widać koleje losu potrafiły być bardzo przewrotne, uważała to nawet za urocze. Jedni się ze sobą wiązali, inni woleli kończyć coś, co mogło nie mieć większego sensu, wojna powodowała, że decyzje podejmowano szybciej, nie zastanawiając się nad nimi jakoś szczególnie.
- Jeśli mam być szczera, to jeszcze w sierpniu Roise raczej nie sugerował swojego szybkiego ożenku, wręcz przeciwnie, być może ta katastrofa nieco na to wpłynęła. - Był to chyba największy atak śmierciożerców od początku tej wojny, wiele osób zginęło, wiele straciło dobytek, to mogło otworzyć oczy. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Pomyślę, jak coś zawsze możemy korzystać z mojej kuchni w cukierni, mam tam nie najgorsze warunki do warzenia eliksirów. - Kiedy remontowała klubokawiarnię zadbała o całe zaplecze, wiedziała, że kuchnia nie będzie jej służyła tylko i wyłącznie do tworzenia wypieków. Przygotowała się do tego, aby móc wspierać przyjaciół w jedyny sposób w jaki potrafiła, nie mogła przecież walczyć z różdżką w dłoni, bo tylko by im przeszkadzała, a dzięki temu każdą wolną chwilę mogła spędzać na przygotowywaniu mikstur, czy kadzideł, które mogły im się do czegoś przydać. Dzięki temu czuła się chociaż odrobinę przydatna.
- Powoli stajemy na nogi, klienci wracają, nie jest źle. Nie mam na co narzekać. Trzymam się nie najgorzej, wiesz jak jest, bywają lepsze i gorsze dni, ale to całkiem normalne jak na czas, w jakim przyszło nam żyć. - Daleko w tym wszystkim było do normalności, ale na to nie mieli wpływu, musieli się dostosować do warunków, więc to robiła, wierzyła w to, że w końcu znowu będzie zwyczajnie, nie trzeba będzie spoglądać za siebie, czy przypadkiem ktoś nie zamierza rzucić w ciebie zaklęciem czarnomagicznym.